poniedziałek, 24 lutego 2014

ROZDZIAŁ 8



 Po baaardzo długiej przerwie wstawiam kolejny rozdział. Nie powiem, ale jestem leniem i mi się nie chciało najzwyczajniej wstawiać tej notki. Ale obiecuję, że w tą sobotę pojawi się kolejny rozdział :) 
A i proszę komentujcie, bo chcę widzieć ile osób czyta :)
Wasza Sue ;)

~~*~~

Rozdział 8
Po tych romantycznych historiach wyszłyśmy komnat i ruszyłyśmy do dormitorium. Miałyśmy trochę stracha, żeby nas nikt nie przyłapał na korytarzy o 2 nad ranem.
Historie, które nasi rodzice nam opowiedzieli były bardzo romantyczne i przekonujące, ale nie zamknęły nam oczu. To nie jest takie łatwe. Jak tylko doszłyśmy do dormitorium rzuciłyśmy zaklęcie wygłuszające i zaczęłyśmy rozprawiać o porwanych mugolkach.
-Widziałam plany budynku, w którym trzymają porwane, u nich na stole, mogę je narysować- zadeklarowała Sue
-Hasła do komnat więziennych są takie: Haresto Postium, i Kolobio Sabori.- powiedziałam- tylko jak się tam dostaniemy?
-Może za pomącą tego- Emily rzuciła nam starą gazetę, na której było napisane: „akcja ratunkowa, środa, 8”- leżało w pudle z napisem „jednak nie”. Swoją drogą, co za głupia nazwa. Mamy czas do ósmej i ruszamy. Jesteście pewne, że damy sobie radę?
-Nie- powiedziałam- ale musimy tam iść. Choćby dla spokoju sumienia. Coś mi podpowiada, że bardzo się zdziwimy, gdy tam pójdziemy.
Położyłyśmy się spać. Budziki miałyśmy nastawione na 7, aby zdążyć się przygotować, do „misji ratunkowej”. Szczerze mówiąc trochę zaczęłyśmy się bać. Ruszałyśmy do siedziby Voldemorta, bez większego przygotowania, czy nawet obmyślenia planu. Trudno, słowo się rzekło, idziemy.
Rano bardzo szybko wstałyśmy i ubrałyśmy się w najwygodniejsze mugolskie ubrania, jakie miałyśmy. Byłyśmy gotowe na ewentualną walkę. Równo o 8 dotknęłyśmy świstoklika. Po chwili poczułam nie szarpnięcie, na wysokości pępka.
W jednej chwili stałyśmy przed olbrzymim białym domem. Wyglądał na wielki i luksusowy, ale nie podobał mi się. Był zbyt sztuczny i zimny.  Nie wyglądał jak dom, tylko jak forteca, albo… no nie wiem, ale był taki surowy.
Niepewnie weszłyśmy do środka, rozglądając się uważnie. Nikt nie mógł nas zobaczyć, nie przed dotarciem do tych dziewczyn. W tedy nie miałybyśmy żadnych szans.
Wejście do środka było jeszcze gorsze niż zewnętrzna część domu. Wszystko było białe, na ścianach wisiały lustra z metalowymi ramami. W rogu stała małą szafka, również metalowa. Całe pomieszczenie było bardzo zimne i nieprzyjemne.
Sue kierowała nami, labirynty korytarzy poprowadziły nas do piwnicy, gdzie znajdowały się same cele. Tam szliśmy bardzo długo prosto, ciągle trzymając różdżki w gotowości, tak na wszelki wypadek. W końcu Sue powiedział, że to tu i wskazała na jedne z wielu drzwi.
- Haresto Postium- powiedziałam i drzwi się otworzyły.
Weszłyśmy do środka i potwierdziły się nasze najgorsze obawy. W celi siedziały skulone

W celi siedziała skulona Kate Wayland i dumnie wyprostowana Charlotta Moon. Nasze przyjaciółki ze szkoły. Ale nie były tam same. Na metalowej imitacji łóżka siedział nie, kto inny, tylko nasz ulubiony nauczyciel, fan beatles’ ów, czyli pan Goldfinch.
Dopiero po chwili zauważyła, że Charlotte nie wygląda najlepiej. O ile Kate miał jedynie bliznę w okolicach prawego oka, to Moon wyglądała na mocno poobijaną. Widocznie nie zamierzała być posłuszna, nawet stojąc przed Śmierciożercami, a może i samym Voldemortem.  Cóż po Lotte można się tego spodziewać. Z wyglądu może wygląda niewinnie, bo ma brązowe, lekko falowane włosy, jest wysoka,  ma zielone oczy… i ogólnie jej twarz wygląda przyjaźnie… ale tylko wygląda. Ubiera się dość piracko i ma Jack’ owski styl poruszania się.
Kate, za to, wyglądała na bardziej niebezpieczną. Jej niebieskie oczy aż świeciły w ciemnościach, a czarne włosy sięgające do łopatek nadawały mrocznego wyrazu. Była jednak dość uległa, co nie znaczy, że nie miała własnego zdania. Zawsze, gdy coś kłóciło się z jej przekonaniami pokazywała pazurki.

No i jeszcze pan Goldfinch. Wyglądał na, z lekka, zszokowanego. Raczej nie spodziewał się nas zobaczyć, nie w tym miejscu. Nie był on zbyt wysoki, wyglądał na 50, 60 lat, i mniej więcej tyle miał. Jego brązowe włosy, były 100% farbowane. Ogólnie ubierał się on w ciemne kolory, ale czasami przychodził do pracy w błękitnej koszuli, lub beżowym pulowerze. Teraz miał na sobie tę właśnie koszulę i nie za ciemne jeansy, co było u niego rzadkością.
-Witam moje panie.- usłyszałyśmy za sobą głos, który do złudzenia przypominał syk, odwróciłyśmy się i zobaczyłyśmy nie, kogo innego, jak tylko Voldemorta we własnej osobie- jak widać plan się udał i zawitałyście do nas.  Zostaniecie tu na dłużej.
Wyciągnęłyśmy różdżki z kieszeni, ale zanim spróbowałyśmy rzucić jakiekolwiek zaklęcie wszystkie trzy były już w ręce naszego przeciwnika.
-Nie zachowujcie się nie rozsądnie. Nic się wam nie stanie, jeśli będziecie grzeczne, nie o was nam chodzi, lecz o waszych ojców- albo kłamał, albo nie wiedział nic o przepowiedni. Obie opcje były tak samo prawdopodobne.
Voldemort opuścił naszą cele zostawiając nas bez różdżek, więc bez jakiej kol wiek szansy wydostanie się stąd.
Rozejrzałam się po sali były tu te trzy imitacje łóżek i to wszystko. Najgorsze było tu, to, że pomieszczenie było takie puste. Nie budziło nawet grozy, ono nie budziło żadnych emocji, co było dla mnie gorsze niż strach. Ta nijakość była… nie do określenia.
-Co wy tu, do cholery, robicie?- spytała po pewnym czasie Charlotta
-Oj to naprawdę długa historia- powiedziałam, po czym wszystkie na zmianę opowiadałyśmy o tym, co nas spotkało, przez ostatnie dwa miesiące. Zdziwienie na twarzy dwójki dziewczyn było wielkie, ale za to na twarzy byłego nauczyciele, nie widać było żadnych emocji. Zdziwiło nas to, przecież nie codziennie człowiek dowiaduje się, że stojące przed nim osoby są córkami, osób, o których wcześniej myślał, że są to tylko zmyślone postaci. 

Nie ważne, że byłyśmy zamknięte w pomieszczeniu bez okien, ważne, że wyły z nami Kate i Charlotte. Miny Goldfinch’ a były w tej najmniej ważne, co dziwne, bo byłyśmy stałym składem „A widziałyście, Goldfinch…”
-No to teraz słuchajcie, co się działo u nas.- zaczęła Charlotte- ogarnijcie, że w wakacje…- tu było długie opowiadanie, o jakiejś tam paradzie w naszym mieście.
-Mówcie lepiej jak was porwali- przerwałam jej po jakimś czasie, gdy zaczęła opisywać jakiegoś, podobno, bardzo przystojnego blondyna, który był na tej paradzie.
-Dobra- powiedział Kate- na rozpoczęcie roku przyszłyśmy normalnie, zdziwiłyśmy się, ze was niema, bo miałyście dostać niezły ochrzan, za nie odpisywanie na sms- y. Wycierpiałyśmy swoje na Sali gimnastycznej, wysłuchałyśmy nawet dyrektora, a wiecie, ze jemu się nigdy nie śpieszy, po czym wyszłyśmy ze szkoły. Ja i Charlotte szłyśmy koło siebie, za nami pan Goldfinch. I tyle pamiętam. Potem chyba nas ktoś ogłuszył i znalazłyśmy się tu.- zakończyła
-Czyli nie wiecie za wiele- powiedziałam zamyślona
Co z tego, że byłyśmy na łasce u Lorda Voldemorta? Co z tego, że mogłyśmy zginąć w każdej chwili? I tak nasza rozmowa, co pięć sekund skutkowała śmiechem. No, a Goldfinch miał dziwną minę jak na nas patrzył. Z jednej strony mu się nie dziwie. Śpiewałyśmy „Chce być jak Alan Rickman” , wiec na pewno wyglądałyśmy głupio, ale nie obchodziło nas to, nie teraz.

Jednak po pewnym czasie nasz dobry humor prysł. Drzwi do naszej celi powoli się otwierały, nie wiedziałyśmy, kto stoi po drugiej stronie. Szczerze mówiąc obleciał mnie strach. Po chwili w drzwiach stanęła szczupła kobieta, z burzą czarnych włosów na głowie. To była moja matka. Spojrzał na nas pogardliwie, lecz jaj wzrok zatrzymał się na mnie na dłużej. W jej oczach zauważyłam, jakby lekki błysk smutku.
Dopiero po jakimś czasie zorientowała się, że kobieta trzyma w ręku tacę. Położyła ją na ziemi, nie odzywając się do nas. Przeszła jednak obok mnie lekko dotykając mojego ramienia.
Gdy kobieta wyszła spojrzałam w tamtą stronę. Na ręce miałam przyklejoną karteczkę. Było to dość banale i… mugolskie. Na karteczce pisało tylko „przeprasza”. Nie miałam pojęcia, za co mnie przeprasza. Za to, że tu jestem, za to, ze mnie nie wychowywała, czy za coś co się dopiero stanie?

Jak mogę myśleć o niej jak o matce? Nawet, jeśli ma jakiś tam „instynkt macierzyński”, to wole nie myśleć ile ona zabiła już dziewczyn takich jak ja. Mugolek, czy zdrajczyń krwi. Nie umiałam widzieć w niej mamy. Była to po prostu Śmierciożerczyni, mój śmiertelny wróg. I mam nadzieje, że jedyne, co odziedziczyłam po niej to włosy.
No cóż, nie czas i miejsce o tym myśleć.

Do wieczora czas minął nam szybko. I w tedy narodziła się nowy problem. W celi były trzy łóżka, a nas było SZEŚCIU. Jedno łóżko było trochę większe od dwóch pozostałych. Ustaliłyśmy, że tam, będzie spał Goldfinch, z którąś z nas. Potem rozpoczął się spór, z którą. Nie żebyśmy go nie lubiły, ale żadna z nas nie chciała spać na jednym łóżku z 50 letnim nauczycielem.  Nie wiem, dlaczego no dobra wiem, to było chore. Po za tym, z naszymi skojarzeniami…
Po bardzo długich kłótniach i dyskusjach w racjonalny sposób wybrałyśmy, która śpi ze Goldfinch’ em (podarłyśmy kartę od Bellatrix i losowałyśmy, kto ma najmniejszą). No cóż… biedna Emily.

Potem ustaliłyśmy, już bez kłótni, że ja śpię z Kate, a Sue z Charlotte. Po tym dniu położyłyśmy się spać dość szybko, ale nasz sen był czujny. Niczym dzika zwierzyna nasłuchiwałyśmy, czy nie zbliża się drapieżca.
Obudziłyśmy się tez dość szybko, a przynajmniej tak nam się zdawało, bo w celi bez okien ciężko jest kontrolować czas. Chwile podyskutowałyśmy z panem Goldfinch’ em o szesnastowiecznej Polsce, a szczególnie o mezaliansie i o folwarkach szlacheckich. Potem jeszcze krótka dyskusja o II Wojnie Światowej, czyli to, o czym często rozmawiałyśmy z historykiem.

Niestety nasze beztroskie rozważania na temat słuszności Powstania Warszawskiego zostały przerwane wejściem do celi sześciu Śmierciożerców.
-Nie jest wam za wesoło- spytał Grayback- przyszliśmy popsuć wam humor
-Odwal się, rozmawiamy- powiedział Charlotte jakby nigdy, nic.
-Bello?- spytał wilkołak- mogę ja się nią zająć?- widać w tym momencie ona była szefem. 

-Rób co chcesz- powiedział- tylko zostawcie mi moją córkę- o słowo wręcz wypluła- jako matka powinnam ją wychować- ten głos wskazywał na długie godziny bólu.- i wynocha mi stąd! Każdy bierze jedną osobę i do siebie. Chce zostać z nią sam na sam.
No i Charlotte dumnym krokiem poszła za Grayback’ iem, Kate poszła za Amycusem, Goldfinch za Alecto,  Sue za Scabiorem i Emily za jakimś kolesiem, którego kompletnie nie znałam
Bałam się o siebie, ale jeszcze bardziej o nich. Mam nadzieje, że nic im nie będzie. A póki, co musze się skupić na Bellatrix…
-Keta…- zaczęła dość łagodnie
-Odwal się, nie musimy rozmawiać. Masz mnie tylko trochę poturbować, ewentualnie zabić, wiec przejdźmy do rzeczy mamusiu- ostatnie słowo wyplułam, jak najgorsze przekleństwo. To nie była mama, to była „kobieta, która mnie urodziła” i to wszystko. Nic oprócz krwi nas nie łączyło..

-Och, jesteś bezczelna, dumna i przekonana o swojej racji. Jestem dumna.- powiedział- nie chcę cię jednak, ani zabić, ani torturować. Bądź, co bądź, jesteś moją córką, moją krwią. A przelewnie na próżno tak dobrej krwi byłoby marnotrawstwem.
-To, czego ode mnie chcesz!?- krzyknęłam
-Jesteś moją córką, chcę cię bronić. Nie wyobrażam sobie, by mógł ci coś zrobić jeden z tych napalonych mężczyzn, którzy tylko czekają na okazję, by rozdziewiczyć którąś z was. I dziś nadarzyła im się okazja.

Słowa te trochę do mnie docierały. O tej dziedzinie tortur nie pomyślałam.
-Jeśli próbujesz pokazać, że ci na mnie zależy, to nie dopuść, by któryś z tych zboczeńców dobrał się do moich koleżanek.
-One mnie nie obchodzą. Dla mnie liczysz się…
-A dla mnie liczą się one. Jeśli jakiś facet położy na nich łapy, to będę wiedziała, kogo za to obwinić! Nigdy. Więcej. Nawet. Na. Ciebie. Nie. Spojrzę. Rozumiesz?- wysyczałam przez zaciśnięte zęby
-Jeśli mi obiecasz, że potem mnie wysłuchasz, odwołam ich- powiedziała
-Wysłucham cię- chyba tyle mogłam zrobić dla przyjaciółek
Bellatrix wyszła z celi, zamykając ją dokładnie, a ja zostałam sama. Moje myśli ciągle biegły w kierunku tego, ile mogło się już stać dziewczyną. Mam nadziej, że, po pierwsze, moja matka nie kłamała, z tym, że im pomoże, a po drugie, że zdąży. Po chwili wróciła z dziewczynami. Nie było z nią Goldfinch’ a, ale o  niego się tak nie martwiłam, zbadałam je dokładnie wzrokiem i stwierdziłam, że z widocznych na pierwszy rzut oka obrażeń, to Charlotte miała tylko długa, czerwoną krechę na policzku, a Sue niewielką ranę w okolicach skroni.
Po tym, że Kate miał bluzkę ubraną na lewą stronę, a jak wychodził była na prawą, można było się spodziewać, że przypuszczenia mojej matki były prawdziwe.
-Dziewczyny, nic wam nie jest?- spytałam dość odruchowo
-Nie, raczej nie, ale takiego stresu jak dziś, jeszcze nigdy nie przeżyłam- powiedziała Sue.
-Nic nie mów. To nie ciebie prawie przeleciał pół pies- dodała z wyrzutem Charlotte
-Co za różnica, czy pies, czy człowiek?- kłóciła się Sue 
-Pobijcie się jeszcze- powiedziała Kate. Te słowa zawsze rozwiązywały wszystkie konflikty, tak tez było tym razem.
-Możesz zostawić nas same?- powiedziała sucho Bellatrix
-Nie. Obiecałaś, ze mnie wysłuchasz. I zrobisz to.
-Dobra. Mów, ale szybko- powiedziałam od niechcenia.
-Znam prawdę o przepowiedni. Czarny Pan nic nie wie, ale podejrzewa, ze możecie być ważne. Nie planuje mu zdradzić tej przepowiedni. Nie jestem tak zaślepiona, żeby przyczynić się do śmierci własnej córki. Chce ci na razie zapewnić ochronę i twoim koleżanką też. Nie dam rady jednak zbyt długo udawać lojalnej, i wam pomagać. Mam nadzieje, że Lucjusz, Severus i Draco szybko was odbiją.

Nie wiedziałam, co powiedzieć. No w sumie miło z jej strony, że się o mnie troszczy, ale z drugiej była taka dziwna. Z jednej strony chciała nam pomóc, a z drugiej chciała pozostać wierna Voldemortowi. To się wyklucza
-Ja musze iść- oznajmiła po pewnym czasie i po prostu wyszła.
Chwile panowała cisza, po czym ustaliłyśmy z dziewczynami, że o tym, do czego mogło dojść już nigdy więcej nie będziemy rozmawiać. Niewiele potem ktoś przyprowadził Goldfinch’ a, który była lekko poobijany, ale nie chciałyśmy się go pytać, co się stało. Znów zaczęłyśmy z nim rozmowy na tematy historyczne. Głównie o II Wojnie Światowej i Mitologii Greckiej.


poniedziałek, 27 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 7



Rozdziały są dodawane co sobotę (ten wyjątkowo w poniedziałek). Prosimy komentujcie, chcemy wiedzieć, czy ktoś to czyta :) 

Rozdział 7 
Weszliśmy do sali od zaklęć. Tym razem ławki były trzy osobowe, więc usiadłyśmy w tróję. Naszym starym zwyczajem Sue usiadła w środku. Zawsze w mugolskiej szkole, kiedy były takie ławki najwyższa z nas siadała w środku, a jedynym elementem zmiennym było, po której stronie siedzę ja, a po której Emily. 
-Dziś spróbujemy przypomnieć sobie zaklęcie zwiększające. Są to podstawy, aby zdać SUM- y z Zaklęć. Więc kto pamięta jak brzmi to zaklęcie? 
Z całej klasy zgłosiłyśmy się tylko my trzy. Ćwiczyłyśmy to zaklęcie jakieś 3 tygodnie temu, ale dobrze je pamiętałyśmy.
-Proszę- wskazał na Emily
-Bessa- powiedziała pewnie
-Ruch różdżką- wskazała na mnie
-Lekkie drgnięcie nadgarstka w prawo, jakieś 5milimetrów w dół i półokrąg zatoczony w lewo- powiedziałam pokazując te ruchy.
-Zaprezentuj-  powiedział wskazując na niewielki wazon. Polecenie ewidentnie było do Sue.
- Bessa- z różdżki blondyny wystrzelił lekko błękitny promień i uderzył w wazon, już po chwili wazon był dwa razy większy. Lekko zachwiały się jego proporcje. Wydłużył się, ale to było normalne przy tym zaklęciu.
-Dobrze. Slytherin dostaje po 5 punktów za każdą udzieloną odpowiedz i 10 za poprawnie rzucone zaklęcie.- uśmiechnęłyśmy się do siebie znacząco. Pierwszy dzień, a już nabijamy punkty. Ma się ten talent.
Resztę lekcji wszyscy próbowali rzucać zaklęcie, a my się nudziłyśmy. Może następna lekcja będzie bardziej interesująca, bo nie wytrzymam tego ciągłego siedzenia. Po zakończeniu lekcji wszyscy poszli, zostałyśmy Tylko my.
-Ojcze- zaczęłam cicho- chciałbym wiedzieć, dlaczego mi nie powiedziałeś i, no żebyś, mi wytłumaczył tę sytuację.
-Draco mi mówił, że masz do niego dziś przyjść- powiedział- może też tam przyjdę, to porozmawiamy. Ty Sue też powinnaś przyjść.
-Dobrze.- powiedziałyśmy równo- do zobaczenia. 
Reszta lekcji zleciała w marę podobnie.
Po lekcjach( kończyłyśmy około 14) poszłyśmy do PW Slytherinu. Kiedy tam doszłyśmy pokój był prawie pusty. Nic dziwnego, większość jeszcze miała lekcje, a reszta siedziała na błoniach, bo było jeszcze strasznie ciepło i bardzo słonecznie. My jednak wolałyśmy posiedzieć ten czas w zamku. Czekałyśmy na rozmowę z moim ojcem. Nie wiedziałyśmy czego on od nas chce.
Stanęłyśmy pod drzwiami naszego salonu 5 min przed 19. Już miałyśmy wejść kiedy usłyszałyśmy podniesione głosy naszych ojców.
-Musimy im o tym powiedzieć- powiedział Snape
-Nie, nawet nie wiemy czy to o nich, a ja szczerze wątpię, nie będziemy ich martwić w pierwszym tygodniu szkoły.- protestował Draco
-Ta wiadomość była jednoznaczna, a przepowiednia jest prawdziwa. To chodzi o nie- powiedział Lucjusz
-Dobrze przepowiednia jest prawdziwa, ale skąd wiesz, że wiadomość również?- kłócił się mój brat
W tedy postanowiłyśmy wejść do środka i zapytać się, co nie dotyczy nas. Bo byłyśmy pewne, że rozmowa jest o nas. Jednym szybkim ruchem otworzyłam drzwi. Kiedy byłyśmy w środku nie owijałyśmy w bawełnę.  Od progu zapytałyśmy się, o jaką przepowiednie im chodzi.
-Powiedź im- powiedział Snape, a na oburzoną minę mojego brata dodał- i tak by się dowiedziały, prędzej czy później. 

-Ostatnią szansą dla świata są trzy córki diabłów. Trzy jak jedna. Gdy jednej zabraknie, szansa przepadnie. To nie będzie ich wojna, przez lata, lecz gdy w nią wejdą, pierwsze fronty zajmą.- zacytował niechętnie -Widzicie, to nie może być o was, to są trzy córki diabłów, co was wyklucza- powiedział uspokajająco
-Nie do końca- powiedziałam- to może być motyw z mugolskiej Biblii. Pamiętacie?- spytałam dziewczyn
-To możliwe- powiedziała Sue- szatan to zbuntowani anioł, a  anioł to…
-Anioł to sługa- dokończyła Emily- to się zgadza. Wszyscy byliście sługami…
-I wszyscy się zbuntowaliście…
-Wiec można by was tak nazwać. A my jesteśmy trzy… trzy córki, trzech zbuntowanych sług.
-Od jak dawna wiecie o tej przepowiedni?- spytałam
-Dziś rano się dowiedzieliśmy.- powiedział Draco, a ja spojrzałam na niego kpiąco- naprawdę. Przyrzekam
-Tak jak wczoraj mieliście uwolnić te dwie mugolki?- spytała Emily- my to jeszcze pamiętamy. 
-Szczerze? Mam dość tego Hogwartu, mam dość was. Dobrze mi było w Toruniu, gdzie największym problemem były zadania domowe- powiedziałam z wyrzutem
-Co do tych mugolek, to my naprawdę mamy plan odbicia ich, ale nie możemy tak po prostu wyjechać w czasie tygodnia. W sobotę będą z wami całe i zdrowe.
-Ta jasne- mruknęła Emily, ale chyba nikt jej nie usłyszał, bo nawet nie spojrzeli w jej kierunku.
-Kate może porozmawiamy o twojej mamie- zmienił temat mój tata.
-Obojętne mi to- skłamałam zachowując kamienną twarz. Chciałam się czegoś dowiedzieć, ale i tak pewnie skłamie, albo zatai prawdę.
-Więc, pierwsze, co powinnaś wiedzieć, to, to, że przeszedłem na stronę zakonu niewiele przed twoim urodzeniem. Bo kiedy się dowiedziałem po której stronie tak naprawdę stoi Draco, zaczęłam się zastanawiać, nad sensem idei Voldemorta. Coś mnie podkusiło i sprawdziłem drzewo genealogiczne Malfoy’ ów. Odkryłem, że jakieś 20 pokoleń temu, nawet w naszej rodzinie był mugol. Potem sprawdziłem inne drzewa genealogiczne, z tym samym efektem. Zacząłem, więc się zastanawiać, nad sensem słów Voldemorta.  Po pewnym czasie miałem już tyle wątpliwości, że odłączyłem się od jego popleczników. Niewiele po  moim postanowieniu urodziłaś się ty. Moja mała córeczka. Wiedziałem, że nie mogę cię zostawić tam, nie mogłaś wychowywać się w śród Śmierciożerców, nie mogłem zostawić cię pod opieką Bellatrix.
-To rozumiem- powiedziałam zniecierpliwiona- ale chce wiedzieć jak doszło do tego, że zdradziłeś Narcyzę? Chodzi mi tylko o kwestię mojej biologicznej matki.
-Ja… po  prostu, ja nigdy nie kochałem Narcyzy. To był małżeństwo, nawet nie z rozsądku, ale z przymusu. Za to zawsze czułem coś do Belli. To nie była miłość, to było bardziej pociąg, ale fizyczny. Kiedy Rufus umarł miałem wolna drogę, by ją zdobyć. Wśród Śmierciożerców panował pogląd, że mężczyzna może być z każdą, nawet bez jej zgody, jeśli ona nie ma męża. Bella jednak nie miała nic przeciwko. Kiedy urodziłaś się ty obudził się w niej nawet instynkt macierzyński.
-Jakoś ciężko mi wyobrazić sobie Bellatrix zajmującą się dzieckiem- wtrąciłam się
-A jednak. Była wręcz nadopiekuńcza. Dbałą o ciebie jak tylko mogła, ale od małego wpajała ci, że mugole są gorsi. Czytała ci bajki, o ich niższości.  Pewnego dnia nie wytrzymałem. Pod pretekstem wzięcia cię na spacer wyniosłem cię do Hogwartu. Już w tedy działałem, jako szpieg. Emily i Sue już tam mieszkały. Przez pierwszy miesiąc było pięknie, ale potem Voldemort doszedł do władzy. Kazał was znaleźć i zabić. Nie wiem, czy już w tedy wiedział o przepowiednie, czy po prostu chciał się zemścić. Postanowiliśmy, więc was ukryć. A resztę historii już znacie.
-Tak. Podesłaliście nas do Polski gdzie zajęli się nami nasi „rodzice”- wtrąciła się Emily.
-Dokładnie- powiedział Draco
-A jak ty przeszedłeś na jasna stronę?- stała ojca Sue
-To jest bardziej miłosna historia…- zaczął Draco
-Zaczyna się- skomentował- Severus- zawsze jak to opowiada robi z siebie wielkiego Romea
-Wcale nie!- zaprotestował- To po prostu jest romantyczne… A więc, jak pewnie wiecie z książki przed szóstą klasą przyjąłem mroczny znak. Nie wiecie jednak, że od piątej klasy podkochiwałem się w Giny. Starałem się o tym nie myśleć, bo według kryteriów jakie w tedy przekazywał mi ojciec, nie powinienem nawet o niej myśleć. To było jednak silniejsze od ideałów, które wpajał mi tata. Niewiele po zakończeniu mojej szóstej klasy Giny i parę innych osób zostały porwane. Voldemort w nagrodę za jakieś  tam zadanie dał mi Giny jak to on ujął  „do zabawy, żebym miał trochę rozrywki”.  Mogłem robić z nią co chciałem przez tydzień potem miała być zabita. Ona została umieszczona w specjalnej celi dla więźniów. Kiedy pierwszy raz tam przyszedłem i chciałem po prostu dotknąć jej policzka, skomentowała to słowami: „Możesz mnie torturować, czy zaawadovać. Ale. Nigdy. Przenigdy. Mnie. Nie. Dotkniesz. Rozumiesz?” Groziło jej niebezpieczeństwo, nie tylko z mojej strony, ale również ze strony potężniejszych ode mnie. Ale ona chciała, chociaż zachować godność. W tedy powiedziałem wszystkim, że chciałbym się nią zająć na zewnątrz. Zgodzili się. Kiedy tylko wyszliśmy za teren antyaportacyjny, przeniosłem nas przed Norę. W tedy zdecydowałem się służyć Zakonowi. Złożyłem Wieczystą  Przysięgę.  Po trzech tygodniach zacząłem chodzić z Giny. 
-To może nam opowiesz jat ty tato, pokochałeś moją mamę?- spytała Emily
-Ta opowieść nawet do pięt nie dorasta romantycznej powieści Draco- zadrwił- Po wielkiej bitwie, w której zginął Potter i reszta, Hermiona zniknęła. Nikt nie mógł jej znaleźć. Po paru miesiącach doszła do nas wiadomość, że w pewnym mugolskim szpitalu, w Ameryce, pojawiła się kobieta z amnezją. Nie pamiętała kąp letnie nic i ciągle mówiła, że jest czarownicą. Pamiętała zaklęcia, eliksiry… wszystko, co magiczne, ale nic prywatnego. Zostałem tam wysłany, alby sprawdzić, czy to nie jakaś zbiegła Śmierciożerczyni. Moje zdziwienie dosięgło zenitu, kiedy okazało się, że w Sali szpitalnej leży Hermiona Granger. Na moje pytanie, „co tu do cholery robisz”, zadane automatycznie odpowiedział: „Nie wiem, profesorze Snape”. Ten nawiedzony lekarz kazał mi ją zabrać do jej przyjaciół, żeby wśród nich odzyskała pamięć.  Niestety, jedyną osoba, która z jej dawnych przyjaciół przeżyła i wiedziałem gdzie się znajduje była Giny, która mieszkała już w tedy z Draco, a Draco mieszkał ze mną. Dla dobra sprawy przygarnąłem ją pod swój dach. Tam przypomniała sobie, jak bardzo mnie nienawidziła. A jak wiadomo od nienawiści do miłości krótka droga, więc już po trzech miesiącach staliśmy się parą.  

sobota, 18 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 6



*Proszę komentujcie, bardzo nam na tym zależy. :) *

Rozdział 6 
-Malfoy Kate- krzyknął profesor Snape, a ja podeszłam do stołka i usiadłam na nim. Vice dyrektor włożył mi na głowę Tiarę Przydziału. 
Dopiero w tedy poczułam niepokój. Zaczęłam się zastanawiać, gdzie trafię. W końcu nic nie było pewne, zawsze mogłam nie trafić do Slytherinu, a to byłoby straszne.  
-Hm…- usłyszałam głos Tiary- ten wybór już się dokonał, ty go dokonałaś, dobrze wiem jakie są twoje pragnienia Kate, i ja je mogę spełnić. Jesteś córką dwóch, wielkich Ślizgonów. 
- Tak Lucjusz i Narcyza Malfoy to zdecydowanie Ślizgoni- pomyślałam 
- Widzę, że nawet nie wiesz, kto jest twoją matką, nie jesteś córką Narcyzy, tylko jej siostry- Bellatrix, a to mówi samo za siebie- SLYTHERIN!
Jeszcze nigdy nie czułam takiej ulgi i złości jednocześnie. Jeśli bym trafiła do Gryffindoru popełniłabym samobójstwo i to nie jest histeryzowanie! Tak przy okazji miałam zamiar zabić ojca za to, że mi nic nie powiedział!!! Może uznał, że to nieważne, albo zapomniał. Ja z nim jeszcze porozmawiam! Po prostu zabije dziada!
-Malfoy Sue- usłyszałam za sobą głos ojca Emily. Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam przestraszoną twarz Sue… czyli ona też nie była pewna. 
Wybór nie był natychmiastowy, ale trwał mniej- więcej tyle, co u mnie.  Po chwili, która wydawała mi się trwać wiecznie Tiara krzyknęła: 
-SLYTHERIN
Sue doszła do mnie i razem doszłyśmy do stołu Ślizgonów, jak tylko zajęłyśmy miejsca, usłyszałyśmy jak Snape woła Emily. Ona wydawała się niewzruszona. Niemiała żadnych wątpliwości, że trafi do domu węża, ale po chwili zmarszczyła charakterystycznie brwi. Tiara musiała zaproponować jej zostanie Krukonką, bo gdyby był to Hufflepuff lub Gryffindor jej reakcja byłaby znacznie gorsza. Po paru minutach Tiara się ugięła. 
-SLYTHERIN 
-Cześć nasza kochana kujonko- powiedziałam uśmiechając się szeroko- mówiłyśmy ci, nadajesz się do Krukonów. 
-Skąd wiecie?- spytała zszokowana 
-Daj spokój- powiedziała Sue- trochę cię znamy. Kłóciłaś się z Tiarą, ale to nie mogło być coś tak poważnego jak Gryffindor! 
-Tak w ogóle- zmieniłam temat- Sue, obraziłabyś się gdybym pozbawiła cię dziadka? 
-Co ci takiego zrobił, że chcesz go zabić- spytała przejęta 
-Wiesz, co nic takiego, tylko moją matką jest BELLATRIX, a nie Narcyza, jak dotąd myślałam. 
-CO???- krzyknęły obie troszkę za głośno, bo usłyszała je cała Wielka Sala. Wszyscy spojrzeli się w naszą stronę, ale zaraz wrócili do swoich zajęć, bo stwierdzili, że nie dzieje się nic ciekawego. I prawidłowo. 
-To, co słyszałyście, mój kochany tatuś zapomniał wspomnieć, że jestem tylko przyrodnią siostrą twojego ojca- zwróciłam się do Sue 
-Coraz bardziej mi się to wszystko podoba- powiedziała sarkastycznie Emily- najpierw to porwanie, teraz te tajemnice, według mnie oni wiedzą, kogo porwał Voldemort. 
-Też mi się tak wydaję- przyznałam jej rację- szczerze mówiąc, to ja myślę, że nie obiją tych dziewczyn, ani dziś, ani w ciągu najbliższego tygodnia, powiedzieli tak, żebyśmy się nie martwiły o to w czasie Uczty Powitalnej. 
Akurat w tedy podszedł do nas jakiś Ślizgon. Nie wyglądał źle. Miał blond włosy, które były postawione na żel, co dodawało mu męskości. Co normalne, przy jasnych włosach, miał jasno niebieskie oczy, które prawie wchodziły pod srebrny. Był wyższy od nas. No od Sue tylko jakieś 5cm, ale był. Wyglądał, jakby był na siódmym, ewentualnie 6 roku. W sumie to trochę przypominał Draco… O ile ja i Emily patrzyłyśmy się na niego po prostu oceniając, to w wzroku trzeciej z nas było widać… zauroczenie. Pierwszy dzień szkoły, a ta już wpadła po uszy! 
-Witam panie- ukłonił się  teatralnie niebieskooki- Jestem James i obecnie uczę się na szóstym roku. Było by mi miło, gdyby dały się panienki oprowadzić po zamku.- na tym skończył tę dumną przemowę, a my roześmiałyśmy się w głos. Albo był to efekt zamierzony, albo koleś był dziwny. „Panienki”, no bez przesady! 
-Co dziewczyny, idziemy??- spytała rozanielona Sue. Nie mogłyśmy jej tego zrobić i mimo, że znałyśmy zamek bardzo dobrze po tych dwóch miesiącach, zgodziłyśmy się na krótki spacer z chłopakiem. Zaraz po uczcie opuściłyśmy sale i poszłyśmy z nim. 
Ogólnie James był dość zabawny, robiąc z siebie idiotę, ale w pozytywny sposób, oczywiście. Pokazał nam gdzie znajdowały się wszystkie sale lekcyjne (i tak to wiedziałyśmy), oraz gdzie najlepiej się ukryć przed nauczycielami( zdążyłyśmy odkryć te miejsca włócząc się cały sierpień bez celu). Było z nim dość fajnie i dopiero 30 minut po północy postanowiliśmy iść do Pokoju Wspólnego Slytherinu. Niestety po drodze zauważył nas mój tata. 
-Czemu nie jesteście w łóżkach o tak późnej porze? Pierwszego dnia szlabanów nie rozdam, ale radze szybko skierować się do łóżek.-powiedział-  Kate, Sue, Emily wy jednak pójdziecie ze mną.- dodał po chwili. 
Skierowałyśmy się za nim do naszego salonu, gdzie usiadłyśmy jak zwykle, my na kanapie, a on na fotelu. 
-No tato, może chciałeś mi coś ważnego powiedzieć?- spytałam- coś, o czym zapomniałeś wcześniej? Jakiś mały szczegół?
-O co chodzi Kate?- spytał zdezorientowany. 
-No, nie wiem jak ty, ale ja wolałabym znać takie szczegóły jak to, kto jest moją MATKĄ- ostatnie słowo wykrzyczałam mu prosto w twarz. 
-O, co ci…- zaczął 
-Co, może nie zwróciłeś uwagi na to, którą z sióstr przeleciałeś? No fakt są podobne jak dwie krople wody. Obie mają włosy i twarz! 
-Jak śmiesz zwracać się tak do ojca…- powiedział, ale zaraz zrozumiał co miałam na myśli- tiara ci powiedziała… 
-Tak, dowiedziałam się, że moją matką jest Bellatrix. Szczerze mówiąc nie mogę uwierzyć, że byłam tak głupia i nie spytałam się, po kim mam taką burze na głowie i czemu do cholery mam ciemne włosy!- byłam zdenerwowana, trochę, bardzo, cholernie! Jak on śmiał nie powiedzieć mi o tak ważnej rzeczy!? 
-Kochanie, uspokój się, planowałem ci to powiedzieć, ale nie mogłem zdobyć się na odwagę… 
-No super! Mam ojca tchórza. Cudownie, ja idę do dormitorium…- i po prostu wyszłam, dziewczyny poszły za mną. Na szczęście jutro mam zaklęcia, więc będę miała szanse pogodzić się z ojcem i wszystko sobie z nim wyjaśnić. 
W pokoju wspólnym czekała na nas karteczka, że  nasze dormitorium znajduje się po lewo od kominka. Weszłyśmy tam i okazało się, że jest tam 5 łóżek, ale tylko nasze rzeczy. No nie najgorzej. Nie dość, że jesteśmy tylko we 3 to jeszcze mamy 5-cio osobowy pokój. 
-Nie wiem jak wy, ale ja się przebieram i idę spać, po dzisiejszym dniu muszę ogarnąć.- poinformowałam współlokatorki. 
-To jest good idea.- powiedziała Sue. 
Jak powiedziałam, tak też zrobiłam. Umyłam się przebrałam i położyłam. Dziewczyny zrobiły to samo i już po chwili wszystkie spałyśmy jak zabite w swoich łóżkach. 
Rano obudził nas magiczny budzik, wstałyśmy dość chętnie. Pierwszy dzień w szkole zawsze jest interesujący, a co dopiero w takiej szkole. Byłyśmy przyzwyczajone do szybkiego ubierania się (mugolski wf), więc byłyśmy gotowe w parę minut. Weszłyśmy do pokoju wspólnego. Był tam tylko jeden chłopak. Długie brązowe włosy, falowane. Czarne glany, ciemne jeansy i zajebista, jeansowa kurtka.
-Hej- powiedział do nas- wy tu chyba nowe? Pierwszy raz widzę żeby ktoś przychodził  do szkoły w waszym wieku. Który rok?  
-Piąty- powiedziałyśmy chórem. Chłopak nas nie zna. Można się trochę pobawić. 
-Ja też- powiedział radośnie- dopiero dziś przyjechaliśmy z bratem, bo byliśmy z rodziną na wakacjach i nie zdążyliśmy na ucztę powitalną. A tak w ogóle to jestem Lucas- przedstawił się. Mówił dość szybko i radośnie, ale było łatwo go zrozumieć.  
-Jestem Kate- celowo nie podałam nazwiska  
-Sue- podała mu rękę  
-Emily  
-Wiesz jesteśmy tu nowe i chciałyśmy się dowiedzieć czegoś o nauczycielach. Opowiesz nam coś, może o profesorze Snape’ ie.- powiedziałam. Miałam nadzieje, że palnie coś, czego Snape nie powinien słyszeć. Lubię tak wrabiać ludzi.;  
-Eee… on jest spoko, tylko mało uczy, a bardziej wymaga, wiecie, wy możecie mieć problem z jego poziomem, bo jak mniemam z nikim wcześniej Eliksirów nie miałyście?  
-Nie, on jest pierwszy- to nie było kłamstwo, przecież on był pierwszy.
-To może coś o profesorze Malfoy’ u?  
-Którym?- spytał- jest ich dwóch, ojciec i syn.- oznajmił  
-To może najpierw o tym starszym, jaki on jest, ostry?- spytała Sue. Złapała grę.  
-On jest akurat spoko. Uczy i wymaga tylko tego, czego nauczy. Za to ten młodszy nie jest najfajniejszy. Znaczy nie jest zły, ale jakoś tak nigdy nie wzbudził mojej sympatii. Po prostu ocenia uczniów, nie znając ich. Mnie skreślił, bo słuchałem na przerwie mugolskiej muzyki. Moją najwyższą oceną u niego jest Z. 
-O ile mi wiadomo, to za 3min mamy właśnie OpCM i jeśli nie chcemy się spóźnić, a ja nie chce, to  musimy biec!- pospieszała nas Emily. Miała racje byłyśmy prawie spóźnione na lekcje z moim bratem. Ruszyliśmy korytarzami  dość szybko. Weszliśmy do klasy równo z początkiem lekcji. Pierwszy dzień, a my już się prawie spóźniamy. 
-Zdążyliście w ostatniej chwili.- powiedział Draco- zajmijcie miejsca- nakazał.
Ławki w tej Sali były dwu osobowe. Emily i Sue usiadły razem i rzuciły mi przepraszające spojrzenie. Ja zaś usiadłam za nimi. Bez pytania dosiadł się do mnie Lucas, ale nie miałam nic przeciwko jego towarzystwu. 
-Mówiłeś, że słuchasz mugolskiej muzyki, czego dokładnie?- spytałam, gdy mój brat zaczął tłumaczyć coś, czego uczyłyśmy się miesiąc temu. 
-Raczej nie znasz. Jest to muzyka polska, a nawet ludzie z Polski nie znają w większości tych zespołów- poinformował 
-Pochodzimy z Polski-  spojrzał na mnie jak na jakieś dziwne zjawisko- naprawdę. Nie wierzysz mi? 
-Wierze. Ale nadal nie sądzę żebyś znała te zespoły- kiedy spojrzałam na niego z pogardą powiedział- no dobra, ale i tak są małe szanse na to że co kol wiek o nich słyszałaś. Słucham KULT-u… 
-Słuchasz KULT-u?- spytałam nieco za głośno 
-Jeśli chcecie sobie podyskutować to może wyjdziecie za drzwi!- zganił nas Draco 
-Przepraszamy- powiedziałam cicho, po czym na jego ustach zauważyłam uśmiech. Widać że, cieszył, że znalazłyśmy tu kolegę, ale chciał zachować pozory. 
Po chwili ciszy znów zaczęłam rozmowę z kolegą z ławki. Dowiedziałam się, że mamy identyczny gust muzyczny. KULT był moim ulubionym zespołem. Oprócz tego oboje słuchaliśmy SDM- u, Dżemu i Kazika. Nie wiedział tylko, co to jest KSU, ale to mu już mogłam darować. 
Po lekcji postanowiłam trochę pomęczyć chłopaka. Jak dowie się prawdy, może być lekko przestraszony. Gadał na swojego profesora, jego siostrze i córce, niezbyt mądre. 
-Poczekasz na nas chwile- spytałam puszczając oko dziewczyną 
-Ok. 
Podeszłyśmy we trójkę do Draco. 
-Chciałam o coś spytać- powiedziałam, co było prawdą, musiałam spytać o matkę. Dlaczego to przede mną ukrywali. Bo raczej on wiedział . 
-O, co?- spytał rozpoznając moją poważna minę. 
-Nie tu. Mogę do ciebie przyjść dziś o 19.- spytałam, po czym spojrzałam na minę Lucasa.
Nie zauważył, że zwróciłam się do profesora na „ty”. 
-Pewnie. A jak tam? Macie już jakiś znajomych w Slytherinie? No oprócz kolegi, z którym dyskutowałaś pół lekcji- zwrócił się do mnie 
-Moja wina, że mi się nudzi na lekcji. Nauczyłeś nas tego w wakacje.- zauważyłam 
-Słuchanie tego po raz drugi jest nudne- dodała Sue- kiedy zaczną się lekcje, których z nami nie przerabiałeś? 
Lucas wydał z siebie jakiś dziwny odgłos. Wszystkie trzy odwróciłyśmy się w jego stronę.
Miał nieco przestraszoną minę. Czyli wreszcie zrozumiał. Mało kumaty, ale to cecha rozpoznawcza wszystkich facetów. 
-Nie wiem. Jakoś, na studiach wyższych.- odpowiedział nam Draco- lećcie. Za chwile macie
Zaklęcia. Nawet wy nie możecie się tak spóźniać na każdą lekcję.
Wyszłyśmy z sali. Lucas czekał na nas za drzwiami. Widocznie bał się, że powiemy  Draco, co o nim mówił. 
-Hej Lucas, co taki przestraszony?- spytała niewinnie Sue 
-Czemu nie powiedziałyście, że znacie osobiście profesora Malfoy’ a?- spytał z wyrzutem 
-No to raczej oczywiste, że znam osobiście własnego ojca- powiedziała Sue. Na widok jego miny wszystkie trzy wybuchłyśmy śmiechem. Był chyba trochę zdziwiony, albo uznała, że sobie z niego żartujemy. 
-Że jak??? Jesteście córkami Malfoy’ a?- spytał po pewnym czasie 
-Poprawka. My dwie jesteśmy córkami Malfoy’ ów- powiedziałam wskazując na Sue
-Malfoy’ ów?- spytał jeszcze bardziej zdziwiony. Dobra, on był na prawdę nie kumaty. Każdy normalny człowiek już by coś tam zrozumiał. 
-Jestem córką Lucjusza. Sue jest córką Draco, jak pewnie zdążyłeś zauważyć, a Emily jest córką Severusa.- znów zrobił dziwną minę. 
-Że niby jesteś córką Snape’ a? 
-A co Kate przed chwilą powiedziała? Zaczynam wierzyć pani Spokojnej. Faceci to niższy gatunek.- To był wręcz cytat. Z… każdej lekcji polskiego. Pani Spokojna zawsze, ale to zawsze mówiła, że chłopacy to inny, niższy gatunek. Do dziś pamiętam lekcje o Biblii. „Dlaczego Bóg najpierw stworzył mężczyznę, a potem kobietę?... Ciołki, bo mężczyzna to eksperyment, do tego strasznie nieudany. A kobieta to doskonalsza wersja człowieka!” Oj tak. Uwielbiam tą kobietę.