poniedziałek, 27 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 7



Rozdziały są dodawane co sobotę (ten wyjątkowo w poniedziałek). Prosimy komentujcie, chcemy wiedzieć, czy ktoś to czyta :) 

Rozdział 7 
Weszliśmy do sali od zaklęć. Tym razem ławki były trzy osobowe, więc usiadłyśmy w tróję. Naszym starym zwyczajem Sue usiadła w środku. Zawsze w mugolskiej szkole, kiedy były takie ławki najwyższa z nas siadała w środku, a jedynym elementem zmiennym było, po której stronie siedzę ja, a po której Emily. 
-Dziś spróbujemy przypomnieć sobie zaklęcie zwiększające. Są to podstawy, aby zdać SUM- y z Zaklęć. Więc kto pamięta jak brzmi to zaklęcie? 
Z całej klasy zgłosiłyśmy się tylko my trzy. Ćwiczyłyśmy to zaklęcie jakieś 3 tygodnie temu, ale dobrze je pamiętałyśmy.
-Proszę- wskazał na Emily
-Bessa- powiedziała pewnie
-Ruch różdżką- wskazała na mnie
-Lekkie drgnięcie nadgarstka w prawo, jakieś 5milimetrów w dół i półokrąg zatoczony w lewo- powiedziałam pokazując te ruchy.
-Zaprezentuj-  powiedział wskazując na niewielki wazon. Polecenie ewidentnie było do Sue.
- Bessa- z różdżki blondyny wystrzelił lekko błękitny promień i uderzył w wazon, już po chwili wazon był dwa razy większy. Lekko zachwiały się jego proporcje. Wydłużył się, ale to było normalne przy tym zaklęciu.
-Dobrze. Slytherin dostaje po 5 punktów za każdą udzieloną odpowiedz i 10 za poprawnie rzucone zaklęcie.- uśmiechnęłyśmy się do siebie znacząco. Pierwszy dzień, a już nabijamy punkty. Ma się ten talent.
Resztę lekcji wszyscy próbowali rzucać zaklęcie, a my się nudziłyśmy. Może następna lekcja będzie bardziej interesująca, bo nie wytrzymam tego ciągłego siedzenia. Po zakończeniu lekcji wszyscy poszli, zostałyśmy Tylko my.
-Ojcze- zaczęłam cicho- chciałbym wiedzieć, dlaczego mi nie powiedziałeś i, no żebyś, mi wytłumaczył tę sytuację.
-Draco mi mówił, że masz do niego dziś przyjść- powiedział- może też tam przyjdę, to porozmawiamy. Ty Sue też powinnaś przyjść.
-Dobrze.- powiedziałyśmy równo- do zobaczenia. 
Reszta lekcji zleciała w marę podobnie.
Po lekcjach( kończyłyśmy około 14) poszłyśmy do PW Slytherinu. Kiedy tam doszłyśmy pokój był prawie pusty. Nic dziwnego, większość jeszcze miała lekcje, a reszta siedziała na błoniach, bo było jeszcze strasznie ciepło i bardzo słonecznie. My jednak wolałyśmy posiedzieć ten czas w zamku. Czekałyśmy na rozmowę z moim ojcem. Nie wiedziałyśmy czego on od nas chce.
Stanęłyśmy pod drzwiami naszego salonu 5 min przed 19. Już miałyśmy wejść kiedy usłyszałyśmy podniesione głosy naszych ojców.
-Musimy im o tym powiedzieć- powiedział Snape
-Nie, nawet nie wiemy czy to o nich, a ja szczerze wątpię, nie będziemy ich martwić w pierwszym tygodniu szkoły.- protestował Draco
-Ta wiadomość była jednoznaczna, a przepowiednia jest prawdziwa. To chodzi o nie- powiedział Lucjusz
-Dobrze przepowiednia jest prawdziwa, ale skąd wiesz, że wiadomość również?- kłócił się mój brat
W tedy postanowiłyśmy wejść do środka i zapytać się, co nie dotyczy nas. Bo byłyśmy pewne, że rozmowa jest o nas. Jednym szybkim ruchem otworzyłam drzwi. Kiedy byłyśmy w środku nie owijałyśmy w bawełnę.  Od progu zapytałyśmy się, o jaką przepowiednie im chodzi.
-Powiedź im- powiedział Snape, a na oburzoną minę mojego brata dodał- i tak by się dowiedziały, prędzej czy później. 

-Ostatnią szansą dla świata są trzy córki diabłów. Trzy jak jedna. Gdy jednej zabraknie, szansa przepadnie. To nie będzie ich wojna, przez lata, lecz gdy w nią wejdą, pierwsze fronty zajmą.- zacytował niechętnie -Widzicie, to nie może być o was, to są trzy córki diabłów, co was wyklucza- powiedział uspokajająco
-Nie do końca- powiedziałam- to może być motyw z mugolskiej Biblii. Pamiętacie?- spytałam dziewczyn
-To możliwe- powiedziała Sue- szatan to zbuntowani anioł, a  anioł to…
-Anioł to sługa- dokończyła Emily- to się zgadza. Wszyscy byliście sługami…
-I wszyscy się zbuntowaliście…
-Wiec można by was tak nazwać. A my jesteśmy trzy… trzy córki, trzech zbuntowanych sług.
-Od jak dawna wiecie o tej przepowiedni?- spytałam
-Dziś rano się dowiedzieliśmy.- powiedział Draco, a ja spojrzałam na niego kpiąco- naprawdę. Przyrzekam
-Tak jak wczoraj mieliście uwolnić te dwie mugolki?- spytała Emily- my to jeszcze pamiętamy. 
-Szczerze? Mam dość tego Hogwartu, mam dość was. Dobrze mi było w Toruniu, gdzie największym problemem były zadania domowe- powiedziałam z wyrzutem
-Co do tych mugolek, to my naprawdę mamy plan odbicia ich, ale nie możemy tak po prostu wyjechać w czasie tygodnia. W sobotę będą z wami całe i zdrowe.
-Ta jasne- mruknęła Emily, ale chyba nikt jej nie usłyszał, bo nawet nie spojrzeli w jej kierunku.
-Kate może porozmawiamy o twojej mamie- zmienił temat mój tata.
-Obojętne mi to- skłamałam zachowując kamienną twarz. Chciałam się czegoś dowiedzieć, ale i tak pewnie skłamie, albo zatai prawdę.
-Więc, pierwsze, co powinnaś wiedzieć, to, to, że przeszedłem na stronę zakonu niewiele przed twoim urodzeniem. Bo kiedy się dowiedziałem po której stronie tak naprawdę stoi Draco, zaczęłam się zastanawiać, nad sensem idei Voldemorta. Coś mnie podkusiło i sprawdziłem drzewo genealogiczne Malfoy’ ów. Odkryłem, że jakieś 20 pokoleń temu, nawet w naszej rodzinie był mugol. Potem sprawdziłem inne drzewa genealogiczne, z tym samym efektem. Zacząłem, więc się zastanawiać, nad sensem słów Voldemorta.  Po pewnym czasie miałem już tyle wątpliwości, że odłączyłem się od jego popleczników. Niewiele po  moim postanowieniu urodziłaś się ty. Moja mała córeczka. Wiedziałem, że nie mogę cię zostawić tam, nie mogłaś wychowywać się w śród Śmierciożerców, nie mogłem zostawić cię pod opieką Bellatrix.
-To rozumiem- powiedziałam zniecierpliwiona- ale chce wiedzieć jak doszło do tego, że zdradziłeś Narcyzę? Chodzi mi tylko o kwestię mojej biologicznej matki.
-Ja… po  prostu, ja nigdy nie kochałem Narcyzy. To był małżeństwo, nawet nie z rozsądku, ale z przymusu. Za to zawsze czułem coś do Belli. To nie była miłość, to było bardziej pociąg, ale fizyczny. Kiedy Rufus umarł miałem wolna drogę, by ją zdobyć. Wśród Śmierciożerców panował pogląd, że mężczyzna może być z każdą, nawet bez jej zgody, jeśli ona nie ma męża. Bella jednak nie miała nic przeciwko. Kiedy urodziłaś się ty obudził się w niej nawet instynkt macierzyński.
-Jakoś ciężko mi wyobrazić sobie Bellatrix zajmującą się dzieckiem- wtrąciłam się
-A jednak. Była wręcz nadopiekuńcza. Dbałą o ciebie jak tylko mogła, ale od małego wpajała ci, że mugole są gorsi. Czytała ci bajki, o ich niższości.  Pewnego dnia nie wytrzymałem. Pod pretekstem wzięcia cię na spacer wyniosłem cię do Hogwartu. Już w tedy działałem, jako szpieg. Emily i Sue już tam mieszkały. Przez pierwszy miesiąc było pięknie, ale potem Voldemort doszedł do władzy. Kazał was znaleźć i zabić. Nie wiem, czy już w tedy wiedział o przepowiednie, czy po prostu chciał się zemścić. Postanowiliśmy, więc was ukryć. A resztę historii już znacie.
-Tak. Podesłaliście nas do Polski gdzie zajęli się nami nasi „rodzice”- wtrąciła się Emily.
-Dokładnie- powiedział Draco
-A jak ty przeszedłeś na jasna stronę?- stała ojca Sue
-To jest bardziej miłosna historia…- zaczął Draco
-Zaczyna się- skomentował- Severus- zawsze jak to opowiada robi z siebie wielkiego Romea
-Wcale nie!- zaprotestował- To po prostu jest romantyczne… A więc, jak pewnie wiecie z książki przed szóstą klasą przyjąłem mroczny znak. Nie wiecie jednak, że od piątej klasy podkochiwałem się w Giny. Starałem się o tym nie myśleć, bo według kryteriów jakie w tedy przekazywał mi ojciec, nie powinienem nawet o niej myśleć. To było jednak silniejsze od ideałów, które wpajał mi tata. Niewiele po zakończeniu mojej szóstej klasy Giny i parę innych osób zostały porwane. Voldemort w nagrodę za jakieś  tam zadanie dał mi Giny jak to on ujął  „do zabawy, żebym miał trochę rozrywki”.  Mogłem robić z nią co chciałem przez tydzień potem miała być zabita. Ona została umieszczona w specjalnej celi dla więźniów. Kiedy pierwszy raz tam przyszedłem i chciałem po prostu dotknąć jej policzka, skomentowała to słowami: „Możesz mnie torturować, czy zaawadovać. Ale. Nigdy. Przenigdy. Mnie. Nie. Dotkniesz. Rozumiesz?” Groziło jej niebezpieczeństwo, nie tylko z mojej strony, ale również ze strony potężniejszych ode mnie. Ale ona chciała, chociaż zachować godność. W tedy powiedziałem wszystkim, że chciałbym się nią zająć na zewnątrz. Zgodzili się. Kiedy tylko wyszliśmy za teren antyaportacyjny, przeniosłem nas przed Norę. W tedy zdecydowałem się służyć Zakonowi. Złożyłem Wieczystą  Przysięgę.  Po trzech tygodniach zacząłem chodzić z Giny. 
-To może nam opowiesz jat ty tato, pokochałeś moją mamę?- spytała Emily
-Ta opowieść nawet do pięt nie dorasta romantycznej powieści Draco- zadrwił- Po wielkiej bitwie, w której zginął Potter i reszta, Hermiona zniknęła. Nikt nie mógł jej znaleźć. Po paru miesiącach doszła do nas wiadomość, że w pewnym mugolskim szpitalu, w Ameryce, pojawiła się kobieta z amnezją. Nie pamiętała kąp letnie nic i ciągle mówiła, że jest czarownicą. Pamiętała zaklęcia, eliksiry… wszystko, co magiczne, ale nic prywatnego. Zostałem tam wysłany, alby sprawdzić, czy to nie jakaś zbiegła Śmierciożerczyni. Moje zdziwienie dosięgło zenitu, kiedy okazało się, że w Sali szpitalnej leży Hermiona Granger. Na moje pytanie, „co tu do cholery robisz”, zadane automatycznie odpowiedział: „Nie wiem, profesorze Snape”. Ten nawiedzony lekarz kazał mi ją zabrać do jej przyjaciół, żeby wśród nich odzyskała pamięć.  Niestety, jedyną osoba, która z jej dawnych przyjaciół przeżyła i wiedziałem gdzie się znajduje była Giny, która mieszkała już w tedy z Draco, a Draco mieszkał ze mną. Dla dobra sprawy przygarnąłem ją pod swój dach. Tam przypomniała sobie, jak bardzo mnie nienawidziła. A jak wiadomo od nienawiści do miłości krótka droga, więc już po trzech miesiącach staliśmy się parą.  

1 komentarz:

  1. Pierwsza!? Y.O.L.O.U.Y.G.T.H. Czyli zyjesz tylko raz dopóki nie masz horkruksów :) okey. Rozdział fajny.. To z przepowiednią jest całkiem pomysłowe. Czekam na dalsze rozdziały. I MACIE PISAC CHOCIAŻBY MIALO BY TO BYĆ TYLKO DLA MNIE!! :* ~Bellamort

    OdpowiedzUsuń