Rozdział 5
Wakacje dobiegały końca. Rok
szkolny u mugoli miał zacząć się jeszcze w piątek, ale w Hogwarcie zaczynał się
dopiero w poniedziałek. W ten piątek po raz pierwszy zatęskniłyśmy za naszymi
koleżankami. Nasze świruski szły teraz do szkoły, gdzie miałyśmy się spotkać
wszystkie razem, a tym czasem już pewnie się nie zobaczymy. Przynajmniej
nie w tym roku szkolnym. Nie będziemy gadać na lekcjach, śmiać się z
nauczycieli… akurat tego będzie mi najbardziej brakować. Hogwart jest fajny i
tajemniczy, ale tu na pewno niema takiego Pana Goldfincha, jaki nas uczył
histy, albo Pani Beaty „Nawiedzonej” Kłosek.
Mówi się trudno i płynie się dalej… nawet takie durne powiedzenie, a mi je przypomina. Pierwszy raz usłyszałam je przecież od Charlotte, a może od Kate? Nie wiem już mi się wszystko miesza. Pamiętam, że na pewno obie dziwnie na nas patrzyły, kiedy rozmawiałyśmy o Harrym Potterze. Jak bym mogła to teraz bym im się w twarz roześmiała, ale nie mogę.
-Dziewczyny my musimy lecieć- z zamyślenia wyrwał mnie jakiś odległy głos. Spojrzałam w tamtą stroną i ujrzałam wszystkich naszych rodziców, całą piątkę.- Jest zebranie Zakonu, podobno coś poważnego.
Mówi się trudno i płynie się dalej… nawet takie durne powiedzenie, a mi je przypomina. Pierwszy raz usłyszałam je przecież od Charlotte, a może od Kate? Nie wiem już mi się wszystko miesza. Pamiętam, że na pewno obie dziwnie na nas patrzyły, kiedy rozmawiałyśmy o Harrym Potterze. Jak bym mogła to teraz bym im się w twarz roześmiała, ale nie mogę.
-Dziewczyny my musimy lecieć- z zamyślenia wyrwał mnie jakiś odległy głos. Spojrzałam w tamtą stroną i ujrzałam wszystkich naszych rodziców, całą piątkę.- Jest zebranie Zakonu, podobno coś poważnego.
-To idźcie- powiedziała Em- no
chyba że myślicie, że potrzebujemy opiekunki.
-Z waszymi zdolnościami, to faktycznie powinniśmy kogoś wezwać, ale powiedzmy, że wam ufamy…
-Z waszymi zdolnościami, to faktycznie powinniśmy kogoś wezwać, ale powiedzmy, że wam ufamy…
-A to duży błąd, nam się NIGDY
nie ufa, my potrafiłyśmy zepsuć wiele zanim dostałyśmy różdżki, a teraz? Z
naszymi zdolnościami to pewnie zburzymy Hogwart, zabijemy połowę magicznego
świata, ale akurat Voldemort by przeżył.
-Cóż za pesymistyczna opcja-
skomentowała Ginny
-Raczej realistyczna- powiedziała
Em- wy nie widzieliście, co robiłyśmy zanim nas poznaliście…
-I nie chcemy wiedzieć-
powiedział pośpiesznie Draco
-Prawidłowo. Chyba czegoś się nauczyłeś,
braciszku!- skomentowałam jego wypowiedź
-Nie wymądrzaj się, młoda.
-Zachowujecie się jak dzieci, myślałem, że jak będzie między wami
taka różnica, to będę miał spokój.
-Czy wy się przypadkiem gdzieś nie śpieszyliście?- spytała Em
-Czy wy się przypadkiem gdzieś nie śpieszyliście?- spytała Em
-Dobra, to idziemy- poinformowała
Ginny- nie wysadźcie Hogwartu! A i zaopiekujcie się Michaelem i Jasmin
Kiedy nasi rodzice wyszli
postanowiłyśmy, że najlepszą techniką będzie nie obudzenie śpiących jeszcze
„dzieciaków”. Może i byli już duzi i w ogóle, ale nie lubiłyśmy, gdy ktoś
oprócz nas słyszał nasze rozmowy. Za dużo tam się dzieje…
-Wiecie co? Zaczynam tęsknić za
naszym cudownym Toruniem. Ogarniacie, że dziś w naszej mugolskiej szkole rozpoczynają
się lekcje, a w sumie to u nas już rozpoczęcie było, bo o 8.
-Coś mi się przypomniało-
poinformowała Em- miałam wam to powiedzieć w dzień naszego porwania. Kate
przeczytała Harry ‘ego Pottera, znaczy jak z nią rozmawiałam przez gg dzień
przed „wyjazdem” tu, to mi napisała, że zaczyna 6 część. Ogarniacie to? Nasza
Kate przeczytała HP, a my nawet nie możemy z nią porządnie o tym
pogadać!
-Mnie też to dobija-
powiedziałam- a w październiku miała być impra w Lipnie, w tą sobotę ty-
zwróciłam się do Emily- i Kate miałyście wyprawiać wspólne urodziny, a w
grudniu impra Sue.
-Ciekawe jak wytłumaczono nasze
zniknięcie mugolą. No bo coś musieli powiedzieć.
Nasza rozmowa przeszła później na dużo weselsze tematy, takie jak WOS czy historia. Ulubiony nauczyciel, 60-letni Pan Goldfinch, fan Beatles’ ów. Nie wiadomo czemu porównywałyśmy go do Snape’ a, tak po za tym to koleś czytał Harry’ ego Pottera i wiedział który to Snape. Znaczy nie do końca zaczaił po imieniu, ale cóż. W ogóle on interesował się literaturą, zwłaszcza, jak ktoś czytał u niego na lekcji. To był chyba jedyny nauczyciel, który nie stawiał uwag, ani jedynek, tylko pytał jaka to książka i wdawał się w dyskusje dotyczącą jej autora, lub jeśli go nie znał, dotyczącą tego gatunku literatury.
Nasza rozmowa przeszła później na dużo weselsze tematy, takie jak WOS czy historia. Ulubiony nauczyciel, 60-letni Pan Goldfinch, fan Beatles’ ów. Nie wiadomo czemu porównywałyśmy go do Snape’ a, tak po za tym to koleś czytał Harry’ ego Pottera i wiedział który to Snape. Znaczy nie do końca zaczaił po imieniu, ale cóż. W ogóle on interesował się literaturą, zwłaszcza, jak ktoś czytał u niego na lekcji. To był chyba jedyny nauczyciel, który nie stawiał uwag, ani jedynek, tylko pytał jaka to książka i wdawał się w dyskusje dotyczącą jej autora, lub jeśli go nie znał, dotyczącą tego gatunku literatury.
-Hej- za plecami usłyszałyśmy
głos Michaela – gdzie rodzice?- spytał Emily
-Na spotkaniu, chyba coś ważnego,
bo niewiedzą kiedy wrócą, a co?
-Eee… nic ważnego, tylko
zapomniałem, że profesor Longbottom zażyczył sobie, abyśmy kupili sobie na
zielarstwo jakieś tam rośliny, tylko nie pamiętam nazw.
-Nareszcie ci się przypomniało-
powiedziała Sue- Jasmin miała ci dać przed pierwszą lekcją zielarstwa, ale
skoro ci się przypomniało to poproś ją o to dziś.
-O, dzięki.
Zapadło milczenie. Niemiałyśmy o czym rozmawiać z Michaelem, a przy nim nie mogłyśmy mówić za wiele o prywatnych sprawach. Siedzieliśmy tak przez niedługo czas, aż w końcu do pokoju weszli nasi rodzice.
Zapadło milczenie. Niemiałyśmy o czym rozmawiać z Michaelem, a przy nim nie mogłyśmy mówić za wiele o prywatnych sprawach. Siedzieliśmy tak przez niedługo czas, aż w końcu do pokoju weszli nasi rodzice.
-Dziewczyny, musimy porozmawiać-
powiedział Snape- Michael idź do siebie.
-Tato! Nie jestem już dzieckiem,
chyba mogę brać udział w poważnej rozmowie?
-Nie w tej. Musimy powiedzieć coś
dziewczynom.
Chłopak niechętnie pomaszerował
do pokoju. Na twarzy dziewczyn zauważyłam lekki strach. Szczerze mówiąc sama
też się bałam. Co może być tak pilnego i ważnego, że muszą nam to powiedzieć na
osobności i to w tym momencie.
-Przejdźmy do sedna- powiedział Snape- Voldemort musiał dowiedzieć
się o tym gdzie was umieściliśmy. Dziś porwał dwie mugolki z
waszego miasta, niestety nie wiemy nic o ich tożsamości. Nie wiemy nawet, gdzie
dokładnie mieszkają.
-Jakie jest prawdopodobieństwo, że je znamy- spytała po chwili milczenia Em
-Jakie jest prawdopodobieństwo, że je znamy- spytała po chwili milczenia Em
-Dość duża.- powiedziała Ginny-
Voldemort na pewno chciał uderzyć w waszą i naszą psychikę, niestety wasz
premier nie zgodził się podać nam nazwisk tych dziewczyn.
-W jakim są wieku?-
spytałam
-Wasz rocznik- odpowiedział mój
tata- ale nie powiedziane, że je znacie, przecież jest mnóstwo osób, które są w
waszym wieku…
Jakoś go już nie słuchałyśmy,
nasz strach urósł jakieś 205%, nie dopuszczałyśmy do siebie myśli, że to Kate,
czy Charlotte, ale to mogła być każda dziewczyna z naszej klasy, czy szkoły. Było
u nas w klasie parę osób, których bym nie żałowała, ale z większością byłam
zżyta. Najgorsza jednak była ta niepewność. Starałyśmy się naprawdę nie myśleć
o Kate i Charlotte, ale niestety moje myśli coraz częściej błądziły w tamtą
stronę. Co jeśli to właśnie one padły ofiarą Lorda Voldemorta. O ile o Kate się
nie martwiłam, Voldemort nie skrzywdzi ich, jeśli to ma być pułapka, to
niewyparzony język Charlotte mógł okazać się jej największym przekleństwem,
jeśli przyczepi się do jego nosa… nie, nie mogę teraz o tym myśleć, przecież to
na pewno nie one!
Nie mogłyśmy nic z tym zrobić, a
to było najgorsze- czekanie. Ten ostatni wolny weekend dłużył się
niemiłosiernie. Nasi rodzice prawie cały czas byli zamknięci w jednym z
gabinetów i obmyślali jakieś „tajne plany”. A my włóczyłyśmy się z kąta w kąt,
prawie ze sobą nie rozmawiając. Aż nadszedł niedzielny wieczór .
-Dziewczyny nie martwcie się-
powiedział Draco siadając z nami na kanapie- jutro dowiemy się, kogo porwał
Voldemort, a po paru godzinach od tego, one będą już z nami. Mamy plan jak je
odbić. Według mnie jest niezawodny
Mój brat bardzo rzadko rzucał
słowa na wiatr, więc trochę się uspokoiłyśmy. Noc minęła nam spokojnie, a
od rana zaczęłyśmy przygotowywać się do uczty powitalnej.
Obudziłyśmy się jak zwykle. Ja o
8, Sue o 9, a Emily w południe. Koło 13 spotkałyśmy się w salonie, żeby obgadać
makijaż i tym podobne bzdury. Po godzinnej, cywilizowanej
dyskusji doszłyśmy do wniosku, że to niema sensu i postanowiłyśmy, że nie
malujemy się wcale, albo każda na własną rękę. Uczta miała zacząć się o 17, ale
już o 15 byłyśmy gotowe. Nie mogłyśmy się doczekać pierwszego dnia szkoły.
Znaczy, najbardziej czekałyśmy na przydział do domów. Byłyśmy prawie pewne, że
trafimy tam gdzie chcemy, ale zawsze mogło się okazać, ze tek nie będzie, a w
tedy załamałybyśmy się kompletnie.
Niedługo przed 17, mój ojciec poinformował
nas, że na ceremonie przydziału mamy czekać razem z pierwszakami, ale my
zostaniemy wyczytane dopiero, gdy wszystkie dzieciaki zostaną poprzydzielane do
domów, czyli jeszcze dłuższe czekanie...
Zrobiłyśmy jak nam kazał. Kiedy
przyjechały pierwszaki, stanęłyśmy grzecznie za nimi. W pewnym momencie zza
drzwi Wielkiej Sali wyszedł Snape. Od razu było widać, że to nie dla
tego przyjemnego obowiązku, zgodził się być vi-ce dyrektorem.
-Dzisiaj zostaniecie przydzieleni
do swoich domów. Każdy z nich zastąpi wam rodzinę, na czas pobytu w szkole. Domy
te zwą się Slytherin, Gryffindor, Haffelpuff i Ravenclaw. Za przewinienia
odejmujemy punkty, za dobre zachowanie dodajemy je. Dom, który będzie miał
największą ilość punktów wygrywa Puchar Domów. Kiedy wyczytam wasze nazwisko,
podchodzicie do stołka, a ja wkładam wam na głowę Tiarę Przydziału. Czy to
jasne?- spytał swoim szyderczym tonem, a połowa dzieciaków prawie zeszła na
zawał serca. Naprawdę współczuje tym dzieciom. Pierwsza osoba, jaką
poznają z nauczycieli, wygląda jakby chciała im powiedzieć, że zrobi wszystko,
aby NIE było im tu jak w domu.
Severus otworzył drzwi do
Wielkiej Sali i cała gromada dzieci weszła za nim do pomieszczenia. Bez żadnego
ociągania zaczął wyczytywać nazwiska z listy uczniów. Przydział pierwszaków
zdawał się trwać wiecznie. Na szczęście ostatnia dziewczynka została wyczytana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz