Prolog
-To nie jest dobry pomysł- protestował młody blondyn
-To nie jest dobry pomysł- protestował młody blondyn
-To jedyny pomysł!- odrzekł starszy,
ciemnowłosy czarodziej
-Na Merlina, co ty sobie
wyobrażasz!? Że podrzucimy nasze córki do jakiejś mugolskiej wioski, a one w
wieku 11 lat polecą do Hogwartu, jako szlamy!?- Denerwował się młodzieniec- to
jest niedorzeczne.
-Nie wioski tylko do MIASTA w
Polsce, która, w brew pozorom, jest przyjazna dla istot magicznych- to tak po
pierwsze, a po drugie TAK, tak to sobie wyobrażam- powiedział spokojnie
-Niema w ogóle mowy, nie oddam
mojej małej dziewczynki! Wiesz jak bardzo pragnąłem mieć córkę, wiesz jak długo
na to czekałem?!
-Czy ty myślisz, że ja nie mam
żadnych wątpliwości!? Myślisz, że ja nigdy nie chciałem swojego dziecka. Odkąd
wziąłem cię na ręce. Zawsze marzyłem, że będę miał dziecko, ale myślę o
jej przeżyciu! Nie mam zamiaru przez własne widzimisię mieć na sumieniu życia
córki! Też powinieneś o tym pomyśleć!
-Synu bądź rozsądny- wtrącił się
trzeci mężczyzna, mówiący spokojnym i przekonującym głosem- tylko tam
dziewczynki będą bezpieczne, jeśli tego nie zrobimy to Czarny Pan je zabije, a
tego chyba nie chcesz… Przecież jeszcze kiedyś spotkamy nasze córki.
-Twój ojciec ma rację- poparł go
czarnowłosy mężczyzna- nie możemy narażać ich życia, dobrze wiesz, co się z
nimi stanie, jeśli zostaną w Anglii.
-Dobrze- zgodził się niechętnie
najmłodszy czarodziej
***
-Wybrałam odpowiednie rodziny, w każdej jest charłak, więc nie będzie problemu z wprowadzeniem ich w nasze problemy, urodzili się tuż po pierwszej wojnie, albo pod koniec jej trwania.- Oznajmiła starsza kobieta
-Wybrałam odpowiednie rodziny, w każdej jest charłak, więc nie będzie problemu z wprowadzeniem ich w nasze problemy, urodzili się tuż po pierwszej wojnie, albo pod koniec jej trwania.- Oznajmiła starsza kobieta
-Czemu akurat nasze dziewczyny
muszą przez to przechodzić?- Spytała nagle jej rudowłosa przyjaciółka- Ja już
mam dość! Czemu nie możemy żyć normalnie, czemu musimy je oddać?- Schowała twarz
w dłonie i rozpłakała się.
-Ja też mam tego dość. Chciałabym
powiedzieć, że to zostawiam i żyć normalnie, jak mugole, ale dobrze wiesz, że
to niemożliwe, kariera ich
ojców na to nie pozwala.
-Ale, czemu musimy je wysyłać do
jakiejś wioski, a nie tu, do Londynu, przecież tu też są charłacy?
-Tylko tam Voldemort ich nie znajdzie, tylko tam będą naprawdę bezpieczne, a po za tym nie wysyłamy ich do żadnej wioski tylko do Polski, to naprawdę jest kraj przyjazny czarodziejom.
-Tylko tam Voldemort ich nie znajdzie, tylko tam będą naprawdę bezpieczne, a po za tym nie wysyłamy ich do żadnej wioski tylko do Polski, to naprawdę jest kraj przyjazny czarodziejom.
-Co to za różnica, będą tak
daleko od nas! Wiem, że to dla ich bezpieczeństwa, ale nadal jest to dla mnie
trudne.
-To jest trudne dla nas
wszystkich…
***
-Do zobaczenia kochanie- powiedziała rudowłosa kobieta
-Do zobaczenia kochanie- powiedziała rudowłosa kobieta
-Nie miejcie nam tego za złe!- Kobieta
o brązowych włosach ucałowała jedno z trzech niemowląt w czółko.
-Dziewczyny- zawołał najstarszy
mężczyzna- musimy już lecieć. – Zobaczycie się jeszcze
-Ale dopiero za 11 lat!- Protestowała
rudowłosa czarownica
-Zachowujesz się jak mój syn!- Powiedział
ostro mężczyzna- całkowicie na zdajesz sobie sprawy z zagrożenia, jakie
czeka na nas i nasze dzieci. Dobrze wiesz jak się naraziliśmy Voldemortowi
przez ostatnie lata, tak samo wy jak i my!
-Nie musisz się produkować!
Wiem dobrze, jakie jest zagrożenie, ale chyba nie liczyłeś na to, że oddam moją
córkę, tak po prostu, że to będzie takie łatwe!
-Twoja przyjaciółka jakoś radzi
sobie z emocjami- spojrzał na drugą kobietę- a jej na pewno też jest trudno.- Powiedział
już o wiele spokojniej, a w jego głosie słychać było, smutek. Jemu też było
strasznie trudno. Przywiązał się do swojej dziewczynki. Do jej krzyku o
czwartej nad ranem, do ciągłego płaczu, albo snu. Po prostu- przyzwyczaił się
do bycia samotnym ojcem. Lubił swoją małą Córeczkę, choć nienawidził jej matki.
Z policzka czarnowłosego
mężczyzny spłynęła jedna, samotna łza, która spadła na czółko jego córeczki.
Łza bezradnego ojca, łza bezradnego człowieka…
Obudziłam się. Jak zwykle w tym
momencie. Nigdy nie widziałam twarzy. Dziwne, po obudzeniu, wydawało mi się też
to, że znałam te wszystkie emocje blondyna, ale w śnie było to całkiem
normalne, jakbym siedział w jego głowie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz