sobota, 11 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 5



Rozdział 5 
Wakacje dobiegały końca. Rok szkolny u mugoli miał zacząć się jeszcze w piątek, ale w Hogwarcie zaczynał się dopiero w poniedziałek. W ten piątek po raz pierwszy zatęskniłyśmy za naszymi koleżankami. Nasze świruski szły teraz do szkoły, gdzie miałyśmy się spotkać wszystkie razem, a tym czasem już pewnie się nie zobaczymy. Przynajmniej nie  w tym roku szkolnym. Nie będziemy gadać na lekcjach, śmiać się z nauczycieli… akurat tego będzie mi najbardziej brakować. Hogwart jest fajny i tajemniczy, ale tu na pewno niema takiego Pana Goldfincha, jaki nas uczył histy, albo Pani Beaty „Nawiedzonej” Kłosek. 
Mówi się trudno i płynie się dalej… nawet  takie durne powiedzenie, a mi je przypomina. Pierwszy raz usłyszałam je przecież od Charlotte, a może od Kate? Nie wiem już mi się wszystko miesza. Pamiętam, że na pewno obie dziwnie na nas patrzyły, kiedy rozmawiałyśmy o  Harrym Potterze. Jak bym mogła to teraz bym im się w twarz roześmiała, ale nie mogę.
-Dziewczyny my musimy lecieć-  z zamyślenia wyrwał mnie jakiś odległy głos. Spojrzałam w tamtą stroną i ujrzałam wszystkich naszych rodziców, całą piątkę.- Jest zebranie Zakonu, podobno coś poważnego. 
-To idźcie- powiedziała Em- no chyba że myślicie, że potrzebujemy opiekunki.
-Z waszymi zdolnościami, to faktycznie powinniśmy kogoś wezwać, ale powiedzmy, że wam ufamy… 
-A to duży błąd, nam się NIGDY nie ufa, my potrafiłyśmy zepsuć wiele zanim dostałyśmy różdżki, a teraz? Z naszymi zdolnościami to pewnie zburzymy Hogwart, zabijemy połowę magicznego świata, ale akurat Voldemort by przeżył. 
-Cóż za pesymistyczna opcja- skomentowała Ginny 
-Raczej realistyczna- powiedziała Em- wy nie widzieliście, co robiłyśmy zanim nas poznaliście… 
-I nie chcemy wiedzieć- powiedział pośpiesznie Draco 
-Prawidłowo. Chyba czegoś się nauczyłeś, braciszku!- skomentowałam jego wypowiedź 
-Nie wymądrzaj się, młoda. 
-Zachowujecie się jak dzieci, myślałem, że jak będzie między wami taka różnica, to będę miał spokój.
-Czy wy się przypadkiem gdzieś nie śpieszyliście?- spytała Em 
-Dobra, to idziemy- poinformowała Ginny- nie wysadźcie Hogwartu! A i zaopiekujcie się Michaelem i Jasmin 
Kiedy nasi rodzice wyszli postanowiłyśmy, że najlepszą techniką będzie nie obudzenie śpiących jeszcze „dzieciaków”. Może i byli już duzi i w ogóle, ale nie lubiłyśmy, gdy ktoś oprócz nas słyszał nasze rozmowy. Za dużo tam się dzieje… 
-Wiecie co? Zaczynam tęsknić za naszym cudownym Toruniem. Ogarniacie, że dziś w naszej mugolskiej szkole rozpoczynają się lekcje, a w sumie to u nas już rozpoczęcie było, bo o 8. 
-Coś mi się przypomniało- poinformowała Em- miałam wam to powiedzieć w dzień naszego porwania. Kate przeczytała Harry ‘ego Pottera, znaczy jak z nią rozmawiałam przez gg dzień przed „wyjazdem” tu, to mi napisała, że zaczyna 6 część. Ogarniacie to? Nasza Kate przeczytała HP, a my nawet nie możemy z nią porządnie o tym pogadać!  
-Mnie też to dobija- powiedziałam- a w październiku miała być impra w Lipnie, w tą sobotę ty- zwróciłam się do Emily- i Kate miałyście wyprawiać wspólne urodziny, a w grudniu impra Sue. 
-Ciekawe jak wytłumaczono nasze zniknięcie mugolą. No bo coś musieli powiedzieć.
Nasza rozmowa przeszła później na dużo weselsze tematy, takie jak WOS czy historia. Ulubiony nauczyciel, 60-letni Pan Goldfinch, fan Beatles’ ów. Nie wiadomo czemu porównywałyśmy go do Snape’ a, tak po za tym to koleś czytał Harry’ ego Pottera i wiedział który to Snape. Znaczy nie do końca zaczaił po imieniu, ale cóż.  W ogóle on interesował się literaturą, zwłaszcza, jak ktoś czytał u niego na lekcji. To był chyba jedyny nauczyciel, który nie stawiał uwag, ani jedynek, tylko pytał jaka to książka i wdawał się w dyskusje dotyczącą jej autora, lub jeśli go nie znał, dotyczącą tego gatunku literatury.  
-Hej- za plecami usłyszałyśmy głos Michaela – gdzie rodzice?- spytał Emily 
-Na spotkaniu, chyba coś ważnego, bo niewiedzą kiedy wrócą, a co? 
-Eee… nic ważnego, tylko zapomniałem, że profesor Longbottom zażyczył sobie, abyśmy kupili sobie na zielarstwo jakieś tam rośliny, tylko nie pamiętam nazw.
-Nareszcie ci się przypomniało- powiedziała Sue- Jasmin miała ci dać przed pierwszą lekcją zielarstwa, ale skoro ci się przypomniało to poproś ją o to dziś. 
-O, dzięki.
Zapadło milczenie. Niemiałyśmy o czym rozmawiać z Michaelem, a przy nim nie mogłyśmy mówić za wiele o prywatnych sprawach. Siedzieliśmy tak przez niedługo czas, aż w końcu do pokoju weszli nasi rodzice. 
-Dziewczyny, musimy porozmawiać- powiedział Snape- Michael idź do siebie.   
-Tato! Nie jestem już dzieckiem, chyba mogę brać udział w poważnej rozmowie? 
-Nie w tej. Musimy powiedzieć coś dziewczynom. 
Chłopak niechętnie pomaszerował do pokoju. Na twarzy dziewczyn zauważyłam lekki strach. Szczerze mówiąc sama też się bałam. Co może być tak pilnego i ważnego, że muszą nam to powiedzieć na osobności i to w tym momencie. 
-Przejdźmy do sedna- powiedział Snape- Voldemort musiał dowiedzieć się o  tym gdzie was umieściliśmy. Dziś  porwał dwie mugolki z waszego miasta, niestety nie wiemy nic o ich tożsamości. Nie wiemy nawet, gdzie dokładnie mieszkają.
-Jakie jest prawdopodobieństwo, że je znamy- spytała po chwili milczenia Em 
-Dość duża.- powiedziała Ginny- Voldemort na pewno chciał uderzyć w waszą i naszą psychikę, niestety wasz premier nie zgodził się podać nam nazwisk tych dziewczyn. 
-W jakim są wieku?- spytałam 
-Wasz rocznik- odpowiedział mój tata- ale nie powiedziane, że je znacie, przecież jest mnóstwo osób, które są w waszym wieku… 
Jakoś go już nie słuchałyśmy, nasz strach urósł jakieś 205%, nie dopuszczałyśmy do siebie myśli, że to Kate, czy Charlotte, ale to mogła być każda dziewczyna z naszej klasy, czy szkoły. Było u nas w klasie parę osób, których bym nie żałowała, ale z większością byłam zżyta. Najgorsza jednak była ta niepewność. Starałyśmy się naprawdę nie myśleć o Kate i Charlotte, ale niestety moje myśli coraz częściej błądziły w tamtą stronę. Co jeśli to właśnie one padły ofiarą Lorda Voldemorta. O ile o Kate się nie martwiłam, Voldemort nie skrzywdzi ich, jeśli to ma być pułapka, to niewyparzony język Charlotte mógł okazać się jej największym przekleństwem, jeśli przyczepi się do jego nosa… nie, nie mogę teraz o tym myśleć, przecież to na pewno nie one! 
Nie mogłyśmy nic z tym zrobić, a to było najgorsze- czekanie. Ten ostatni wolny weekend dłużył się niemiłosiernie. Nasi rodzice prawie cały czas  byli zamknięci w jednym z gabinetów i obmyślali jakieś „tajne plany”. A my włóczyłyśmy się z kąta w kąt, prawie ze sobą nie rozmawiając. Aż nadszedł niedzielny wieczór . 
-Dziewczyny nie martwcie się- powiedział Draco siadając z nami na kanapie- jutro dowiemy się, kogo porwał Voldemort, a po paru godzinach od tego, one będą już z nami. Mamy plan jak je odbić. Według mnie jest niezawodny 
Mój brat bardzo rzadko rzucał słowa na wiatr, więc trochę się uspokoiłyśmy. Noc minęła nam spokojnie, a  od rana zaczęłyśmy przygotowywać się do uczty powitalnej.  
Obudziłyśmy się jak zwykle. Ja o 8, Sue o 9, a Emily w południe. Koło 13 spotkałyśmy się w salonie, żeby obgadać makijaż i tym podobne bzdury.  Po godzinnej, cywilizowanej  dyskusji doszłyśmy do wniosku, że to niema sensu i postanowiłyśmy, że nie malujemy się wcale, albo każda na własną rękę. Uczta miała zacząć się o 17, ale już o 15 byłyśmy gotowe. Nie mogłyśmy się doczekać pierwszego dnia szkoły. Znaczy, najbardziej czekałyśmy na przydział do domów. Byłyśmy prawie pewne, że trafimy tam gdzie chcemy, ale zawsze mogło się okazać, ze tek nie będzie, a w tedy załamałybyśmy się kompletnie. 
Niedługo przed 17, mój ojciec poinformował nas, że na ceremonie przydziału mamy czekać razem z pierwszakami, ale my zostaniemy wyczytane dopiero, gdy wszystkie dzieciaki zostaną poprzydzielane do domów, czyli jeszcze dłuższe czekanie... 
Zrobiłyśmy jak nam kazał. Kiedy przyjechały pierwszaki, stanęłyśmy grzecznie za nimi. W pewnym momencie zza drzwi Wielkiej Sali wyszedł Snape.  Od razu było widać, że to nie dla tego przyjemnego obowiązku, zgodził się być vi-ce dyrektorem. 
-Dzisiaj zostaniecie przydzieleni do swoich domów. Każdy z nich zastąpi wam rodzinę, na czas pobytu w szkole. Domy te zwą się Slytherin, Gryffindor, Haffelpuff i Ravenclaw. Za przewinienia odejmujemy punkty, za dobre zachowanie dodajemy je. Dom, który będzie miał największą ilość punktów wygrywa Puchar Domów. Kiedy wyczytam wasze nazwisko, podchodzicie do stołka, a ja wkładam wam na głowę Tiarę Przydziału. Czy to jasne?- spytał swoim szyderczym tonem, a połowa dzieciaków prawie zeszła na zawał serca. Naprawdę współczuje tym dzieciom. Pierwsza osoba, jaką poznają z nauczycieli, wygląda jakby chciała im powiedzieć, że zrobi wszystko, aby NIE było im tu jak w domu.
Severus otworzył drzwi do Wielkiej Sali i cała gromada dzieci weszła za nim do pomieszczenia. Bez żadnego ociągania zaczął wyczytywać nazwiska z listy  uczniów. Przydział pierwszaków zdawał się trwać wiecznie. Na szczęście ostatnia dziewczynka została  wyczytana.

sobota, 4 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 4

Proszę, komentujcie :) 

~~*~~



Rozdział 4
Następnego dnia o świcie zostałyśmy brutalnie obudzone przez naszych rodziców. Kto normalny wstaje o 4 w wakacje!? Odpowiedź: Nikt. Oni chyba oszaleli! No dobra musimy iść na Pokątną, ale żeby tak rano? Mugolscy sprzedawcy, o tej godzinie jeszcze smacznie śpią, a na Pokątnej podobno już są otwarte pierwsze sklepy! Nawet pospać nie dadzą. Ciekawe jak to znosi Em, bo to ona zawsze wstawała o 13.
-Ej, dziewczyny żwawiej- pośpieszał nas Draco- chyba nie planowałyście marnować wakacji na spanie do 10. 
-Planowałyśmy!-  powiedziałyśmy chórem, ale i tak było słychać jak bardzo byłyśmy zdenerwowane. 
-Em, jak ty się zachowujesz?- spytał beznamiętnie Severus- Nie takim tonem do starszych! 
-To było pytanie, więc ja na nie odpowiedziałam - broniła się - To chyba normalne. Niegrzecznie byłoby nie odpowiedzieć. 
-Severusie, nie mamy na to czasu- powiedział mój tata- za jakieś 30 min mamy być na Pokątnej, więc możecie się pospieszyć. Ubierzcie się w coś, cokolwiek, byle szybko i chodźcie. 
-Dobrze zaraz będziemy gotowe- odpowiedziałam i wszystkie poszłyśmy się przygotować.
Kiedy wróciłyśmy wszyscy byli już ubrani w różnorodne szaty. Snape jak zwykle czarną i długą, podobne szaty mieli Malfoy’owie z tym, że zielone. Hermiona i Ginny były ubrane na czerwono. My oczywiście miały na sobie ubrania mugolskie w zielono-czarno-srebrnych kolorach.   
-Pośpieszcie się. Musimy dzisiaj załatwić dużo spraw. 
-Już idziemy no! Merlinie, budzicie nas o 4 i oczekujecie, że  będziemy gotowe w 5 minut, co to ma być? Wojsko? 
-Po pierwsze, raz możecie wstać trochę wcześniej- oznajmiła Hermiona- a po drugie, to szybko się przestawiłyście z „Jezu” na „Merlinie”. 
-Nie tak szybko- stwierdziłam- zajęło nam to jakieś 3 tygodnie, znaczy Em przeszła na to od tak, ale ja i Sue musiałyśmy trochę się pomęczyć.    
-Po, co wy w ogóle przerzucałyście się na „Merlinie”?- spytała bardzo zdziwiona Hermiona 
-Eee… tak jakoś. To się łączy z naszą manią blogową 
-Warto wnikać w to dokładniej?- spytał dziwnym głosem Draco, widocznie nie chce mieć powtórki z wczoraj i mądrze. 
-Nie sądzę, żebyś chciał wiedzieć- poinformowałam, starając się zachować powagę, ale było to, co najmniej trudne biorąc pod uwagę chamskie spojrzenie, którym zaszczyciła mnie Emily. Nie moja wina że pierwszy raz słowo „Merlinie” widziała w blogu i umieszczone było w zdaniu, którego nie powinni  usłyszeć . „Merlinie, Severus naprawdę miał boskie ciało”. To zdanie przypomniało mi jak pierwszy raz usiadłam i zaczęłam bloga ss/hg. Och, to były czasy… 
-Możemy już iść, jest już strasznie późno- denerwował się Snape, czym z lekka nas zdziwił.
-Późno?  Biorąc pod uwagę, że jest 4 rano, nie, sorry 4 nad ranem, to o której jest dla was wcześnie? O północy, czy o pierwszej!?- spytała zdenerwowana Sue 
- Powiedzmy, że w zwykłych okolicznościach uznałbym te porę za wczesną, ale biorąc pod uwagę, że o 4.30 jesteśmy umówieni u Olivandera… 
-Po co się do niego umawiać, nie można po prostu iść i kupić różdżki?- spytała Sue.
-A no tak- powiedział Draco- zapomniałem wam powiedzieć, że ta sprawa została trochę uproszczona w książce. Różdżka nie wybiera sobie czarodzieja, różdżka jest robiona specjalnie dla czarodzieja. Różdżkarz bada magiczne zdolności i potrzeby, następnie na podstawie obserwacji wykonuje najodpowiedniejszą różdżkę. 
-Trochę uproszczona??? Tu się tyle różni, że ja nie mogę, za chwilę się okaże, że w Slytherinie są same mugolaki! 
-Bez przesady, aż tak się nasz świat od waszej książki nie różni! 
-Dziewczyny, naprawdę nie mamy czasu- poinformowała łagodnie Ginny- natychmiast do kominka i lecimy! 
Bez zbędnego gadania podeszłyśmy do kominka, który znajdował się po prawej stronie salonu. Pierwsza poszła Hermiona i krzyknęła „Pokątna”. Za nią poszedł Snape, potem kazano iść nam. Jako pierwsza w płomieniach zniknęła Emily, potem poszłam ja. 
W czasie podróży nie zdążyłam nawet pomyśleć. To działo się tak szybko. Kiedy wypadłam z jakiegoś kominka szybko się otrzepałam. Gdy spojrzałam przed siebie, zobaczyłam Emily stojącą z rodzicami. Po chwili pojawiła się także Sue. Zaraz za nią przybyła reszta dorosłych. W tedy postanowiliśmy się rozdzielić. Hermiona i Ginny miały iść po wszystko co potrzebne, a my z ojcami miałyśmy iść do Olivandera po nasze różdżki. 
Do sklepu z różdżkami niebyło daleko. Kiedy tam doszłyśmy, weszłyśmy do sklepu. Różdżkarz czekał na nas za ladą. 
-Witam państwa- powitał nas grzecznie, na co my rzuciłyśmy równe „dzień doby”, a nasi ojcowie lekko skinęli głowami. Z perspektywy Olivandera musiało to wyglądać komicznie.
Trzech mężczyzna wykonujących w tym samym czasie identyczny ruch i trzy dziewczyny pomiędzy nimi mówiące idealnym chórkiem. 
-No, to która z was pierwsza- spytał uprzejmie starszy czarodziej. Obejrzałam się po minach moich koleżanek i już wiedziałam, że to ja pójdę jako pierwsza, bo one się nie odważą. Jak zwykle! 
-Ja mogę- powiedziałam patrząc na nie wzrokiem p.t. „Tchórze!” i podeszłam bliżej do lady. 
-Proszę, panno Malfoy- powiedział pokazując na niewielkie drzwi- możemy tam przejść, aby zbadać pani zdolności magiczne i potrzeby co do różdżki. Zapraszam.
Weszłam z nim do niewielkiego pomieszczenia. Stały tam dwa brązowe, stare krzesła i kilka półek z jakimiś dziwnymi przedmiotami, których nie umiałam zidentyfikować. Mężczyzna wskazał mi jeden z foteli. Usiadłam na nim i stwierdziłam, że był cholernie niewygodny. 
-Kwestie rodzinne są mi wiadome. Chciałbym z tobą przeprowadzić krótki wywiad, abym mógł lepiej dostosować różdżkę do twoich potrzeb. 
-Proszę pytać- powiedziałam ze sztucznym uśmiechem na twarzy. Kolesiowi nie wychodziło bycie „uprzejmym staruszkiem”. Jakoś go nie polubiłam, ale co tam. Brniemy dalej w tę rozmowę! Może być nawet zabawnie. 
-Powiedz mi, do jakiego domu chcesz trafić?- spytał uprzejmie 
-To było pytanie retoryczne?- spytałam- To chyba oczywiste, każdy debil by na to wpadł! 
-Dobrze, czyli Gryffindor… 
-NIE! Czy pan w ogóle myśli? Niech pan spojrzy na moją rodzinę. Czy z takimi rodzicami i bratem mogę chcieć być w Gryffindorze?- spytałam 
-Och, bardzo cię przepraszam- powiedział siląc się na spokój- czyli jak mniemam: Slytherin. 
-Nie, no co pan? Ja bym myślała, że mówiąc o MALFOY’ACH  chcę trafić do Haffelpuffu. 
-Proszę się nie denerwować panienko Malfoy- powiedział. Do wyprowadzenia go z równowagi brakowały naprawdę milimetry- przejdźmy do dalszej części wywiadu: Czy jakaś dziedzina magii interesuje cię bardziej niż inne? 
-Głupie pytanie. Jeśli ja niedawno dowiedziałam się, że magia istnieje, jak mogłam zainteresować się jakąś konkretną dziedziną? Myśli pan czasem?- po chwili ciszy dodałam- To było pytanie retoryczne. 
-Panno Malfoy, proszę nie utrudniać pracy mi i sobie.- powoli wychodził już z siebie- Dobrze, dalej. Ile lat pani miała, gdy pojawiły się pierwsze oznaki magicznych mocy, dzika magia? 
-Jakieś… nigdy! Zostało na mnie rzucone zaklęcie ukrywające magiczne moce, myślałam, że kwestie rodzinne są panu znane. 
-Dobrze- westchnął ciężko- myślę, że tę część mamy zakończoną.- podszedł do jakiejś szafki i wyciągnął z niej kilka dziwnie wyglądających rzeczy- pozwolisz, że rzucę na ciebie kilka zaklęć identyfikujących? 
-Jak pan musi- odpowiedziałam bez większego zainteresowania w głosie 
Elemetum- powiedział kierując w moją stronę różdżkę 
-Woda- powiedziałam nawet nie wiedząc czemu, po prostu, coś mi tak jakby kazało. 
-Och, woda. Niebezpieczna, choć pozornie łagodna. Różne twarze dla różnych osób, ale z reguły bardziej szczera. Zdanie innych interesuje cię tyle, co zeszłoroczny śnieg. Asertywna. Ale za to zmienna, jak marcowa pogoda. Przyjaciele się dla ciebie liczą najbardziej. Do pewnego momentu wytrzymasz wszystko, ale jak przekroczy się jakąś granicę wszystko zapamiętasz, za wszystko odpłacisz. 
To był dokładny opis mojej osobowości, a on rozszyfrował to po jednym słowie. Chyba zaczynam szanować kolesia. W pewnym momencie jego różdżka znów była wycelowana we mnie. 
-Liwer –powiedział łagodnie 
-Turkus- powiedziałam znów nieświadomie 
-Turkus… połączenie zieleni i błękitu. Błękit jest dość oczywisty przy żywiole wody. Zieleń… ten kolor musi znaczyć dla ciebie dużo… na pewno więcej niż kolor domu, do którego chcesz trafić. Kojarzy ci się z czymś przyjemnym, ale bardziej z przeszłością. Musiałaś spędzać dużo czasu na łonie natury. Prawda? 
-Tak- powiedziałam lekko zdziwiona, on mi w myślach czytał, czy co? Ale jednak z zielonym łączyło mnie coś więcej… chusta
-Ostatnie zaklęcie- powiedział, po czym znów skierował na mnie swoją różdżkę- Scatius 
-13-nie lubię jak nie panuję nad tym, co mówię!!! 
-Nie jesteś przesądna, wręcz przeciwnie. Odwracasz przesądy do góry nogami. Liczba 13… pierwszy raz spotykam się z osobą mówiącą o tej liczbie. Nie wiem, co to może jeszcze oznaczać… Ale chyba wiem wystarczająco by stworzyć idealną różdżkę dla ciebie.
Mężczyzna zaczął robić różdżkę. Ja w tym czasie porozglądałam się po pokoju. Naprawdę wyglądał dość strasznie… Nie zdążyłam dobrze o tym pomyśleć, a już usłyszałam głos czarodzieja.
-Różdżka gotowa- oznajmił- włókno ze smoczego serca. Drzewo z kasztanowca. 12 i pół cala. Giętka.- podał mi magiczny przedmiot 
-Dziękuję- powiedziałam wychodząc z gabinetu różdżkarza. 
Kiedy doszłam do czekających Emily i Sue zdziwiłam się, że niema z nimi naszych ojców. 
-Hej, gdzie obstawa- spytałam jak tylko byłam blisko nich 
-Nie chciało im się tyle czekać- powiedziała Emily- a tak na serio to poszli pomóc Ginny i Hermionie z naszymi szkolnymi zakupami. Podobno sporo tego. 
-No dziewczyny to, która teraz?- spytał łagodnie pan Olivander. 
-Ja mogę- powiedziała Sue- no Emily tchórzu, jak zwykle ostatnia. 
-Ostatni będą pierwszymi- zacytowała poważnie, świetnie udając nawiedzoną Kłosek. 
-No, proszę, nie mamy całego dnia.- powiedział różdżkarz 
Sue zniknęła za drzwiami, a ja i Emily gadałyśmy o jakichś bzdurach, nie zwracając uwagi na nic, ani na nikogo. Lubiłyśmy tak gadać, choć to się zwykle źle kończyło, bo kiedy zaczynałyśmy o kimś gadać to on zwykle przechodził obok nas wtedy, gdy mówiłyśmy coś, czego słyszeć nie powinien. Zwykle działo się tak w wypadku nauczycieli, ale nie wiedzieć, dlaczego nigdy nie miałyśmy  przypału, jakoś dziwnie nas lubili. 
-Hej dziewczyny- powitała nas wychodząca zza drzwi Sue- no Em teraz ty. Zobaczymy jak ci pójdzie…- chciała ją przestraszyć, to pewne- powodzenia! 
-Spadaj- powiedziała beznamiętnie Emily i poszła do drzwi, które były lekko uchylone. 
-No Sue, opowiadaj jaki żywioł?- spytałam, jak tylko Em zniknęła, a drzwi zamknęły się. 
-Wiatr- powiedziała, poczym dodała- spokojna, ale nie zawsze, w ogóle, wiatr to podobno sprzeczności. 
-Ja woda- oznajmiłam- wybaczająca, ale gdy się przegnie pamiętliwa- powiedziałam- a poza tym to taka, jaka jestem. 
-Dobra, lepiej mów kolor 
-Turkus 
-Ja też!!! 
-Liczba???- spytałam 
-26. Nie mam pojęcie co to znaczy, bo on powiedział, że nie wie. A ty, jaka liczba? 
-13. Też mówił, że nie wie.- powiedziałam- coś mi tu nie pasuje, co on połowy liczb nie zna? 
-Dobra. Nieważne. Ja mam kasztanowiec i  włos jednorożca, a ty? 
-Też kasztanowiec, ale ja mam włókno ze smoczego serca. 
-No nieźle… - powiedziała Sue, po czym zaczęłyśmy taką samą rozmowę jak z Emily, po pewnym czasie z gabinetu wyszła wspomniana koleżanka, a my spojrzałyśmy na nią pytająco. 
-Ogień, kojarzy się z czymś złym. Czarny, mrok.  6,5. Tu nie wie o co chodzi. Kasztanowiec, pióro hipogryfa- tak, też niemiałam pojęcia, ze takie coś występuje w różdżkach.

sobota, 28 grudnia 2013

ROZDZIAŁ 3

Tak jak obiecałam rozdział wstawiam w sobotę ;)
~Sue

~~*~~



Rozdział 3 
-Hej dziewczyny- powitał nas Draco wchodząc do Sali OPCM-u- jak już pewnie Snape wam powiedział ta lekcja jest ze mną. 
-Tak, to nam powiedział. 
-Na lekcje Eliksirów miałyście przeznaczony tydzień, wiec to, że skończyłyście w dwie godziny nieco nas zdziwiło. Dzisiejsze lekcje będą czysto teoretyczne, bo nie macie jeszcze różdżek, ale jutro rano idziemy na Pokątną i robimy małe zakupy. 
-No dobra, to zaczynajmy- powiedziałam 
-A więc może najpierw:, „Co to jest Czarna Magia” 
-Czarna magia - rodzaj praktyk magicznych stosowanych w złych intencjach lub opartych na wierze w możliwość odwoływania się do złej części sił demonicznych, pojmowanych, jako osobowe przeciwieństwa sił dobra i światła. Istnieje wiele rozbieżności w pojmowaniu różnicy pomiędzy białą a czarną magią. Większość współczesnych magów należących do zachodniego kręgu kulturowego żadnemu rodzajowi magii nie przypisuje kolorów, twierdząc, że magia jest tylko narzędziem, a sposób jej wykorzystania zależy tylko od woli czarodzieja. –powiedziała z pamięci Em 
-Idealnie- powiedział zszokowany Draco 
-Może zróbmy jak u Snape’ a, ty nam dasz podręczniki, a my ci powiemy, czego z nich niesiemy. Co ty na to? -zaproponowałam 
-Dobra możemy tak spróbować. 
Chłopak rzucił nam cztery grubych podręczników, a my zaczęłyśmy je dogłębnie studiować. Najgorzej było z –podręcznikiem do pierwszej, bo tam spytałyśmy się go, aż trzy razy. Potem szło znacznie lepiej, a nawet z podręcznika do trzeciej klasy wiedziałyśmy wszystko. 
-Skąd wy to, na Merlina, wiecie? 
-Kiedyś wam to wytłumaczymy- obiecała Em 
-Eliksiry i OPCM miałyście skończyć pod koniec lipca, a nie na początku pierwszego dnia- powiedział rozbawiony mężczyzna 
-Jeszcze praktyka.- zauważyła Sue 
-To potrwa max tydzień 
-Jakie plany na dziś w takim razie- spytałam 
-Minerwa chce was poznać- poinformował Ślizgon 
-Dobrze myślimy, uważając, że ona tu dyrektoruje- zapytała Emily 
-Bardzo dobrze myślicie, ale czy jest takie słowo jak „dyrektoruje”- zapytał Draco 
-W naszym słowniku jest.- powiedziała Em 
-Mniejsza z tym, za jakieś pół godziny obiad w Wielkiej Sali. W tedy poznacie prof. McGonagald. 
-To my się pójdziemy przygotować. –powiedziałyśmy wystraszone 
Pobiegłyśmy szybko do naszych pokoi, po drodze ustaliłyśmy, że ubieramy się w spódniczki i koniecznie na zielono-srebrno, żeby niebyło wątpliwości w jakim domu chcemy być. Zaczęłam szukać jakiś ciuchów, które pasowałyby do opisy. Niestety było to trudne gdyż nie gustowałam specjalnie w spódniczkach. Po długich poszukiwaniach znalazłam ciemno-zieloną spódniczkę sięgającą do połowy ud i srebrną bluzkę na ramiączkach z cekinami. Na całość zarzuciłam jeszcze czarny, luźny sweterek. 
Kiedy wyszłam dziewczyny już na mnie czekały. Były ubrane podobnie jak ja, z tym, że Emily miała na sobie zieloną sukienkę i srebrne bolerko, a Sue srebrną spódniczkę, czarną bluzkę i zielony sweter. Całkowicie niebyło wątpliwości, że chcemy zostać Ślizgonkami.
Po chwili do pokoju wszedł mój brat i na nasz widok lekko zwolnił kroku.
 
-Ładnie wyglądacie –powiedział niepewnie– ale ja czytając te waszą książkę, czyli parodię naszego świata stwierdziłem, że raczej jak już to założycie na siebie czerwień. 
-No to myliłeś się tato- poinformowała Sue- w 100% chcemy być Ślizgonkami, bo należymy do grona „dziwnych fanek Harry’ ego Pottera” 
-Tak, zaraziła nas tym Emily.- powiedziałam- to ona nas wciągnęła w świat fanów. 
-Dobra, wszyscy już czekają. Możemy iść –poinformował mężczyzna
Ruszyłyśmy korytarzami w stronę Wielkiej Sali. Nie spodziewałyśmy się, że ta podróż będzie aż tak męcząca! Tam było z 200 schodów, które musiałyśmy pokonać. Kto to do cholery to projektował?! Na szczęście po długich męczarniach doszłyśmy do celu. Po wejściu do pomieszczenia zdałyśmy sobie sprawę, że oprócz naszych rodziców jest tam tylko prof. McGonagald. Reszta pewnie jest na wakacjach.
 
-Witam was- przywitała nas dyrektorka- raczej mnie znacie, więc nie będę się przedstawiać, wy też nie musicie. 
-Dzień dobry- powiedziałyśmy równo 
-Usiądźcie- powiedziała wskazując nam trzy miejsca przy stole leżące naprzeciwko jej krzesła.
Zrobiłyśmy jak nam kazała.  Na stole stały już najróżniejsze potrawy, wiele z nich już kiedyś jadłyśmy, ale część wyglądała na raczej magiczne. Kiedy wszyscy zaczęli jeść nałożyłyśmy sobie na talerze te potrawy, które według nas wyglądały niegroźnie. Kiedy już powoli kończyłyśmy jedzenie pani profesor zaczęła z nami rozmowę.
 
-A, więc jak bardzo ten świat różni się od waszej książki?- zapytała 
-Bardzo, pani profesor- powiedziała Sue- wiele osób jest po innej stronie niż napisano w książce, wiele osób żyje, a w książce zginęli, a wiele zginęło, a według książki żyli długo i szczęśliwie. 
-Severusie- starsza kobieta zwróciła się do ojca Em- jak wam idą lekcje Eliksirów? 
-Już skończyliśmy- poinformował ją Mistrz Eliksirów 
Pani dyrektor zakrztusiła się sokiem z dyni, który właśnie piła. 
-Ale ja to? Tak szybko?- zapytała po pewnym czasie 
-Skończyliśmy też teorię OPCM-u- dodał Draco 
-Że jak proszę? W ciągu niecałego dnia przerobiliście, aż tyle? –dziwiła się Minerwa 
-No w sumie, to one większość wiedziały już przed przyjazdem tu, z jakiegoś tam „natu” 
-Nie „natu”, tylko „netu”- poprawiła go Em 
-Czyli mugole wiedzą o nas aż tyle?- spytała zdziwiona 
-Tak –odpowiedziałam- są u nas takie jakby szkoły magii, ale z samą teorią i często nawet nie musimy się spotykać żeby się tego uczyć, no i w niektórych opowiadaniach napisane jest parę rzeczy o na przykład tworzeniu eliksirów, bo opowiadanka, które my czytamy są zwykle o tematyce ss/hg, hg/dm, gw/dm, albo severitusy, czy bellamorty, nigdy jeszcze nie czytałam czegoś takiego jak snary czy drary, ale o paru takich opowiadaniach słyszałam.
-Przetłumaczcie- poprosiła McGonagald 
-Dobra- powiedziała Em i wytłumaczyła, co znaczą wcześniejsze skróty. Kiedy doszła do snarów i drarów wszystkich napadł jakiś dziwny kaszel, a Draco zaczął się burzyć i mówić, że ten, kto to wymyślił jest totalnym idiotą.   
-Wiesz tato, bywały lepsze rzeczy, o tobie w necie, takie jak TOP10-powiedziała Sue 
-Warto pytać, co to?- zapytał mój ojciec 
-Nie- odpowiedziałam pewnie- to nie jest nic, o czym chcielibyście wiedzieć. 
-Wy macie dopiero 14 lat i czytacie takie coś? 
-No mówimy, że snarów i drarów nie czytałyśmy- protestowałam 
-Dobra tylko, czemu jakoś nie mogę uwierzyć, że w tych waszych ss/hg, niema nic powyżej 18.- powiedział Draco -Ale naprawdę nie było, przynajmniej nie zawsze.- powiedziała Em 
-Czyli czasem było?- dopytywał się Severus 
-No czasami.- przyznała Sue 
-Dobra, zmieńmy temat- powiedziała McGonagald 
Obiat nie potrwał długo, już o 15 byłyśmy z powrotem w naszym salinie. Nasi rodzice musieli zostać na górze, dyrektorka chciała zamienić z nimi kilka słów. Niechciała mówić przy nas, więc byłyśmy pewne, że rozmowa będzie o nas. Po jakiś 20 minutach nasi rodzice wrócili. 
-O, czym rozmawialiście- spytała Em 
-Minerwa stwierdziła, że nie powinniśmy tak na was naciskać- oznajmił rozbawiony Draco
-A wy na nas naciskacie?- spytałam 
-Minerwa stwierdziła, że to jedyne wytłumaczenie kolorystyki waszych strojów.- powiedział mój ojciec 
-Czyli ona nie wierzy, że po prostu chcemy być Ślizgonkami?- oburzyła się Sue
-Najwidoczniej. Może myśli, że wszystkie nastolatki szaleją za Potterem i całym Gryffindorem- powiedział Snape 
-Bo wszystkie NORMALNE nastolatki w świecie mugoli są takie, ale my nie zaliczałyśmy się tam do najnormalniejszych, każda nasza mugolski koleżanka wam to powie.    
-Tak normalne to wy nie jesteście- skomentował Severus, widocznie przypomniał sobie to, co ujrzał w myślach Em.
-Em niemów, że pokazałaś swojemu ojcu twoje sny!?- zapytała rozbawiona Sue 
-A, co? Miałam go okłamywać? 
-O czy ona śniła?- spytał przerażony Draco 
-Nie chcesz wiedzieć - poinformował Czarnowłosy mężczyzna, a nasza trójka się roześmiała. Sądząc po ich minach to pomyślały o tym samym, co ja „Snape mył Voldemorta… językiem!”, chociaż jemu mogło chodzić o to z ręcznikiem… 
-Jeśli to dotyczy mnie to chce!- oburzył się blondyn 
-No wiesz w pewnym stopniu… ale na pewno NIE chcesz wiedzieć co one o nas myślą- poinformował Snape 
-Chyba im powiedziałeś, ze nie byliśmy  tacy jak nas Rowling opisała?!- burzył się chłopak 
-Ona nas nie widza w ten sposób, mają raczej dziwne wyobrażenia…- Snape chciał chyba coś jeszcze dodać, ale przerwał mu nasz śmiech „dziwne wyobrażenia” dość delikatnie to ujął. 
-Severusie, nie mam ochoty na żarty! 
-Jak tak bardzo chcesz to porozmawiaj z nimi sam! 
-Dziewczyny do mojego gabinetu- powiedział po chwili ciszy 
Poszłyśmy za nim bez  słowa. Zastanawiałam się na ile prawdy mu ukazać. Snape wie wszystko, ale czy to mądre mówić to i jemu? Raczej, na pewno, nie. 
-Co jest takiego, czego Severus nie chce mi powiedzieć?- spytał jak tylko doszliśmy na miejsce.
Przez chwilę panowała cisza. Żadna z nas nie wiedziała jak odpowiedzieć na jego pytanie, patrzyłyśmy się tylko na siebie tempo. Po pewnym czasie zdecydowałam się przerwać milczenie.
-Są to sprawy, o których na pewno nie powinieneś wiedzieć. Mogę cię jednak zapewnić, że nie postrzegamy was, jako tych najgorszych z tych złych. 
-Jednak chciałbym wiedzieć, co myśli o mnie moja córko, siostra i chrześniaczka! 
-Jestem twoją chrześniaczką?- zdziwiła się Em 
-Tak, ale nie zmieniaj tematu.- denerwował się ojciec Sue 
-Dobra sam tego chciałeś!- powiedział wkurzona Em- według naszej wizji świata, tej, w której myślałyśmy, że to tylko zmyślona bajka dla dzieci, wy byliście tymi najfajniejszymi. Naszą Wielką Trójcą, byliście właśnie wy. Seviaczek- Misiaczek, Dracuś i Lucek. To był główny temat naszych rozmów, a często nawet i snów. Nie chcesz wiedzieć, co było w naszych snach… albo nie, jak chciałeś wiedzieć to może powiem ci jedno zdanie, którym zrelacjonowałabym jeden z tych normalniejszych snów: „Spałam z Draco po Lucku”- szok wypisany na jego twarzy dodał jej odwagi- wystarczy, czy może opisać kilka innych snów z wami w roli głównej, Np. o tym jak Snape mył Vol.…- niedane było jej dokończyć 
-Wystarczy!- przerwał jej mężczyzna- zrozumiałem już, dlaczego Snape nie chciał mi tego powiedzieć. 
-No nareszcie to do ciebie dotarło- skomentowałam- chyba, że chcesz troszkę więcej szczegółów, wiesz to naprawdę nie jest koniec… 
-Nie! Naprawdę, starczy. 
-To może zapomnisz o dzisiejszej rozmowie, będzie to dla ciebie zdrowsze, tato. 
-Myślę, że to raczej będzie lepsze dla was. Każdy normalny rodzic nieźle wkurzyłby się na swoją córkę, jeśli dowiedziałby się o takich… erotycznych wizjach, tyczących się o tyle starszych mężczyzn- zauważył. 
-Wy też święci nie jesteście!- zauważyłam- urodziłeś się w 1980 roku, Giny w 1981, a Sue jest, z 1997, więc byliście dość młodzi jak na rodziców! 
-Nie bądź taka mądra! Matka Sue miała 16 lat, gdy ją urodziła, nie tak jak wy, 15! 
-A czy ja powiedziałam, że jestem w ciąży? To tylko głupie myśli i beznadziejne sny. 
-Możemy skończyć ten temat?- spytałam 
-Tak, ale tę rozmowę jeszcze dokończymy Sue.