Rozdział 1
Pewnego słonecznego dnia w wakacje poszłam z dwiema najlepszymi
koleżankami na boisko do koszykówki koło naszej, w sumie już byłej, kochanej szkoły.
Oczywiście powinna nas być piątka, ale te dwa geniusz- Kate i Lotta gdzieś
wybyły. Usiadłyśmy pod ulubionym koszem, który postanowiłyśmy nazwać „Draco” i
gadamy o jakiś bzdurach typu Harry Potter. Naprawdę jesteśmy jego
wielkimi fankami, ale nie postaci tylko filmu i książki. Z postaci zawsze
wolałyśmy Draco, Severusa i Lucjusza… Ślizgoni zawsze byli jacyś tacy… bardziejsi.
Jedyne Gryffonki, jakie lubiłyśmy to Giny i Hermiona, no i oczywiście Syriusz i
Remus, ale ich nie da się nie lubić.
-Em no mówię ci jesteś
podobna do Seva i Hermiony. I tylko nie zaprzeczaj! Jeśli mi nie wierzysz
spójrz w lustro.- Faktyczne, była to prawda, Emily miała dokładnie takie włosy
jak Hermiona, a kolor oczu z pewnością odziedziczyła po Severusie. Była jednak
niska, więc ta część budowy odróżniała ją od Mistrza Eliksirów.
-Ta, a ty do Draco.- Również
szczera prawda, Sue miała tlenione, blond włosy i niebieskie oczy. Poza
tym była szczupła, ale miała Wesley’ owski uśmiech.
-Ta Em, na pewno, jeszcze została
Kate.
-Ja nie jestem podobna do
nikogo!- Broniłam się, wiedziałam, że zaraz porównają mnie, albo do Harry’ ego
albo do Rona, czy innego Gryfona. Znając je od razu wyjadą z
Longbottonem.
-No trochę jesteś do Draco, ale
nawet jakby bardziej do Lucka i masz włosy Bellatrix. Taki nie ogar na łbie.- Komentowała
Em, co było najszerszą prawdą. Moje włosy zawsze, ale to zawsze układały się
zupełnie inaczej niż chciałam, nie, wróć- one w ogóle się nie układały. Poza
tym miały taki sam kolor jak te Belli, no może były minimalnie jaśniejsze.
-No cóż może nawet być. Ale za te
włosy to cię kiedyś dopadnę! Ale Sue ma racje normalnie jesteś połączeniem Seva
i Miony.
-Niby gdzie?
-Domyśl się, co ci bym
odpowiedziała, a poza tym jesteś tak mądra jak Hermiona, taka trochę nasza
Panna- Wiem- To- Wszystko, a w UMIC-u same „wybitne” na Eliksirach i Transmutacji,
i na…
-No cóż, z tym się zgodzę ja
ZAWSZE wiem WSZYSTKO.
-I, jaka jesteś skromna…
Zaczęłyśmy się śmiać w najlepsze.
Te chwile lubię najbardziej, kiedy jesteśmy razem i nie możemy ogarnąć napadu
głupawki, co zdarza się u nas zdecydowanie za często jak na normalne( ta my i
normalne) osobniki gatunku ludzkiego, rodzaju żeńskiego
Aż tu nagle podchodzi do
nas trzech dość wysokich mężczyzn i dwie kobiety. Mężczyźni byli ubrani jak
Śmierciożercy w HP, a kobiety miały na sobie bardzo tradycyjne, czarodziejskie
szaty, nie uczniowskie, tylko takie, jakie nosiła Minerwa McGonagald. Wyglądali
jakby wracali z balu przebierańców, albo chcieli zbierać cukierki 31
października, tylko byli na trochę za starzy. Jeden z mężczyzn
wyciąga różdżkę i rzuca na nas jakieś zaklęcie. ”Drętwotę”, jeśli się nie mylę.
Na początku myślałam, że to jest tylko sen, cudowny, niestety jedynie sen, ale
potem stwierdziłam, że gdyby to był sen nigdy bym nie pomyślała o tym, że ja
śnię. Chyba logiczne.
W tedy zemdlałam. Obudziłam się
dopiero w ciemnym pomieszczeniu, który przypominał salę do chemii, ale było bardziej
… magiczne, na ławkach stały nie probówki, tylko kociołki. Zdawało mi się jak
bym skądś znała to miejsce. Jakbym je kiedyś widziała, ale nie mogłam sobie
przypomnieć gdzie. Dopiero po paru minutach zorientowałam się, że moje koleżanki
też tu są.
-Kate, Kate!- Zaczęła wołać mnie Emily
-Tu jestem – krzyknęłam – a gdzie
Sue?
-Jestem z Emily!
-Em tobie też się wydaje, że to
wygląda jak… Hogwart? – Spytałam niepewnie podchodząc po omacku w ich stronę,
bo pomieszczenia było nieoświetlone.
-No tak trochę, a ty Sue jak
myślisz?
-To niedorzeczne, ale tak, tak to
wygląda.
Nawet nie widziałyśmy, kiedy do
pomieszczenia wszedł wyskoki, ciemno włosy mężczyzna o oczach tak czarnych, że
najgłębsze otchłanie są przy nich niczym. Kiedy wreszcie ktoś zapalił świece,
mogłyśmy zobaczyć, kto jest z nami w pomieszczeniu. To był… Snape, a z
nim za rękę szła Hermiona z tyły byli jaszcze Lucjusz Malfoy i Draco z Giny, a
wszyscy wyglądali na podekscytowanych, tylko Sev miał swój zwykły poker face.
Jaki to on.
-Hej dziewczyny!- Zawołała
radośnie Giny
-Przejdźmy do sedna- zaproponował
Snape- czytałyście Harry’ ego Pottera?
-Severusie, może najpierw jakiś
wstęp?- Spytała Hermiona widocznie zaniepokojona naszymi minami, które wyrażały
głównie nie dowierzanie, strach i zdziwienie
-Po, co?- Zapytał, po czym
zwrócił się znów do nas-Odpowiedzcie na pytanie.
-Tak i to nie raz i nie
dwa- powiedziałyśmy chórem
-A, więc: to w większości była
prawda z tym, że ja nie zgiąłem, Draco w szóstej klasie przeszedł na jasną
stronę, Hermiona niebyła z Ronem, bo on zgiął, Lucjusz był dobry, bo tak jak ja
był szpiegiem a Giny niebyła z Potterem, bo on też zginął razem z swoim przyjacielem,
ale wojna trwa. – Mówił to takim beztroskim głosem, jakby chodziło o jutrzejszą
pogodę, a nie o tym, że musimy zmienić pogląd na cały świat. Był to dla nas
szok i on raczej powinien o tym wiedzieć.
-I, co my mamy z tym wspólnego?- Zapytała
Sue bardzo przestraszonym głosem, bo ja i Emily byłyśmy zbyt wstrząśnięte tym,
że największa fikcja naszego świata okazała się prawdą, by o cokolwiek
zapytać.
-A to- zaczął Snape-, że
urodziłyście się w czasach zaciętej wojny, więc nie byłyście wychowywane przez
swoich rodziców.
Po tych słowach cała nasza trójka
zbaraniała. Przez dłuższy czas panowało w Sali nieznośne milczenie.
-Bo widzicie- zaczęła tym razem
Hermiona- wy nie jesteście mugolkami. Powinniście iść teraz na piąty rok nauki
w Hogwarcie, ale wasi przyszywani rodzice nie chcieli was puścić, bo bali się o
was. Dopiero teraz ich przekonaliśmy, że w szkole będziecie bezpieczne.
-Kim są nasi prawdziwi rodzice?- Zapytałam
drżącym głosem, bo już znałam odpowiedź, a sądząc po minach moich koleżanek-
one z pewnością też
-Jesteśmy tu. – Powiedział z
powagą Draco
Na chwilę znów zapadła głucha
cisza. „Czyli jednak”- pomyślałam. Tym razem pierwsza ocknęła się Emily.
Podeszła do Snape’ a i Hermiony patrząc na nisz pytająco
- Tak Emily, to my jesteśmy
twoimi rodzicami- powiedziała Hermiona przytulając ją do siebie jakby nigdy nic
się nie stało
Następnie Sue podeszła do Draco i
Giny z takim samym spojrzeniem, na co oni jedynie pokiwali głowami i rozpłakali
się
-A, więc- zaczęłam- Tato?– Podeszłam
do Lucjusz powoli, a on rozłożył ramiona z taką niepewnością, że zrobiło mi się
go żal, przez co nawet nie przyszło mi na myśl by znienawidzić go za te
wszystkie lata życia w niewiedzy, podbiegłam do niego, przytuliłam i
postanowiłam myśleć o sobie, jako o Kate Malfoy, z wspaniałego rodu Malfoy’
ów.
-Jest początek lipca-po pewnej
chwili zaczął znów rzeczowo Snape- we wrześniu idziecie na piąty rok, więc do
tego czasu musicie nadrobić cztery lata nauki. Na szczęście macie przed sobą
nauczyciela Eliksirów- jak się domyślacie, to jestem nim ja, Zaklęć- wskazał na
mojego tatę – Opcm- u – wskazał Draco- i Transmutacji- wskazał na Hermionę.
-Dobra, to był dzień pełen wrażeń
chodźcie spać, jutro zaczynacie naukę- powiedział Luc… tfu znaczy mój
tata
Wyszliśmy z Sali i ruszyliśmy
lochami w stronę, gdzie według filmu powinny znajdować się komnaty Snape’ a.
Kiedy weszliśmy do pomieszczenia zobaczyłam przed sobą wielkie i potężne drzwi,
które prowadziły do prywatnych pokoi? Na pierwszych był wielki napis SNAPE na
drugich MALFOY a na trzecich MALFOY YOUNIOR. Weszłam razem z ojcem do naszej
sypialni. Był to dość duży pokój, zielono-srebrny, w którym były dwa łóżka
jedno dwu i drugie jedno osobowe. Na półkach zobaczyłam też swoje rzeczy, więc
miałam pewność, że niczego mi nie zabraknie, ale jednocześnie zastanawiałam się,
kiedy one się tu znalazły. Oprócz tego w pokoju było tylko niewielkie biurko,
na którym leżał kałamarz, trzy pióra i jakieś szare papiery.
-Kochanie połóż się.- Powiedział
łagodnie ojciec
-Chcę porozmawiać- odpowiedziałam
szybko.
-O, czym?- Zapytała zachęcająco
mój tata, nie to słowo brzmi dumnie, jeśli chodzi o niego, to
na zawsze pozostanie Lucek.
-O wielu rzeczach. Na przykład,
czy jeszcze kiedyś zobaczę tamtych rodziców?- Nie chciałam powiedzieć
„rodziców”, ale nie mogłam też powiedzieć na nich po imieniu, czy takie sytuacje
zawsze musza być tak skąpi kowane?
-Jeśli będziesz chciała to nawet
jutro.- Powiedział spokojnie, w sumie to podziwiam go za ten spokoju i
opanowanie, pierwszy raz rozmawia ze swoją córką, a zachowuje się jakby to robił,
co wieczór.
-Nie. Na pewno nie tak szybko.
Musze to wszystko sobie poukładać. Oni zatajali przede mną prawdę, przez całe
życie, czemu nie puścili nas do Hogwartu.
-Podobno bali się o wasze
bezpieczeństwo, wiedzieli, czemu trafiłyście do nich, znali zagrożenie i nie
chcieli was na to narażać, robili to w dobrej wierze, nie miej im tego za złe,
po prostu chcieli was chronić. Chcesz coś jeszcze wiedzieć?- spytał zmieniając
temat
-Tak, jest mnóstwo pytań, które
musze zadać. Np. czy Em i Sue mają jakieś rodzeństwo, i czy ja mam kogoś oprócz
Draco?- Spytałam już trochę niepewnie
-Emily ma 12-letniego brata, a
Sue 12-letnią siostrę, a ty oprócz Draco mniemasz żadnego rodzeństwa, więc
prawie jesteś jedynaczką. Taka wielka różnica wieku!
-Jak to możliwe, że my trzy
trzymałyśmy się zawsze razem? Raczej niewierze w takie zbiegi
okoliczności.
-Szczerze mówią, to był zbieg okoliczności. Ja Severus i Draco
mieliśmy zadbać o wasze dobre kontakty, ale całkowicie nam to nie wychodziło,
więc kiedy kończyłyście szóstą klasę szkoły podstawowej daliśmy sobie
spokój, a w tedy wy zaczęłyście ze sobą rozmawiać i razem wychodzić na dwór i
śmiać się bez powodu. Wiesz nawet nie wiem, co was tak zbliżyło, ale cieszę się,
że to się stało, teraz będzie wam łatwiej.
Och, gdybyś wiedział- pomyślałam- no cóż, raczej dobrze, że nie wie, to w końcu mój ojciec.
Och, gdybyś wiedział- pomyślałam- no cóż, raczej dobrze, że nie wie, to w końcu mój ojciec.
-Nie mam więcej pytań,
przynajmniej na razie. Jeśli pozwolisz pójdę spać.
-Oczywiście, śpij dobrze.
Przebrałam się w piżamę i
położyłam do łóżka, ale nie mogłam zasnąć. Przypomniała mi się nasza rozmowa na
boisku. Zachciało mi się śmiać. Jednak trafiłyśmy świetnie z tym, do kogo
jesteśmy podobne, cóż takie żarty, a ile w nich prawdy. Byłam ciekawa jak tam
dziewczyny, czy też nie mogą zasnąć. Aż nagle usłyszałam głos Emily.
-Mam pomysł!
Może to nic nadzwyczajnego, ale w
naszym języku „mam pomysł" oznacza „idziemy do kibla” tak jakoś się
przyjęło i tak już u nas jest, więc wyszłam z łóżka i poszłam do wspólnego saloniku.
-Czyli wy też nie mogłyście zasnąć?-
Spytałam dziewczyn.
-Wow, cóż za twórcze odkrycie,
naprawdę, na miarę Nobla- Ironizowała Sue
-Ha… Ha… Ha…- weź wymyśl coś
oryginalniejszego niż ten twój Nobel, to się zrobiło nudnawe troszq.
-Dobra idziemy.-Zarządziła Em
przerywając nasza „twórczą dyskusje o nic”. Była w tym dobra, gdyby nie ona
nasza przyjaźń rozpadła by się lata świetlne temu!
I ruszyłyśmy. Wolałyśmy nie rozmawiać na korytarzu, bo nigdy nie wiadomo, kto jeszcze jest w zamku, a po za tym jest mnóstwo portretów i duchów. Dopiero w łazience zaczęłyśmy rozmowę.
I ruszyłyśmy. Wolałyśmy nie rozmawiać na korytarzu, bo nigdy nie wiadomo, kto jeszcze jest w zamku, a po za tym jest mnóstwo portretów i duchów. Dopiero w łazience zaczęłyśmy rozmowę.
-Dziewczyny pamiętacie naszą
rozmowę dziś rano?- Zapytałam
-Pewnie-odpowiedziała Sue-, ale trafiłyśmy,
co?
-No, a ty nam Em nie wierzyłaś,
że przypominasz Seviaczka- Misiaczka.
-Niemów tak na mojego ojcu!-
powiedziała Em hamując śmiech- A ty, co Sue pewnie cieszysz się, że masz
takiego ojca? Dracuś!
-Ty jesteś zboczona! Nie zarywaj
do mojego ojca, bo nie chcę takiej macochy!
-Ale, jakiej? –spytała niewinnie Emily
-Takiej chorej, co śni o moim
dziadku- powiedziała Sue
-To mój ojciec Sue. I, Em, nie
chcę cię w rodzinie!- powiedziałam
-Co ja poradzę, że Lucek jest
suuuper, ale nie bój się nie zamierzam zarywać do niego, trochę za stary, wolałabym
Draco, ale on ma żonę.
-Głupie jesteśmy, wiecie?-
spytałam
-Wiemy- odpowiedziały
chórkiem
-Ale naprawdę, Em to wszystko tak
przypomina twoje sny.
-Bardziej Sue- zaprzeczyła- ja
śniłam, ze któraś z nas wychodzi za któregoś z nich, a nie, że są naszymi
ojcami, a to spora różnica.
-Fakt, to w snach Sue byłam córką
twoją i Bellatrix, a ty byłaś żoną Snape’ a i miałaś 20 dzieci, ale żadne nie
było z nim i co ważniejsze Potter był bliźniakiem, a w sumie bliźniaczką
Draco.
-Jakby któryś z nich nas
usłyszał…
- Dobra wracamy-zarządziła
Sue
-To nie ty tu decydujesz- powiedziałam
podnosząc dumnie głowę
-Ta, Kate, a może ty, co?-
spytała Sue
-Jak ty się do mnie odzywasz.
Jestem twoją ciotką-Powiedziałam udając ważny ton, ale nie mogłam opanować śmiech
-Kate ma racje Sue- powiedziała Emily
również niezbyt przekonująco
-I ty Brutusie przeciwko
mnie!
Po tych słowach już nie
wytrzymałyśmy i zaczęłyśmy się śmiać jak idiotki. Ruszyłyśmy do naszego
apartamentu, cały czas się śmiejąc. Kiedy weszłyśmy do środka zobaczyłyśmy naszych
ojców siedzących na kanapie z minami bardzo zaniepokojonymi.
-Gdzie byłyście?- zapytał
spokojnie Snape
-W toalecie-powiedziałyśmy
chórem
-Czy wy musicie mówić chórem- spytał
już trochę zdenerwowany
-Tak-odpowiedziałyśmy jednocześnie
robiąc taki sam wredny uśmiech jak on.
-Jak wy robicie ten
uśmiech-spytał Draco- mi się on nigdy nie udał!
-Pół roku nauki i wiele
nieudanych prób robi swoje.- powiedziałyśmy znów razem i nasz uśmiech jeszcze
się powiększył
-Idźcie spać.
-Okej-znowu chórek
Wprowadziłaś tu Wirtualny ŚM czy tylko mi się zdawało?
OdpowiedzUsuńMożna tak powiedzieć, ale to tylko jest mowa o jednej szkole, która z resztą już nie funkcjonuje. A co?
Usuń~Sue
Sama się w niej uczyłam :)
UsuńFajne, trochę humoru ;* lovciam ^^
OdpowiedzUsuń