czwartek, 26 grudnia 2013

ROZDZIAŁ 1



Rozdział 1 
Pewnego słonecznego dnia w wakacje poszłam z dwiema najlepszymi koleżankami na boisko do koszykówki koło naszej, w sumie już byłej,  kochanej szkoły. Oczywiście powinna nas być piątka, ale te dwa geniusz- Kate i Lotta gdzieś wybyły. Usiadłyśmy pod ulubionym koszem, który postanowiłyśmy nazwać „Draco” i gadamy o jakiś bzdurach typu Harry Potter. Naprawdę jesteśmy  jego wielkimi fankami, ale nie postaci tylko filmu i książki. Z postaci zawsze wolałyśmy Draco, Severusa i Lucjusza… Ślizgoni zawsze byli jacyś tacy… bardziejsi. Jedyne Gryffonki, jakie lubiłyśmy to Giny i Hermiona, no i oczywiście Syriusz i Remus, ale ich nie da się nie lubić.
 -Em no mówię ci jesteś podobna do Seva i Hermiony. I tylko nie zaprzeczaj! Jeśli mi nie wierzysz spójrz w lustro.- Faktyczne, była to prawda, Emily miała dokładnie takie włosy jak Hermiona, a kolor oczu z pewnością odziedziczyła po Severusie. Była jednak niska, więc ta część budowy odróżniała ją od Mistrza Eliksirów. 
-Ta, a ty do Draco.- Również szczera prawda, Sue miała tlenione, blond włosy i  niebieskie oczy. Poza tym była szczupła, ale miała Wesley’ owski uśmiech.
-Ta Em, na pewno, jeszcze została Kate.
-Ja nie jestem podobna do nikogo!- Broniłam się, wiedziałam, że zaraz porównają mnie, albo do Harry’ ego albo do Rona, czy innego Gryfona. Znając je od razu wyjadą z Longbottonem. 
-No trochę jesteś do Draco, ale nawet jakby bardziej do Lucka i masz włosy Bellatrix. Taki nie ogar na łbie.- Komentowała Em, co było najszerszą prawdą. Moje włosy zawsze, ale to zawsze układały się zupełnie inaczej niż chciałam, nie, wróć- one w ogóle się nie układały. Poza tym miały taki sam kolor jak te Belli, no może były minimalnie jaśniejsze. 
-No cóż może nawet być. Ale za te włosy to cię kiedyś dopadnę! Ale Sue ma racje normalnie jesteś połączeniem Seva i Miony. 
-Niby gdzie? 
-Domyśl się, co ci bym odpowiedziała, a poza tym jesteś tak mądra jak Hermiona, taka trochę nasza Panna- Wiem- To- Wszystko, a w UMIC-u same „wybitne” na Eliksirach i Transmutacji, i na… 
-No cóż, z tym się zgodzę ja ZAWSZE wiem WSZYSTKO. 
-I, jaka jesteś skromna… 
Zaczęłyśmy się śmiać w najlepsze. Te chwile lubię najbardziej, kiedy jesteśmy razem i nie możemy ogarnąć napadu głupawki, co zdarza się u nas zdecydowanie za często jak na normalne( ta my i normalne) osobniki gatunku  ludzkiego, rodzaju żeńskiego 
 Aż tu nagle podchodzi do nas trzech dość wysokich mężczyzn i dwie kobiety. Mężczyźni byli ubrani jak Śmierciożercy w HP, a kobiety miały na sobie bardzo tradycyjne, czarodziejskie szaty, nie uczniowskie, tylko takie, jakie nosiła Minerwa McGonagald. Wyglądali jakby wracali z balu przebierańców, albo chcieli zbierać cukierki 31 października, tylko byli na trochę za starzy. Jeden z mężczyzn wyciąga różdżkę i rzuca na nas jakieś zaklęcie. ”Drętwotę”, jeśli się nie mylę. Na początku myślałam, że to jest tylko sen, cudowny, niestety jedynie sen, ale potem stwierdziłam, że gdyby to był sen nigdy bym nie pomyślała o tym, że ja śnię. Chyba logiczne. 
W tedy zemdlałam. Obudziłam się dopiero w ciemnym pomieszczeniu, który przypominał salę do chemii, ale było bardziej … magiczne, na ławkach stały nie probówki, tylko kociołki. Zdawało mi się jak bym skądś znała to miejsce. Jakbym je kiedyś widziała, ale nie mogłam sobie przypomnieć gdzie. Dopiero po paru minutach zorientowałam się, że moje koleżanki też tu są. 
-Kate, Kate!- Zaczęła wołać mnie Emily 
-Tu jestem – krzyknęłam – a gdzie Sue? 
-Jestem z Emily! 
-Em tobie też się wydaje, że to wygląda jak… Hogwart? – Spytałam niepewnie podchodząc po omacku w ich stronę, bo pomieszczenia było nieoświetlone. 
-No tak trochę, a ty Sue jak myślisz? 
-To niedorzeczne, ale tak, tak to wygląda. 
Nawet nie widziałyśmy, kiedy do pomieszczenia wszedł wyskoki, ciemno włosy mężczyzna o oczach tak czarnych, że najgłębsze otchłanie są przy nich niczym. Kiedy wreszcie ktoś zapalił świece, mogłyśmy zobaczyć, kto jest z nami w pomieszczeniu.  To był… Snape, a z nim za rękę szła Hermiona z tyły byli jaszcze Lucjusz Malfoy i Draco z Giny, a wszyscy wyglądali na podekscytowanych, tylko Sev miał swój zwykły poker face. Jaki to on. 
-Hej dziewczyny!- Zawołała radośnie Giny 
-Przejdźmy do sedna- zaproponował Snape- czytałyście Harry’ ego Pottera? 
-Severusie, może najpierw jakiś wstęp?- Spytała Hermiona widocznie zaniepokojona naszymi minami, które wyrażały głównie nie dowierzanie, strach i zdziwienie 
-Po, co?- Zapytał, po czym zwrócił się znów do nas-Odpowiedzcie na pytanie. 
-Tak  i to nie raz i nie dwa- powiedziałyśmy chórem 
-A, więc: to w większości była prawda z tym, że ja nie zgiąłem, Draco w szóstej klasie przeszedł na jasną stronę, Hermiona niebyła z Ronem, bo on zgiął, Lucjusz był dobry, bo tak jak ja był szpiegiem a Giny niebyła z Potterem, bo on też zginął razem z swoim przyjacielem, ale wojna trwa. – Mówił to takim beztroskim głosem, jakby chodziło o jutrzejszą pogodę, a nie o tym, że musimy zmienić pogląd na cały świat. Był to dla nas szok i on raczej powinien o tym wiedzieć. 
-I, co my mamy z tym wspólnego?- Zapytała Sue bardzo przestraszonym głosem, bo ja i Emily byłyśmy zbyt wstrząśnięte tym, że największa fikcja naszego świata okazała się prawdą, by o cokolwiek zapytać. 
-A to- zaczął Snape-, że urodziłyście się w czasach zaciętej wojny, więc nie byłyście wychowywane przez swoich rodziców. 
Po tych słowach cała nasza trójka zbaraniała. Przez dłuższy czas panowało w Sali nieznośne milczenie. 
-Bo widzicie- zaczęła tym razem Hermiona- wy nie jesteście mugolkami. Powinniście iść teraz na piąty rok nauki w Hogwarcie, ale wasi przyszywani rodzice nie chcieli was puścić, bo bali się o was. Dopiero teraz ich przekonaliśmy, że w szkole będziecie bezpieczne. 
-Kim są nasi prawdziwi rodzice?- Zapytałam drżącym głosem, bo już znałam odpowiedź, a sądząc po minach moich koleżanek- one z pewnością też 
-Jesteśmy tu. – Powiedział z powagą Draco 
Na chwilę znów zapadła głucha cisza. „Czyli jednak”- pomyślałam. Tym razem pierwsza ocknęła się Emily. Podeszła do Snape’ a i Hermiony patrząc na nisz pytająco 
- Tak Emily, to my jesteśmy twoimi rodzicami- powiedziała Hermiona przytulając ją do siebie jakby nigdy nic się nie stało 
Następnie Sue podeszła do Draco i Giny z takim samym spojrzeniem, na co oni jedynie pokiwali głowami i rozpłakali się 
-A, więc- zaczęłam- Tato?– Podeszłam do Lucjusz powoli, a on rozłożył ramiona z taką niepewnością, że zrobiło mi się go żal, przez co nawet nie przyszło mi na myśl by znienawidzić go za te wszystkie lata życia w niewiedzy, podbiegłam do niego, przytuliłam i postanowiłam myśleć o sobie, jako o Kate Malfoy, z wspaniałego rodu Malfoy’ ów. 
-Jest początek lipca-po pewnej chwili zaczął znów rzeczowo Snape- we wrześniu idziecie na piąty rok, więc do tego czasu musicie nadrobić cztery lata nauki. Na szczęście macie przed sobą nauczyciela Eliksirów- jak się domyślacie, to jestem nim ja, Zaklęć- wskazał na mojego tatę – Opcm- u – wskazał Draco- i Transmutacji- wskazał na Hermionę. 
-Dobra, to był dzień pełen wrażeń chodźcie spać, jutro zaczynacie naukę- powiedział Luc… tfu znaczy mój tata 
Wyszliśmy z Sali i ruszyliśmy lochami w stronę, gdzie według filmu powinny znajdować się komnaty Snape’ a. Kiedy weszliśmy do pomieszczenia zobaczyłam przed sobą wielkie i potężne drzwi, które prowadziły do prywatnych pokoi? Na pierwszych był wielki napis SNAPE na drugich MALFOY a na trzecich MALFOY YOUNIOR. Weszłam razem z ojcem do naszej sypialni. Był to dość duży pokój, zielono-srebrny, w którym były dwa łóżka jedno dwu i drugie jedno osobowe. Na półkach zobaczyłam też swoje rzeczy, więc miałam pewność, że niczego mi nie zabraknie, ale jednocześnie zastanawiałam się, kiedy one się tu znalazły. Oprócz tego w pokoju było tylko niewielkie biurko, na którym leżał kałamarz, trzy pióra i jakieś szare papiery. 
-Kochanie połóż się.- Powiedział łagodnie ojciec 
-Chcę porozmawiać- odpowiedziałam szybko. 
-O, czym?- Zapytała zachęcająco mój tata,  nie to słowo brzmi dumnie, jeśli chodzi o niego, to na zawsze  pozostanie Lucek. 
-O wielu rzeczach. Na przykład, czy jeszcze kiedyś zobaczę tamtych rodziców?- Nie chciałam powiedzieć „rodziców”, ale nie mogłam też powiedzieć na nich po imieniu, czy takie sytuacje zawsze musza być tak skąpi kowane? 
-Jeśli będziesz chciała to nawet jutro.- Powiedział spokojnie, w sumie to podziwiam go za ten spokoju i opanowanie, pierwszy raz rozmawia ze swoją córką, a zachowuje się jakby to robił, co wieczór. 
-Nie. Na pewno nie tak szybko. Musze to wszystko sobie poukładać. Oni zatajali przede mną prawdę, przez całe życie, czemu nie puścili nas do Hogwartu. 
-Podobno bali się o wasze bezpieczeństwo, wiedzieli, czemu trafiłyście do nich, znali zagrożenie i nie chcieli was na to narażać, robili to w dobrej wierze, nie miej im tego za złe, po prostu chcieli was chronić. Chcesz coś jeszcze wiedzieć?- spytał zmieniając temat 
-Tak, jest mnóstwo pytań, które musze zadać. Np. czy Em i Sue mają jakieś rodzeństwo, i czy ja mam kogoś oprócz Draco?- Spytałam już trochę niepewnie 
-Emily ma 12-letniego brata, a Sue 12-letnią siostrę, a ty oprócz Draco mniemasz żadnego rodzeństwa, więc prawie jesteś jedynaczką. Taka wielka różnica wieku! 
-Jak to możliwe, że my trzy trzymałyśmy się zawsze razem? Raczej niewierze w takie zbiegi okoliczności. 
-Szczerze mówią, to był zbieg okoliczności.  Ja Severus i Draco mieliśmy zadbać o wasze dobre kontakty, ale całkowicie nam to nie wychodziło, więc kiedy kończyłyście szóstą klasę szkoły podstawowej  daliśmy sobie spokój, a w tedy wy zaczęłyście ze sobą rozmawiać i razem wychodzić na dwór i śmiać się bez powodu. Wiesz nawet nie wiem, co was tak zbliżyło, ale cieszę się, że to się stało, teraz będzie wam łatwiej.
Och, gdybyś wiedział- pomyślałam- no cóż, raczej dobrze, że nie wie, to w końcu mój ojciec.    
-Nie mam więcej pytań, przynajmniej na razie. Jeśli pozwolisz pójdę spać. 
-Oczywiście, śpij dobrze. 
Przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka, ale nie mogłam zasnąć. Przypomniała mi się nasza rozmowa na boisku. Zachciało mi się śmiać. Jednak trafiłyśmy świetnie z tym, do kogo jesteśmy podobne, cóż takie żarty, a ile w nich prawdy. Byłam ciekawa jak tam dziewczyny, czy też nie mogą zasnąć. Aż nagle usłyszałam głos Emily. 
-Mam pomysł! 
Może to nic nadzwyczajnego, ale w naszym języku „mam pomysł" oznacza „idziemy do kibla” tak jakoś się przyjęło i tak już u nas jest, więc wyszłam z łóżka i poszłam do wspólnego saloniku. 
-Czyli wy też nie mogłyście zasnąć?- Spytałam dziewczyn. 
-Wow, cóż za twórcze odkrycie, naprawdę, na miarę Nobla- Ironizowała Sue 
-Ha… Ha… Ha…- weź wymyśl coś oryginalniejszego niż ten twój Nobel, to się zrobiło nudnawe troszq. 
-Dobra idziemy.-Zarządziła Em przerywając nasza „twórczą dyskusje o nic”. Była w tym dobra, gdyby nie ona nasza przyjaźń rozpadła by się lata świetlne temu!
I ruszyłyśmy. Wolałyśmy nie rozmawiać na korytarzu, bo nigdy nie wiadomo, kto jeszcze jest w zamku, a po za tym jest mnóstwo portretów i duchów. Dopiero w łazience zaczęłyśmy rozmowę. 
-Dziewczyny pamiętacie naszą rozmowę dziś rano?- Zapytałam 
-Pewnie-odpowiedziała Sue-, ale trafiłyśmy, co? 
-No, a ty nam Em nie wierzyłaś, że przypominasz Seviaczka- Misiaczka. 
-Niemów tak na mojego ojcu!- powiedziała Em hamując śmiech- A ty, co Sue pewnie cieszysz się, że masz takiego ojca? Dracuś! 
-Ty jesteś zboczona! Nie zarywaj do mojego ojca, bo nie chcę takiej macochy! 
-Ale, jakiej? –spytała niewinnie Emily 
-Takiej chorej, co śni o moim dziadku- powiedziała Sue 
-To mój ojciec Sue. I, Em, nie chcę cię w rodzinie!- powiedziałam 
-Co ja poradzę, że Lucek jest suuuper, ale nie bój się nie zamierzam zarywać do niego, trochę za stary, wolałabym Draco, ale on ma żonę. 
-Głupie jesteśmy, wiecie?- spytałam 
-Wiemy- odpowiedziały chórkiem 
-Ale naprawdę, Em to wszystko tak przypomina twoje sny. 
-Bardziej Sue- zaprzeczyła- ja śniłam, ze któraś z nas wychodzi za któregoś z nich, a nie, że są naszymi ojcami, a to spora różnica. 
-Fakt, to w snach Sue byłam córką twoją i Bellatrix, a ty byłaś żoną Snape’ a i miałaś 20 dzieci, ale żadne nie było z nim i co ważniejsze Potter był bliźniakiem, a w sumie bliźniaczką Draco. 
-Jakby któryś z nich nas usłyszał… 
- Dobra wracamy-zarządziła Sue 
-To nie ty tu decydujesz- powiedziałam podnosząc dumnie głowę 
-Ta, Kate, a może ty, co?- spytała Sue 
-Jak ty się do mnie odzywasz. Jestem twoją ciotką-Powiedziałam udając ważny ton, ale nie mogłam opanować śmiech 
-Kate ma racje Sue- powiedziała Emily również niezbyt przekonująco 
-I ty Brutusie przeciwko mnie! 
Po tych słowach już nie wytrzymałyśmy i zaczęłyśmy się śmiać jak idiotki. Ruszyłyśmy do naszego apartamentu, cały czas się śmiejąc. Kiedy weszłyśmy do środka zobaczyłyśmy naszych ojców siedzących na kanapie z minami bardzo zaniepokojonymi. 
-Gdzie byłyście?- zapytał spokojnie Snape 
-W toalecie-powiedziałyśmy chórem 
-Czy wy musicie mówić chórem- spytał już trochę zdenerwowany 
-Tak-odpowiedziałyśmy jednocześnie robiąc taki sam wredny uśmiech jak on. 
-Jak wy robicie ten uśmiech-spytał Draco- mi się on nigdy nie udał! 
-Pół roku nauki i wiele nieudanych prób robi swoje.- powiedziałyśmy znów razem i nasz uśmiech jeszcze się powiększył 
-Idźcie spać. 
-Okej-znowu chórek

4 komentarze:

  1. Wprowadziłaś tu Wirtualny ŚM czy tylko mi się zdawało?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można tak powiedzieć, ale to tylko jest mowa o jednej szkole, która z resztą już nie funkcjonuje. A co?

      ~Sue

      Usuń
    2. Sama się w niej uczyłam :)

      Usuń
  2. Fajne, trochę humoru ;* lovciam ^^

    OdpowiedzUsuń