poniedziałek, 27 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 7



Rozdziały są dodawane co sobotę (ten wyjątkowo w poniedziałek). Prosimy komentujcie, chcemy wiedzieć, czy ktoś to czyta :) 

Rozdział 7 
Weszliśmy do sali od zaklęć. Tym razem ławki były trzy osobowe, więc usiadłyśmy w tróję. Naszym starym zwyczajem Sue usiadła w środku. Zawsze w mugolskiej szkole, kiedy były takie ławki najwyższa z nas siadała w środku, a jedynym elementem zmiennym było, po której stronie siedzę ja, a po której Emily. 
-Dziś spróbujemy przypomnieć sobie zaklęcie zwiększające. Są to podstawy, aby zdać SUM- y z Zaklęć. Więc kto pamięta jak brzmi to zaklęcie? 
Z całej klasy zgłosiłyśmy się tylko my trzy. Ćwiczyłyśmy to zaklęcie jakieś 3 tygodnie temu, ale dobrze je pamiętałyśmy.
-Proszę- wskazał na Emily
-Bessa- powiedziała pewnie
-Ruch różdżką- wskazała na mnie
-Lekkie drgnięcie nadgarstka w prawo, jakieś 5milimetrów w dół i półokrąg zatoczony w lewo- powiedziałam pokazując te ruchy.
-Zaprezentuj-  powiedział wskazując na niewielki wazon. Polecenie ewidentnie było do Sue.
- Bessa- z różdżki blondyny wystrzelił lekko błękitny promień i uderzył w wazon, już po chwili wazon był dwa razy większy. Lekko zachwiały się jego proporcje. Wydłużył się, ale to było normalne przy tym zaklęciu.
-Dobrze. Slytherin dostaje po 5 punktów za każdą udzieloną odpowiedz i 10 za poprawnie rzucone zaklęcie.- uśmiechnęłyśmy się do siebie znacząco. Pierwszy dzień, a już nabijamy punkty. Ma się ten talent.
Resztę lekcji wszyscy próbowali rzucać zaklęcie, a my się nudziłyśmy. Może następna lekcja będzie bardziej interesująca, bo nie wytrzymam tego ciągłego siedzenia. Po zakończeniu lekcji wszyscy poszli, zostałyśmy Tylko my.
-Ojcze- zaczęłam cicho- chciałbym wiedzieć, dlaczego mi nie powiedziałeś i, no żebyś, mi wytłumaczył tę sytuację.
-Draco mi mówił, że masz do niego dziś przyjść- powiedział- może też tam przyjdę, to porozmawiamy. Ty Sue też powinnaś przyjść.
-Dobrze.- powiedziałyśmy równo- do zobaczenia. 
Reszta lekcji zleciała w marę podobnie.
Po lekcjach( kończyłyśmy około 14) poszłyśmy do PW Slytherinu. Kiedy tam doszłyśmy pokój był prawie pusty. Nic dziwnego, większość jeszcze miała lekcje, a reszta siedziała na błoniach, bo było jeszcze strasznie ciepło i bardzo słonecznie. My jednak wolałyśmy posiedzieć ten czas w zamku. Czekałyśmy na rozmowę z moim ojcem. Nie wiedziałyśmy czego on od nas chce.
Stanęłyśmy pod drzwiami naszego salonu 5 min przed 19. Już miałyśmy wejść kiedy usłyszałyśmy podniesione głosy naszych ojców.
-Musimy im o tym powiedzieć- powiedział Snape
-Nie, nawet nie wiemy czy to o nich, a ja szczerze wątpię, nie będziemy ich martwić w pierwszym tygodniu szkoły.- protestował Draco
-Ta wiadomość była jednoznaczna, a przepowiednia jest prawdziwa. To chodzi o nie- powiedział Lucjusz
-Dobrze przepowiednia jest prawdziwa, ale skąd wiesz, że wiadomość również?- kłócił się mój brat
W tedy postanowiłyśmy wejść do środka i zapytać się, co nie dotyczy nas. Bo byłyśmy pewne, że rozmowa jest o nas. Jednym szybkim ruchem otworzyłam drzwi. Kiedy byłyśmy w środku nie owijałyśmy w bawełnę.  Od progu zapytałyśmy się, o jaką przepowiednie im chodzi.
-Powiedź im- powiedział Snape, a na oburzoną minę mojego brata dodał- i tak by się dowiedziały, prędzej czy później. 

-Ostatnią szansą dla świata są trzy córki diabłów. Trzy jak jedna. Gdy jednej zabraknie, szansa przepadnie. To nie będzie ich wojna, przez lata, lecz gdy w nią wejdą, pierwsze fronty zajmą.- zacytował niechętnie -Widzicie, to nie może być o was, to są trzy córki diabłów, co was wyklucza- powiedział uspokajająco
-Nie do końca- powiedziałam- to może być motyw z mugolskiej Biblii. Pamiętacie?- spytałam dziewczyn
-To możliwe- powiedziała Sue- szatan to zbuntowani anioł, a  anioł to…
-Anioł to sługa- dokończyła Emily- to się zgadza. Wszyscy byliście sługami…
-I wszyscy się zbuntowaliście…
-Wiec można by was tak nazwać. A my jesteśmy trzy… trzy córki, trzech zbuntowanych sług.
-Od jak dawna wiecie o tej przepowiedni?- spytałam
-Dziś rano się dowiedzieliśmy.- powiedział Draco, a ja spojrzałam na niego kpiąco- naprawdę. Przyrzekam
-Tak jak wczoraj mieliście uwolnić te dwie mugolki?- spytała Emily- my to jeszcze pamiętamy. 
-Szczerze? Mam dość tego Hogwartu, mam dość was. Dobrze mi było w Toruniu, gdzie największym problemem były zadania domowe- powiedziałam z wyrzutem
-Co do tych mugolek, to my naprawdę mamy plan odbicia ich, ale nie możemy tak po prostu wyjechać w czasie tygodnia. W sobotę będą z wami całe i zdrowe.
-Ta jasne- mruknęła Emily, ale chyba nikt jej nie usłyszał, bo nawet nie spojrzeli w jej kierunku.
-Kate może porozmawiamy o twojej mamie- zmienił temat mój tata.
-Obojętne mi to- skłamałam zachowując kamienną twarz. Chciałam się czegoś dowiedzieć, ale i tak pewnie skłamie, albo zatai prawdę.
-Więc, pierwsze, co powinnaś wiedzieć, to, to, że przeszedłem na stronę zakonu niewiele przed twoim urodzeniem. Bo kiedy się dowiedziałem po której stronie tak naprawdę stoi Draco, zaczęłam się zastanawiać, nad sensem idei Voldemorta. Coś mnie podkusiło i sprawdziłem drzewo genealogiczne Malfoy’ ów. Odkryłem, że jakieś 20 pokoleń temu, nawet w naszej rodzinie był mugol. Potem sprawdziłem inne drzewa genealogiczne, z tym samym efektem. Zacząłem, więc się zastanawiać, nad sensem słów Voldemorta.  Po pewnym czasie miałem już tyle wątpliwości, że odłączyłem się od jego popleczników. Niewiele po  moim postanowieniu urodziłaś się ty. Moja mała córeczka. Wiedziałem, że nie mogę cię zostawić tam, nie mogłaś wychowywać się w śród Śmierciożerców, nie mogłem zostawić cię pod opieką Bellatrix.
-To rozumiem- powiedziałam zniecierpliwiona- ale chce wiedzieć jak doszło do tego, że zdradziłeś Narcyzę? Chodzi mi tylko o kwestię mojej biologicznej matki.
-Ja… po  prostu, ja nigdy nie kochałem Narcyzy. To był małżeństwo, nawet nie z rozsądku, ale z przymusu. Za to zawsze czułem coś do Belli. To nie była miłość, to było bardziej pociąg, ale fizyczny. Kiedy Rufus umarł miałem wolna drogę, by ją zdobyć. Wśród Śmierciożerców panował pogląd, że mężczyzna może być z każdą, nawet bez jej zgody, jeśli ona nie ma męża. Bella jednak nie miała nic przeciwko. Kiedy urodziłaś się ty obudził się w niej nawet instynkt macierzyński.
-Jakoś ciężko mi wyobrazić sobie Bellatrix zajmującą się dzieckiem- wtrąciłam się
-A jednak. Była wręcz nadopiekuńcza. Dbałą o ciebie jak tylko mogła, ale od małego wpajała ci, że mugole są gorsi. Czytała ci bajki, o ich niższości.  Pewnego dnia nie wytrzymałem. Pod pretekstem wzięcia cię na spacer wyniosłem cię do Hogwartu. Już w tedy działałem, jako szpieg. Emily i Sue już tam mieszkały. Przez pierwszy miesiąc było pięknie, ale potem Voldemort doszedł do władzy. Kazał was znaleźć i zabić. Nie wiem, czy już w tedy wiedział o przepowiednie, czy po prostu chciał się zemścić. Postanowiliśmy, więc was ukryć. A resztę historii już znacie.
-Tak. Podesłaliście nas do Polski gdzie zajęli się nami nasi „rodzice”- wtrąciła się Emily.
-Dokładnie- powiedział Draco
-A jak ty przeszedłeś na jasna stronę?- stała ojca Sue
-To jest bardziej miłosna historia…- zaczął Draco
-Zaczyna się- skomentował- Severus- zawsze jak to opowiada robi z siebie wielkiego Romea
-Wcale nie!- zaprotestował- To po prostu jest romantyczne… A więc, jak pewnie wiecie z książki przed szóstą klasą przyjąłem mroczny znak. Nie wiecie jednak, że od piątej klasy podkochiwałem się w Giny. Starałem się o tym nie myśleć, bo według kryteriów jakie w tedy przekazywał mi ojciec, nie powinienem nawet o niej myśleć. To było jednak silniejsze od ideałów, które wpajał mi tata. Niewiele po zakończeniu mojej szóstej klasy Giny i parę innych osób zostały porwane. Voldemort w nagrodę za jakieś  tam zadanie dał mi Giny jak to on ujął  „do zabawy, żebym miał trochę rozrywki”.  Mogłem robić z nią co chciałem przez tydzień potem miała być zabita. Ona została umieszczona w specjalnej celi dla więźniów. Kiedy pierwszy raz tam przyszedłem i chciałem po prostu dotknąć jej policzka, skomentowała to słowami: „Możesz mnie torturować, czy zaawadovać. Ale. Nigdy. Przenigdy. Mnie. Nie. Dotkniesz. Rozumiesz?” Groziło jej niebezpieczeństwo, nie tylko z mojej strony, ale również ze strony potężniejszych ode mnie. Ale ona chciała, chociaż zachować godność. W tedy powiedziałem wszystkim, że chciałbym się nią zająć na zewnątrz. Zgodzili się. Kiedy tylko wyszliśmy za teren antyaportacyjny, przeniosłem nas przed Norę. W tedy zdecydowałem się służyć Zakonowi. Złożyłem Wieczystą  Przysięgę.  Po trzech tygodniach zacząłem chodzić z Giny. 
-To może nam opowiesz jat ty tato, pokochałeś moją mamę?- spytała Emily
-Ta opowieść nawet do pięt nie dorasta romantycznej powieści Draco- zadrwił- Po wielkiej bitwie, w której zginął Potter i reszta, Hermiona zniknęła. Nikt nie mógł jej znaleźć. Po paru miesiącach doszła do nas wiadomość, że w pewnym mugolskim szpitalu, w Ameryce, pojawiła się kobieta z amnezją. Nie pamiętała kąp letnie nic i ciągle mówiła, że jest czarownicą. Pamiętała zaklęcia, eliksiry… wszystko, co magiczne, ale nic prywatnego. Zostałem tam wysłany, alby sprawdzić, czy to nie jakaś zbiegła Śmierciożerczyni. Moje zdziwienie dosięgło zenitu, kiedy okazało się, że w Sali szpitalnej leży Hermiona Granger. Na moje pytanie, „co tu do cholery robisz”, zadane automatycznie odpowiedział: „Nie wiem, profesorze Snape”. Ten nawiedzony lekarz kazał mi ją zabrać do jej przyjaciół, żeby wśród nich odzyskała pamięć.  Niestety, jedyną osoba, która z jej dawnych przyjaciół przeżyła i wiedziałem gdzie się znajduje była Giny, która mieszkała już w tedy z Draco, a Draco mieszkał ze mną. Dla dobra sprawy przygarnąłem ją pod swój dach. Tam przypomniała sobie, jak bardzo mnie nienawidziła. A jak wiadomo od nienawiści do miłości krótka droga, więc już po trzech miesiącach staliśmy się parą.  

sobota, 18 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 6



*Proszę komentujcie, bardzo nam na tym zależy. :) *

Rozdział 6 
-Malfoy Kate- krzyknął profesor Snape, a ja podeszłam do stołka i usiadłam na nim. Vice dyrektor włożył mi na głowę Tiarę Przydziału. 
Dopiero w tedy poczułam niepokój. Zaczęłam się zastanawiać, gdzie trafię. W końcu nic nie było pewne, zawsze mogłam nie trafić do Slytherinu, a to byłoby straszne.  
-Hm…- usłyszałam głos Tiary- ten wybór już się dokonał, ty go dokonałaś, dobrze wiem jakie są twoje pragnienia Kate, i ja je mogę spełnić. Jesteś córką dwóch, wielkich Ślizgonów. 
- Tak Lucjusz i Narcyza Malfoy to zdecydowanie Ślizgoni- pomyślałam 
- Widzę, że nawet nie wiesz, kto jest twoją matką, nie jesteś córką Narcyzy, tylko jej siostry- Bellatrix, a to mówi samo za siebie- SLYTHERIN!
Jeszcze nigdy nie czułam takiej ulgi i złości jednocześnie. Jeśli bym trafiła do Gryffindoru popełniłabym samobójstwo i to nie jest histeryzowanie! Tak przy okazji miałam zamiar zabić ojca za to, że mi nic nie powiedział!!! Może uznał, że to nieważne, albo zapomniał. Ja z nim jeszcze porozmawiam! Po prostu zabije dziada!
-Malfoy Sue- usłyszałam za sobą głos ojca Emily. Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam przestraszoną twarz Sue… czyli ona też nie była pewna. 
Wybór nie był natychmiastowy, ale trwał mniej- więcej tyle, co u mnie.  Po chwili, która wydawała mi się trwać wiecznie Tiara krzyknęła: 
-SLYTHERIN
Sue doszła do mnie i razem doszłyśmy do stołu Ślizgonów, jak tylko zajęłyśmy miejsca, usłyszałyśmy jak Snape woła Emily. Ona wydawała się niewzruszona. Niemiała żadnych wątpliwości, że trafi do domu węża, ale po chwili zmarszczyła charakterystycznie brwi. Tiara musiała zaproponować jej zostanie Krukonką, bo gdyby był to Hufflepuff lub Gryffindor jej reakcja byłaby znacznie gorsza. Po paru minutach Tiara się ugięła. 
-SLYTHERIN 
-Cześć nasza kochana kujonko- powiedziałam uśmiechając się szeroko- mówiłyśmy ci, nadajesz się do Krukonów. 
-Skąd wiecie?- spytała zszokowana 
-Daj spokój- powiedziała Sue- trochę cię znamy. Kłóciłaś się z Tiarą, ale to nie mogło być coś tak poważnego jak Gryffindor! 
-Tak w ogóle- zmieniłam temat- Sue, obraziłabyś się gdybym pozbawiła cię dziadka? 
-Co ci takiego zrobił, że chcesz go zabić- spytała przejęta 
-Wiesz, co nic takiego, tylko moją matką jest BELLATRIX, a nie Narcyza, jak dotąd myślałam. 
-CO???- krzyknęły obie troszkę za głośno, bo usłyszała je cała Wielka Sala. Wszyscy spojrzeli się w naszą stronę, ale zaraz wrócili do swoich zajęć, bo stwierdzili, że nie dzieje się nic ciekawego. I prawidłowo. 
-To, co słyszałyście, mój kochany tatuś zapomniał wspomnieć, że jestem tylko przyrodnią siostrą twojego ojca- zwróciłam się do Sue 
-Coraz bardziej mi się to wszystko podoba- powiedziała sarkastycznie Emily- najpierw to porwanie, teraz te tajemnice, według mnie oni wiedzą, kogo porwał Voldemort. 
-Też mi się tak wydaję- przyznałam jej rację- szczerze mówiąc, to ja myślę, że nie obiją tych dziewczyn, ani dziś, ani w ciągu najbliższego tygodnia, powiedzieli tak, żebyśmy się nie martwiły o to w czasie Uczty Powitalnej. 
Akurat w tedy podszedł do nas jakiś Ślizgon. Nie wyglądał źle. Miał blond włosy, które były postawione na żel, co dodawało mu męskości. Co normalne, przy jasnych włosach, miał jasno niebieskie oczy, które prawie wchodziły pod srebrny. Był wyższy od nas. No od Sue tylko jakieś 5cm, ale był. Wyglądał, jakby był na siódmym, ewentualnie 6 roku. W sumie to trochę przypominał Draco… O ile ja i Emily patrzyłyśmy się na niego po prostu oceniając, to w wzroku trzeciej z nas było widać… zauroczenie. Pierwszy dzień szkoły, a ta już wpadła po uszy! 
-Witam panie- ukłonił się  teatralnie niebieskooki- Jestem James i obecnie uczę się na szóstym roku. Było by mi miło, gdyby dały się panienki oprowadzić po zamku.- na tym skończył tę dumną przemowę, a my roześmiałyśmy się w głos. Albo był to efekt zamierzony, albo koleś był dziwny. „Panienki”, no bez przesady! 
-Co dziewczyny, idziemy??- spytała rozanielona Sue. Nie mogłyśmy jej tego zrobić i mimo, że znałyśmy zamek bardzo dobrze po tych dwóch miesiącach, zgodziłyśmy się na krótki spacer z chłopakiem. Zaraz po uczcie opuściłyśmy sale i poszłyśmy z nim. 
Ogólnie James był dość zabawny, robiąc z siebie idiotę, ale w pozytywny sposób, oczywiście. Pokazał nam gdzie znajdowały się wszystkie sale lekcyjne (i tak to wiedziałyśmy), oraz gdzie najlepiej się ukryć przed nauczycielami( zdążyłyśmy odkryć te miejsca włócząc się cały sierpień bez celu). Było z nim dość fajnie i dopiero 30 minut po północy postanowiliśmy iść do Pokoju Wspólnego Slytherinu. Niestety po drodze zauważył nas mój tata. 
-Czemu nie jesteście w łóżkach o tak późnej porze? Pierwszego dnia szlabanów nie rozdam, ale radze szybko skierować się do łóżek.-powiedział-  Kate, Sue, Emily wy jednak pójdziecie ze mną.- dodał po chwili. 
Skierowałyśmy się za nim do naszego salonu, gdzie usiadłyśmy jak zwykle, my na kanapie, a on na fotelu. 
-No tato, może chciałeś mi coś ważnego powiedzieć?- spytałam- coś, o czym zapomniałeś wcześniej? Jakiś mały szczegół?
-O co chodzi Kate?- spytał zdezorientowany. 
-No, nie wiem jak ty, ale ja wolałabym znać takie szczegóły jak to, kto jest moją MATKĄ- ostatnie słowo wykrzyczałam mu prosto w twarz. 
-O, co ci…- zaczął 
-Co, może nie zwróciłeś uwagi na to, którą z sióstr przeleciałeś? No fakt są podobne jak dwie krople wody. Obie mają włosy i twarz! 
-Jak śmiesz zwracać się tak do ojca…- powiedział, ale zaraz zrozumiał co miałam na myśli- tiara ci powiedziała… 
-Tak, dowiedziałam się, że moją matką jest Bellatrix. Szczerze mówiąc nie mogę uwierzyć, że byłam tak głupia i nie spytałam się, po kim mam taką burze na głowie i czemu do cholery mam ciemne włosy!- byłam zdenerwowana, trochę, bardzo, cholernie! Jak on śmiał nie powiedzieć mi o tak ważnej rzeczy!? 
-Kochanie, uspokój się, planowałem ci to powiedzieć, ale nie mogłem zdobyć się na odwagę… 
-No super! Mam ojca tchórza. Cudownie, ja idę do dormitorium…- i po prostu wyszłam, dziewczyny poszły za mną. Na szczęście jutro mam zaklęcia, więc będę miała szanse pogodzić się z ojcem i wszystko sobie z nim wyjaśnić. 
W pokoju wspólnym czekała na nas karteczka, że  nasze dormitorium znajduje się po lewo od kominka. Weszłyśmy tam i okazało się, że jest tam 5 łóżek, ale tylko nasze rzeczy. No nie najgorzej. Nie dość, że jesteśmy tylko we 3 to jeszcze mamy 5-cio osobowy pokój. 
-Nie wiem jak wy, ale ja się przebieram i idę spać, po dzisiejszym dniu muszę ogarnąć.- poinformowałam współlokatorki. 
-To jest good idea.- powiedziała Sue. 
Jak powiedziałam, tak też zrobiłam. Umyłam się przebrałam i położyłam. Dziewczyny zrobiły to samo i już po chwili wszystkie spałyśmy jak zabite w swoich łóżkach. 
Rano obudził nas magiczny budzik, wstałyśmy dość chętnie. Pierwszy dzień w szkole zawsze jest interesujący, a co dopiero w takiej szkole. Byłyśmy przyzwyczajone do szybkiego ubierania się (mugolski wf), więc byłyśmy gotowe w parę minut. Weszłyśmy do pokoju wspólnego. Był tam tylko jeden chłopak. Długie brązowe włosy, falowane. Czarne glany, ciemne jeansy i zajebista, jeansowa kurtka.
-Hej- powiedział do nas- wy tu chyba nowe? Pierwszy raz widzę żeby ktoś przychodził  do szkoły w waszym wieku. Który rok?  
-Piąty- powiedziałyśmy chórem. Chłopak nas nie zna. Można się trochę pobawić. 
-Ja też- powiedział radośnie- dopiero dziś przyjechaliśmy z bratem, bo byliśmy z rodziną na wakacjach i nie zdążyliśmy na ucztę powitalną. A tak w ogóle to jestem Lucas- przedstawił się. Mówił dość szybko i radośnie, ale było łatwo go zrozumieć.  
-Jestem Kate- celowo nie podałam nazwiska  
-Sue- podała mu rękę  
-Emily  
-Wiesz jesteśmy tu nowe i chciałyśmy się dowiedzieć czegoś o nauczycielach. Opowiesz nam coś, może o profesorze Snape’ ie.- powiedziałam. Miałam nadzieje, że palnie coś, czego Snape nie powinien słyszeć. Lubię tak wrabiać ludzi.;  
-Eee… on jest spoko, tylko mało uczy, a bardziej wymaga, wiecie, wy możecie mieć problem z jego poziomem, bo jak mniemam z nikim wcześniej Eliksirów nie miałyście?  
-Nie, on jest pierwszy- to nie było kłamstwo, przecież on był pierwszy.
-To może coś o profesorze Malfoy’ u?  
-Którym?- spytał- jest ich dwóch, ojciec i syn.- oznajmił  
-To może najpierw o tym starszym, jaki on jest, ostry?- spytała Sue. Złapała grę.  
-On jest akurat spoko. Uczy i wymaga tylko tego, czego nauczy. Za to ten młodszy nie jest najfajniejszy. Znaczy nie jest zły, ale jakoś tak nigdy nie wzbudził mojej sympatii. Po prostu ocenia uczniów, nie znając ich. Mnie skreślił, bo słuchałem na przerwie mugolskiej muzyki. Moją najwyższą oceną u niego jest Z. 
-O ile mi wiadomo, to za 3min mamy właśnie OpCM i jeśli nie chcemy się spóźnić, a ja nie chce, to  musimy biec!- pospieszała nas Emily. Miała racje byłyśmy prawie spóźnione na lekcje z moim bratem. Ruszyliśmy korytarzami  dość szybko. Weszliśmy do klasy równo z początkiem lekcji. Pierwszy dzień, a my już się prawie spóźniamy. 
-Zdążyliście w ostatniej chwili.- powiedział Draco- zajmijcie miejsca- nakazał.
Ławki w tej Sali były dwu osobowe. Emily i Sue usiadły razem i rzuciły mi przepraszające spojrzenie. Ja zaś usiadłam za nimi. Bez pytania dosiadł się do mnie Lucas, ale nie miałam nic przeciwko jego towarzystwu. 
-Mówiłeś, że słuchasz mugolskiej muzyki, czego dokładnie?- spytałam, gdy mój brat zaczął tłumaczyć coś, czego uczyłyśmy się miesiąc temu. 
-Raczej nie znasz. Jest to muzyka polska, a nawet ludzie z Polski nie znają w większości tych zespołów- poinformował 
-Pochodzimy z Polski-  spojrzał na mnie jak na jakieś dziwne zjawisko- naprawdę. Nie wierzysz mi? 
-Wierze. Ale nadal nie sądzę żebyś znała te zespoły- kiedy spojrzałam na niego z pogardą powiedział- no dobra, ale i tak są małe szanse na to że co kol wiek o nich słyszałaś. Słucham KULT-u… 
-Słuchasz KULT-u?- spytałam nieco za głośno 
-Jeśli chcecie sobie podyskutować to może wyjdziecie za drzwi!- zganił nas Draco 
-Przepraszamy- powiedziałam cicho, po czym na jego ustach zauważyłam uśmiech. Widać że, cieszył, że znalazłyśmy tu kolegę, ale chciał zachować pozory. 
Po chwili ciszy znów zaczęłam rozmowę z kolegą z ławki. Dowiedziałam się, że mamy identyczny gust muzyczny. KULT był moim ulubionym zespołem. Oprócz tego oboje słuchaliśmy SDM- u, Dżemu i Kazika. Nie wiedział tylko, co to jest KSU, ale to mu już mogłam darować. 
Po lekcji postanowiłam trochę pomęczyć chłopaka. Jak dowie się prawdy, może być lekko przestraszony. Gadał na swojego profesora, jego siostrze i córce, niezbyt mądre. 
-Poczekasz na nas chwile- spytałam puszczając oko dziewczyną 
-Ok. 
Podeszłyśmy we trójkę do Draco. 
-Chciałam o coś spytać- powiedziałam, co było prawdą, musiałam spytać o matkę. Dlaczego to przede mną ukrywali. Bo raczej on wiedział . 
-O, co?- spytał rozpoznając moją poważna minę. 
-Nie tu. Mogę do ciebie przyjść dziś o 19.- spytałam, po czym spojrzałam na minę Lucasa.
Nie zauważył, że zwróciłam się do profesora na „ty”. 
-Pewnie. A jak tam? Macie już jakiś znajomych w Slytherinie? No oprócz kolegi, z którym dyskutowałaś pół lekcji- zwrócił się do mnie 
-Moja wina, że mi się nudzi na lekcji. Nauczyłeś nas tego w wakacje.- zauważyłam 
-Słuchanie tego po raz drugi jest nudne- dodała Sue- kiedy zaczną się lekcje, których z nami nie przerabiałeś? 
Lucas wydał z siebie jakiś dziwny odgłos. Wszystkie trzy odwróciłyśmy się w jego stronę.
Miał nieco przestraszoną minę. Czyli wreszcie zrozumiał. Mało kumaty, ale to cecha rozpoznawcza wszystkich facetów. 
-Nie wiem. Jakoś, na studiach wyższych.- odpowiedział nam Draco- lećcie. Za chwile macie
Zaklęcia. Nawet wy nie możecie się tak spóźniać na każdą lekcję.
Wyszłyśmy z sali. Lucas czekał na nas za drzwiami. Widocznie bał się, że powiemy  Draco, co o nim mówił. 
-Hej Lucas, co taki przestraszony?- spytała niewinnie Sue 
-Czemu nie powiedziałyście, że znacie osobiście profesora Malfoy’ a?- spytał z wyrzutem 
-No to raczej oczywiste, że znam osobiście własnego ojca- powiedziała Sue. Na widok jego miny wszystkie trzy wybuchłyśmy śmiechem. Był chyba trochę zdziwiony, albo uznała, że sobie z niego żartujemy. 
-Że jak??? Jesteście córkami Malfoy’ a?- spytał po pewnym czasie 
-Poprawka. My dwie jesteśmy córkami Malfoy’ ów- powiedziałam wskazując na Sue
-Malfoy’ ów?- spytał jeszcze bardziej zdziwiony. Dobra, on był na prawdę nie kumaty. Każdy normalny człowiek już by coś tam zrozumiał. 
-Jestem córką Lucjusza. Sue jest córką Draco, jak pewnie zdążyłeś zauważyć, a Emily jest córką Severusa.- znów zrobił dziwną minę. 
-Że niby jesteś córką Snape’ a? 
-A co Kate przed chwilą powiedziała? Zaczynam wierzyć pani Spokojnej. Faceci to niższy gatunek.- To był wręcz cytat. Z… każdej lekcji polskiego. Pani Spokojna zawsze, ale to zawsze mówiła, że chłopacy to inny, niższy gatunek. Do dziś pamiętam lekcje o Biblii. „Dlaczego Bóg najpierw stworzył mężczyznę, a potem kobietę?... Ciołki, bo mężczyzna to eksperyment, do tego strasznie nieudany. A kobieta to doskonalsza wersja człowieka!” Oj tak. Uwielbiam tą kobietę.

sobota, 11 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 5



Rozdział 5 
Wakacje dobiegały końca. Rok szkolny u mugoli miał zacząć się jeszcze w piątek, ale w Hogwarcie zaczynał się dopiero w poniedziałek. W ten piątek po raz pierwszy zatęskniłyśmy za naszymi koleżankami. Nasze świruski szły teraz do szkoły, gdzie miałyśmy się spotkać wszystkie razem, a tym czasem już pewnie się nie zobaczymy. Przynajmniej nie  w tym roku szkolnym. Nie będziemy gadać na lekcjach, śmiać się z nauczycieli… akurat tego będzie mi najbardziej brakować. Hogwart jest fajny i tajemniczy, ale tu na pewno niema takiego Pana Goldfincha, jaki nas uczył histy, albo Pani Beaty „Nawiedzonej” Kłosek. 
Mówi się trudno i płynie się dalej… nawet  takie durne powiedzenie, a mi je przypomina. Pierwszy raz usłyszałam je przecież od Charlotte, a może od Kate? Nie wiem już mi się wszystko miesza. Pamiętam, że na pewno obie dziwnie na nas patrzyły, kiedy rozmawiałyśmy o  Harrym Potterze. Jak bym mogła to teraz bym im się w twarz roześmiała, ale nie mogę.
-Dziewczyny my musimy lecieć-  z zamyślenia wyrwał mnie jakiś odległy głos. Spojrzałam w tamtą stroną i ujrzałam wszystkich naszych rodziców, całą piątkę.- Jest zebranie Zakonu, podobno coś poważnego. 
-To idźcie- powiedziała Em- no chyba że myślicie, że potrzebujemy opiekunki.
-Z waszymi zdolnościami, to faktycznie powinniśmy kogoś wezwać, ale powiedzmy, że wam ufamy… 
-A to duży błąd, nam się NIGDY nie ufa, my potrafiłyśmy zepsuć wiele zanim dostałyśmy różdżki, a teraz? Z naszymi zdolnościami to pewnie zburzymy Hogwart, zabijemy połowę magicznego świata, ale akurat Voldemort by przeżył. 
-Cóż za pesymistyczna opcja- skomentowała Ginny 
-Raczej realistyczna- powiedziała Em- wy nie widzieliście, co robiłyśmy zanim nas poznaliście… 
-I nie chcemy wiedzieć- powiedział pośpiesznie Draco 
-Prawidłowo. Chyba czegoś się nauczyłeś, braciszku!- skomentowałam jego wypowiedź 
-Nie wymądrzaj się, młoda. 
-Zachowujecie się jak dzieci, myślałem, że jak będzie między wami taka różnica, to będę miał spokój.
-Czy wy się przypadkiem gdzieś nie śpieszyliście?- spytała Em 
-Dobra, to idziemy- poinformowała Ginny- nie wysadźcie Hogwartu! A i zaopiekujcie się Michaelem i Jasmin 
Kiedy nasi rodzice wyszli postanowiłyśmy, że najlepszą techniką będzie nie obudzenie śpiących jeszcze „dzieciaków”. Może i byli już duzi i w ogóle, ale nie lubiłyśmy, gdy ktoś oprócz nas słyszał nasze rozmowy. Za dużo tam się dzieje… 
-Wiecie co? Zaczynam tęsknić za naszym cudownym Toruniem. Ogarniacie, że dziś w naszej mugolskiej szkole rozpoczynają się lekcje, a w sumie to u nas już rozpoczęcie było, bo o 8. 
-Coś mi się przypomniało- poinformowała Em- miałam wam to powiedzieć w dzień naszego porwania. Kate przeczytała Harry ‘ego Pottera, znaczy jak z nią rozmawiałam przez gg dzień przed „wyjazdem” tu, to mi napisała, że zaczyna 6 część. Ogarniacie to? Nasza Kate przeczytała HP, a my nawet nie możemy z nią porządnie o tym pogadać!  
-Mnie też to dobija- powiedziałam- a w październiku miała być impra w Lipnie, w tą sobotę ty- zwróciłam się do Emily- i Kate miałyście wyprawiać wspólne urodziny, a w grudniu impra Sue. 
-Ciekawe jak wytłumaczono nasze zniknięcie mugolą. No bo coś musieli powiedzieć.
Nasza rozmowa przeszła później na dużo weselsze tematy, takie jak WOS czy historia. Ulubiony nauczyciel, 60-letni Pan Goldfinch, fan Beatles’ ów. Nie wiadomo czemu porównywałyśmy go do Snape’ a, tak po za tym to koleś czytał Harry’ ego Pottera i wiedział który to Snape. Znaczy nie do końca zaczaił po imieniu, ale cóż.  W ogóle on interesował się literaturą, zwłaszcza, jak ktoś czytał u niego na lekcji. To był chyba jedyny nauczyciel, który nie stawiał uwag, ani jedynek, tylko pytał jaka to książka i wdawał się w dyskusje dotyczącą jej autora, lub jeśli go nie znał, dotyczącą tego gatunku literatury.  
-Hej- za plecami usłyszałyśmy głos Michaela – gdzie rodzice?- spytał Emily 
-Na spotkaniu, chyba coś ważnego, bo niewiedzą kiedy wrócą, a co? 
-Eee… nic ważnego, tylko zapomniałem, że profesor Longbottom zażyczył sobie, abyśmy kupili sobie na zielarstwo jakieś tam rośliny, tylko nie pamiętam nazw.
-Nareszcie ci się przypomniało- powiedziała Sue- Jasmin miała ci dać przed pierwszą lekcją zielarstwa, ale skoro ci się przypomniało to poproś ją o to dziś. 
-O, dzięki.
Zapadło milczenie. Niemiałyśmy o czym rozmawiać z Michaelem, a przy nim nie mogłyśmy mówić za wiele o prywatnych sprawach. Siedzieliśmy tak przez niedługo czas, aż w końcu do pokoju weszli nasi rodzice. 
-Dziewczyny, musimy porozmawiać- powiedział Snape- Michael idź do siebie.   
-Tato! Nie jestem już dzieckiem, chyba mogę brać udział w poważnej rozmowie? 
-Nie w tej. Musimy powiedzieć coś dziewczynom. 
Chłopak niechętnie pomaszerował do pokoju. Na twarzy dziewczyn zauważyłam lekki strach. Szczerze mówiąc sama też się bałam. Co może być tak pilnego i ważnego, że muszą nam to powiedzieć na osobności i to w tym momencie. 
-Przejdźmy do sedna- powiedział Snape- Voldemort musiał dowiedzieć się o  tym gdzie was umieściliśmy. Dziś  porwał dwie mugolki z waszego miasta, niestety nie wiemy nic o ich tożsamości. Nie wiemy nawet, gdzie dokładnie mieszkają.
-Jakie jest prawdopodobieństwo, że je znamy- spytała po chwili milczenia Em 
-Dość duża.- powiedziała Ginny- Voldemort na pewno chciał uderzyć w waszą i naszą psychikę, niestety wasz premier nie zgodził się podać nam nazwisk tych dziewczyn. 
-W jakim są wieku?- spytałam 
-Wasz rocznik- odpowiedział mój tata- ale nie powiedziane, że je znacie, przecież jest mnóstwo osób, które są w waszym wieku… 
Jakoś go już nie słuchałyśmy, nasz strach urósł jakieś 205%, nie dopuszczałyśmy do siebie myśli, że to Kate, czy Charlotte, ale to mogła być każda dziewczyna z naszej klasy, czy szkoły. Było u nas w klasie parę osób, których bym nie żałowała, ale z większością byłam zżyta. Najgorsza jednak była ta niepewność. Starałyśmy się naprawdę nie myśleć o Kate i Charlotte, ale niestety moje myśli coraz częściej błądziły w tamtą stronę. Co jeśli to właśnie one padły ofiarą Lorda Voldemorta. O ile o Kate się nie martwiłam, Voldemort nie skrzywdzi ich, jeśli to ma być pułapka, to niewyparzony język Charlotte mógł okazać się jej największym przekleństwem, jeśli przyczepi się do jego nosa… nie, nie mogę teraz o tym myśleć, przecież to na pewno nie one! 
Nie mogłyśmy nic z tym zrobić, a to było najgorsze- czekanie. Ten ostatni wolny weekend dłużył się niemiłosiernie. Nasi rodzice prawie cały czas  byli zamknięci w jednym z gabinetów i obmyślali jakieś „tajne plany”. A my włóczyłyśmy się z kąta w kąt, prawie ze sobą nie rozmawiając. Aż nadszedł niedzielny wieczór . 
-Dziewczyny nie martwcie się- powiedział Draco siadając z nami na kanapie- jutro dowiemy się, kogo porwał Voldemort, a po paru godzinach od tego, one będą już z nami. Mamy plan jak je odbić. Według mnie jest niezawodny 
Mój brat bardzo rzadko rzucał słowa na wiatr, więc trochę się uspokoiłyśmy. Noc minęła nam spokojnie, a  od rana zaczęłyśmy przygotowywać się do uczty powitalnej.  
Obudziłyśmy się jak zwykle. Ja o 8, Sue o 9, a Emily w południe. Koło 13 spotkałyśmy się w salonie, żeby obgadać makijaż i tym podobne bzdury.  Po godzinnej, cywilizowanej  dyskusji doszłyśmy do wniosku, że to niema sensu i postanowiłyśmy, że nie malujemy się wcale, albo każda na własną rękę. Uczta miała zacząć się o 17, ale już o 15 byłyśmy gotowe. Nie mogłyśmy się doczekać pierwszego dnia szkoły. Znaczy, najbardziej czekałyśmy na przydział do domów. Byłyśmy prawie pewne, że trafimy tam gdzie chcemy, ale zawsze mogło się okazać, ze tek nie będzie, a w tedy załamałybyśmy się kompletnie. 
Niedługo przed 17, mój ojciec poinformował nas, że na ceremonie przydziału mamy czekać razem z pierwszakami, ale my zostaniemy wyczytane dopiero, gdy wszystkie dzieciaki zostaną poprzydzielane do domów, czyli jeszcze dłuższe czekanie... 
Zrobiłyśmy jak nam kazał. Kiedy przyjechały pierwszaki, stanęłyśmy grzecznie za nimi. W pewnym momencie zza drzwi Wielkiej Sali wyszedł Snape.  Od razu było widać, że to nie dla tego przyjemnego obowiązku, zgodził się być vi-ce dyrektorem. 
-Dzisiaj zostaniecie przydzieleni do swoich domów. Każdy z nich zastąpi wam rodzinę, na czas pobytu w szkole. Domy te zwą się Slytherin, Gryffindor, Haffelpuff i Ravenclaw. Za przewinienia odejmujemy punkty, za dobre zachowanie dodajemy je. Dom, który będzie miał największą ilość punktów wygrywa Puchar Domów. Kiedy wyczytam wasze nazwisko, podchodzicie do stołka, a ja wkładam wam na głowę Tiarę Przydziału. Czy to jasne?- spytał swoim szyderczym tonem, a połowa dzieciaków prawie zeszła na zawał serca. Naprawdę współczuje tym dzieciom. Pierwsza osoba, jaką poznają z nauczycieli, wygląda jakby chciała im powiedzieć, że zrobi wszystko, aby NIE było im tu jak w domu.
Severus otworzył drzwi do Wielkiej Sali i cała gromada dzieci weszła za nim do pomieszczenia. Bez żadnego ociągania zaczął wyczytywać nazwiska z listy  uczniów. Przydział pierwszaków zdawał się trwać wiecznie. Na szczęście ostatnia dziewczynka została  wyczytana.