~~*~~
Rozdział 4
Następnego dnia o świcie zostałyśmy brutalnie obudzone przez naszych rodziców. Kto normalny wstaje o 4 w wakacje!? Odpowiedź: Nikt. Oni chyba oszaleli! No dobra musimy iść na Pokątną, ale żeby tak rano? Mugolscy sprzedawcy, o tej godzinie jeszcze smacznie śpią, a na Pokątnej podobno już są otwarte pierwsze sklepy! Nawet pospać nie dadzą. Ciekawe jak to znosi Em, bo to ona zawsze wstawała o 13.
Następnego dnia o świcie zostałyśmy brutalnie obudzone przez naszych rodziców. Kto normalny wstaje o 4 w wakacje!? Odpowiedź: Nikt. Oni chyba oszaleli! No dobra musimy iść na Pokątną, ale żeby tak rano? Mugolscy sprzedawcy, o tej godzinie jeszcze smacznie śpią, a na Pokątnej podobno już są otwarte pierwsze sklepy! Nawet pospać nie dadzą. Ciekawe jak to znosi Em, bo to ona zawsze wstawała o 13.
-Ej, dziewczyny żwawiej-
pośpieszał nas Draco- chyba nie planowałyście marnować wakacji na spanie do
10.
-Planowałyśmy!-
powiedziałyśmy chórem, ale i tak było słychać jak bardzo byłyśmy zdenerwowane.
-Em, jak ty się zachowujesz?-
spytał beznamiętnie Severus- Nie takim tonem do starszych!
-To było pytanie, więc ja na nie
odpowiedziałam - broniła się - To chyba normalne. Niegrzecznie byłoby nie
odpowiedzieć.
-Severusie, nie mamy na to czasu-
powiedział mój tata- za jakieś 30 min mamy być na Pokątnej, więc możecie się
pospieszyć. Ubierzcie się w coś, cokolwiek, byle szybko i chodźcie.
-Dobrze zaraz będziemy gotowe-
odpowiedziałam i wszystkie poszłyśmy się przygotować.
Kiedy wróciłyśmy wszyscy byli już ubrani w różnorodne szaty. Snape jak zwykle czarną i długą, podobne szaty mieli Malfoy’owie z tym, że zielone. Hermiona i Ginny były ubrane na czerwono. My oczywiście miały na sobie ubrania mugolskie w zielono-czarno-srebrnych kolorach.
Kiedy wróciłyśmy wszyscy byli już ubrani w różnorodne szaty. Snape jak zwykle czarną i długą, podobne szaty mieli Malfoy’owie z tym, że zielone. Hermiona i Ginny były ubrane na czerwono. My oczywiście miały na sobie ubrania mugolskie w zielono-czarno-srebrnych kolorach.
-Pośpieszcie się. Musimy dzisiaj
załatwić dużo spraw.
-Już idziemy no! Merlinie, budzicie
nas o 4 i oczekujecie, że będziemy gotowe w 5 minut, co to ma być?
Wojsko?
-Po pierwsze, raz możecie wstać
trochę wcześniej- oznajmiła Hermiona- a po drugie, to szybko się przestawiłyście
z „Jezu” na „Merlinie”.
-Nie tak szybko- stwierdziłam-
zajęło nam to jakieś 3 tygodnie, znaczy Em przeszła na to od tak, ale ja i Sue
musiałyśmy trochę się pomęczyć.
-Po, co wy w ogóle
przerzucałyście się na „Merlinie”?- spytała bardzo zdziwiona Hermiona
-Eee… tak jakoś. To się łączy z
naszą manią blogową
-Warto wnikać w to dokładniej?-
spytał dziwnym głosem Draco, widocznie nie chce mieć powtórki z wczoraj i
mądrze.
-Nie sądzę, żebyś chciał
wiedzieć- poinformowałam, starając się zachować powagę, ale było to, co
najmniej trudne biorąc pod uwagę chamskie spojrzenie, którym zaszczyciła mnie Emily.
Nie moja wina że pierwszy raz słowo „Merlinie” widziała w blogu i umieszczone
było w zdaniu, którego nie powinni usłyszeć . „Merlinie, Severus naprawdę
miał boskie ciało”. To zdanie przypomniało mi jak pierwszy raz usiadłam i
zaczęłam bloga ss/hg. Och, to były czasy…
-Możemy już iść, jest już
strasznie późno- denerwował się Snape, czym z lekka nas zdziwił.
-Późno? Biorąc pod uwagę,
że jest 4 rano, nie, sorry 4 nad ranem, to o której jest dla was wcześnie? O
północy, czy o pierwszej!?- spytała zdenerwowana Sue
- Powiedzmy, że w zwykłych
okolicznościach uznałbym te porę za wczesną, ale biorąc pod uwagę, że o 4.30 jesteśmy
umówieni u Olivandera…
-Po co się do niego umawiać, nie można
po prostu iść i kupić różdżki?- spytała Sue.
-A no tak- powiedział Draco-
zapomniałem wam powiedzieć, że ta sprawa została trochę uproszczona w książce.
Różdżka nie wybiera sobie czarodzieja, różdżka jest robiona specjalnie dla
czarodzieja. Różdżkarz bada magiczne zdolności i potrzeby, następnie na podstawie
obserwacji wykonuje najodpowiedniejszą różdżkę.
-Trochę uproszczona??? Tu się
tyle różni, że ja nie mogę, za chwilę się okaże, że w Slytherinie są same
mugolaki!
-Bez przesady, aż tak się nasz
świat od waszej książki nie różni!
-Dziewczyny, naprawdę nie mamy
czasu- poinformowała łagodnie Ginny- natychmiast do kominka i lecimy!
Bez zbędnego gadania podeszłyśmy
do kominka, który znajdował się po prawej stronie salonu. Pierwsza poszła
Hermiona i krzyknęła „Pokątna”. Za nią poszedł Snape, potem kazano iść nam.
Jako pierwsza w płomieniach zniknęła Emily, potem poszłam ja.
W czasie podróży nie zdążyłam
nawet pomyśleć. To działo się tak szybko. Kiedy wypadłam z jakiegoś kominka
szybko się otrzepałam. Gdy spojrzałam przed siebie, zobaczyłam Emily stojącą z
rodzicami. Po chwili pojawiła się także Sue. Zaraz za nią przybyła reszta dorosłych.
W tedy postanowiliśmy się rozdzielić. Hermiona i Ginny miały iść po wszystko co
potrzebne, a my z ojcami miałyśmy iść do Olivandera po nasze różdżki.
Do sklepu z różdżkami niebyło
daleko. Kiedy tam doszłyśmy, weszłyśmy do sklepu. Różdżkarz czekał na nas za
ladą.
-Witam państwa- powitał nas
grzecznie, na co my rzuciłyśmy równe „dzień doby”, a nasi ojcowie lekko skinęli
głowami. Z perspektywy Olivandera musiało to wyglądać komicznie.
Trzech mężczyzna wykonujących w
tym samym czasie identyczny ruch i trzy dziewczyny pomiędzy nimi mówiące idealnym
chórkiem.
-No, to która z was pierwsza-
spytał uprzejmie starszy czarodziej. Obejrzałam się po minach moich koleżanek i
już wiedziałam, że to ja pójdę jako pierwsza, bo one się nie odważą. Jak
zwykle!
-Ja mogę- powiedziałam patrząc na
nie wzrokiem p.t. „Tchórze!” i podeszłam bliżej do lady.
-Proszę, panno Malfoy- powiedział pokazując na niewielkie drzwi-
możemy tam przejść, aby zbadać pani zdolności magiczne i potrzeby co do
różdżki. Zapraszam.
Weszłam z nim do niewielkiego pomieszczenia. Stały tam dwa brązowe, stare krzesła i kilka półek z jakimiś dziwnymi przedmiotami, których nie umiałam zidentyfikować. Mężczyzna wskazał mi jeden z foteli. Usiadłam na nim i stwierdziłam, że był cholernie niewygodny.
Weszłam z nim do niewielkiego pomieszczenia. Stały tam dwa brązowe, stare krzesła i kilka półek z jakimiś dziwnymi przedmiotami, których nie umiałam zidentyfikować. Mężczyzna wskazał mi jeden z foteli. Usiadłam na nim i stwierdziłam, że był cholernie niewygodny.
-Kwestie rodzinne są mi wiadome.
Chciałbym z tobą przeprowadzić krótki wywiad, abym mógł lepiej dostosować różdżkę
do twoich potrzeb.
-Proszę pytać- powiedziałam ze
sztucznym uśmiechem na twarzy. Kolesiowi nie wychodziło bycie „uprzejmym
staruszkiem”. Jakoś go nie polubiłam, ale co tam. Brniemy dalej w tę rozmowę!
Może być nawet zabawnie.
-Powiedz mi, do jakiego domu chcesz
trafić?- spytał uprzejmie
-To było pytanie retoryczne?-
spytałam- To chyba oczywiste, każdy debil by na to wpadł!
-Dobrze, czyli Gryffindor…
-NIE! Czy pan w ogóle myśli?
Niech pan spojrzy na moją rodzinę. Czy z takimi rodzicami i bratem mogę chcieć
być w Gryffindorze?- spytałam
-Och, bardzo cię przepraszam-
powiedział siląc się na spokój- czyli jak mniemam: Slytherin.
-Nie, no co pan? Ja bym myślała,
że mówiąc o MALFOY’ACH chcę trafić do Haffelpuffu.
-Proszę się nie denerwować
panienko Malfoy- powiedział. Do wyprowadzenia go z równowagi brakowały naprawdę
milimetry- przejdźmy do dalszej części wywiadu: Czy jakaś dziedzina magii interesuje
cię bardziej niż inne?
-Głupie pytanie. Jeśli ja
niedawno dowiedziałam się, że magia istnieje, jak mogłam zainteresować się
jakąś konkretną dziedziną? Myśli pan czasem?- po chwili ciszy dodałam- To było
pytanie retoryczne.
-Panno Malfoy, proszę nie
utrudniać pracy mi i sobie.- powoli wychodził już z siebie- Dobrze, dalej. Ile
lat pani miała, gdy pojawiły się pierwsze oznaki magicznych mocy, dzika
magia?
-Jakieś… nigdy! Zostało na mnie
rzucone zaklęcie ukrywające magiczne moce, myślałam, że kwestie rodzinne są
panu znane.
-Dobrze- westchnął ciężko- myślę,
że tę część mamy zakończoną.- podszedł do jakiejś szafki i wyciągnął z niej
kilka dziwnie wyglądających rzeczy-
pozwolisz, że rzucę na ciebie kilka zaklęć identyfikujących?
-Jak pan musi- odpowiedziałam bez
większego zainteresowania w głosie
- Elemetum-
powiedział kierując w moją stronę różdżkę
-Woda- powiedziałam nawet nie
wiedząc czemu, po prostu, coś mi tak jakby kazało.
-Och, woda. Niebezpieczna, choć pozornie
łagodna. Różne twarze dla różnych osób, ale z reguły bardziej szczera. Zdanie
innych interesuje cię tyle, co zeszłoroczny śnieg. Asertywna. Ale za to
zmienna, jak marcowa pogoda. Przyjaciele się dla ciebie liczą najbardziej. Do
pewnego momentu wytrzymasz wszystko, ale jak przekroczy się jakąś granicę
wszystko zapamiętasz, za wszystko odpłacisz.
To był dokładny opis mojej
osobowości, a on rozszyfrował to po jednym słowie. Chyba zaczynam szanować
kolesia. W pewnym momencie jego różdżka znów była wycelowana we mnie.
-Liwer –powiedział
łagodnie
-Turkus- powiedziałam znów
nieświadomie
-Turkus… połączenie zieleni i
błękitu. Błękit jest dość oczywisty przy żywiole wody. Zieleń… ten kolor musi
znaczyć dla ciebie dużo… na pewno więcej niż kolor domu, do którego chcesz
trafić. Kojarzy ci się z czymś przyjemnym, ale bardziej z przeszłością.
Musiałaś spędzać dużo czasu na łonie natury. Prawda?
-Tak- powiedziałam lekko
zdziwiona, on mi w myślach czytał, czy co? Ale jednak z zielonym łączyło
mnie coś więcej… chusta
-Ostatnie zaklęcie- powiedział,
po czym znów skierował na mnie swoją różdżkę- Scatius
-13-nie lubię jak nie panuję nad
tym, co mówię!!!
-Nie jesteś przesądna, wręcz
przeciwnie. Odwracasz przesądy do góry nogami. Liczba 13… pierwszy raz spotykam
się z osobą mówiącą o tej liczbie. Nie wiem, co to może jeszcze oznaczać… Ale
chyba wiem wystarczająco by stworzyć idealną różdżkę dla ciebie.
Mężczyzna zaczął robić różdżkę. Ja w tym czasie porozglądałam się po pokoju. Naprawdę wyglądał dość strasznie… Nie zdążyłam dobrze o tym pomyśleć, a już usłyszałam głos czarodzieja.
-Różdżka gotowa- oznajmił- włókno ze smoczego serca. Drzewo z kasztanowca. 12 i pół cala. Giętka.- podał mi magiczny przedmiot
Mężczyzna zaczął robić różdżkę. Ja w tym czasie porozglądałam się po pokoju. Naprawdę wyglądał dość strasznie… Nie zdążyłam dobrze o tym pomyśleć, a już usłyszałam głos czarodzieja.
-Różdżka gotowa- oznajmił- włókno ze smoczego serca. Drzewo z kasztanowca. 12 i pół cala. Giętka.- podał mi magiczny przedmiot
-Dziękuję- powiedziałam wychodząc
z gabinetu różdżkarza.
Kiedy doszłam do czekających Emily
i Sue zdziwiłam się, że niema z nimi naszych ojców.
-Hej, gdzie obstawa- spytałam jak tylko byłam
blisko nich
-Nie chciało im się tyle czekać-
powiedziała Emily- a tak na serio to poszli pomóc Ginny i Hermionie z naszymi
szkolnymi zakupami. Podobno sporo tego.
-No dziewczyny to, która teraz?-
spytał łagodnie pan Olivander.
-Ja mogę- powiedziała Sue- no Emily
tchórzu, jak zwykle ostatnia.
-Ostatni będą pierwszymi-
zacytowała poważnie, świetnie udając nawiedzoną Kłosek.
-No, proszę, nie mamy całego
dnia.- powiedział różdżkarz
Sue zniknęła za drzwiami, a ja i Emily
gadałyśmy o jakichś bzdurach, nie zwracając uwagi na nic, ani na nikogo.
Lubiłyśmy tak gadać, choć to się zwykle źle kończyło, bo kiedy zaczynałyśmy o
kimś gadać to on zwykle przechodził obok nas wtedy, gdy mówiłyśmy coś, czego słyszeć
nie powinien. Zwykle działo się tak w wypadku nauczycieli, ale nie wiedzieć, dlaczego
nigdy nie miałyśmy przypału, jakoś dziwnie nas lubili.
-Hej dziewczyny- powitała nas
wychodząca zza drzwi Sue- no Em teraz ty. Zobaczymy jak ci pójdzie…- chciała ją
przestraszyć, to pewne- powodzenia!
-Spadaj- powiedziała beznamiętnie
Emily i poszła do drzwi, które były lekko uchylone.
-No Sue, opowiadaj jaki żywioł?-
spytałam, jak tylko Em zniknęła, a drzwi zamknęły się.
-Wiatr- powiedziała, poczym
dodała- spokojna, ale nie zawsze, w ogóle, wiatr to podobno sprzeczności.
-Ja woda- oznajmiłam-
wybaczająca, ale gdy się przegnie pamiętliwa- powiedziałam- a poza tym to taka,
jaka jestem.
-Dobra, lepiej mów kolor
-Turkus
-Ja też!!!
-Liczba???- spytałam
-26. Nie mam pojęcie co to znaczy,
bo on powiedział, że nie wie. A ty, jaka liczba?
-13. Też mówił, że nie wie.-
powiedziałam- coś mi tu nie pasuje, co on połowy liczb nie zna?
-Dobra. Nieważne. Ja mam kasztanowiec
i włos jednorożca, a ty?
-Też kasztanowiec, ale ja mam
włókno ze smoczego serca.
-No nieźle… - powiedziała Sue, po
czym zaczęłyśmy taką samą rozmowę jak z Emily, po pewnym czasie z gabinetu
wyszła wspomniana koleżanka, a my spojrzałyśmy na nią pytająco.
-Ogień, kojarzy się z czymś złym.
Czarny, mrok. 6,5. Tu nie wie o co chodzi. Kasztanowiec, pióro hipogryfa-
tak, też niemiałam pojęcia, ze takie coś występuje w różdżkach.
Ok ciekawy pomysł z różdżkami ;) Czekam na kolejny ;)
OdpowiedzUsuńRozkręcacie się jak widzę.. I bardzo dobrze bo jest coraz lepiej! ;)
OdpowiedzUsuń51 years old Physical Therapy Assistant Hobey Shimwell, hailing from Kelowna enjoys watching movies like Eve of Destruction and Machining. Took a trip to Redwood National and State Parks and drives a Ram Van 3500. mozna zajrzec tutaj
OdpowiedzUsuń